|
Popularniejsi od gwiazd filmowych. Prezenterzy Wiadomości. Teraz w
przełomowym momencie. Przyjście nowego prezesa TVP Jana Dworaka,
zwolnienie Tomasza Lisa z TVN-u i plotki o jego powrocie do TVP wywołały
falę spekulacji. Kto zostanie, kto nie? A jak wiadomo, zniknąć z wizji
można szybciej, niż się na nią trafiło.
Najbardziej znani ludzie w Polsce. Ktoś może nie pamiętać Lindy, Pazury,
ale z pewnością rozpozna twarz Kamila Durczoka, Jolanty Pieńkowskiej,
Sławomira Jeneralskiego czy Danuty Holeckiej. Megagwiazdy spektaklu
oglądanego codziennie przez prawie 5 milionów Polaków elektryzują
publiczność największymi wydarzeniami ze świata, odsłaniają kulisy władzy,
uczestniczą w tropieniu afer. Ich udziałem są też najbardziej brawurowe
zwroty w karierach własnych. Jednego dnia są, następnego już ich nie ma.
Po zmianie prezesa TVP niektórzy dziennikarze profilaktycznie odnawiają
kontakty z politywkami lub już teraz rozglądają się za innym zajęciem.
Zanim zawędrowali do telewizji, szyli dżinsy, pracowali w kasynach i
śpiewali antytotalitarne piosenki. Rozmaite też bywają potelewizyjne losy
gospodarzy Wiadomości, co widać na przykładzie tych, którzy już dawno
odeszli. Jedni zostali ambasadorami, jak Jarosław Gugała, inni, jak
Krzysztof Bartnicki, musieli zadowolić się na pewien czas konferansjerką
na Stadionie X-lecia. Najbardziej spektakularną karierę zrobiła Aleksandra
Jakubowska, jedna z pierwszych prezenterek Wiadomości (oglądało je na
początku 12 milionów ludzi!). "Lwica lewicy" zasiada dziś w parlamencie i
kieruje gabinetem politycznym premiera. Wielka kariera Tomasza Lisa,
nieśmiałego chłopaka z Zielonej Góry, też zaczęła się w Wiadomościach. Był
ambitny i inteligentny, wyróżniał się dużym wzrostem. Wzrost mu pozostał,
nieśmiałość znikła. - Potrafi być surowy, wredny i czepliwy. Zadziera
nosa, ale jest fachowcem - mówią współpracownicy. Kiedy jesienią ubiegłego
roku podpisywał kolejny kontrakt z TVN-em, negocjował warunki przez 5
miesięcy. Ustalenie wynagrodzenia (podobno 10 tys. euro) zajęło mu tylko
kwadrans, resztę czasu zabrało określenie gwarancji niezależności
dziennikarskiej. Według sondażu Newsweeka Lis ma szanse zostać
prezydentem. Jedynym groźnym rywalem może być dla niego Jolanta
Kwaśniewska. Szanse wyborcze, co wynika z tego samego sondażu, miałaby też
Pieńkowska i Durczok. Sam Durczok zaprzecza, że interesuje go działalność
w polityce: - Chcę nadal pracować w Telewizji Polskiej. Jeśli ktoś uważa,
że od dobrego dziennikarstwa można się odbić w górę, to mu serdecznie
współczuję. Ta praca daje tak nieprawdopodobną satysfakcję osobistą,
zawodową, intelektualną, że mówienie o jakimś odbijaniu w górę to absurd.
Czy Platforma Obywatelska interesuje się jego osobą? - Na temat prywatnych
rozmów nikomu nic nie mówię - kwituje. Jest jedną z niewielu osób w TVP na
kontrakcie gwiazdy. Czy gaża jest równie wysoka jak wynegocjowana przez
Lisa? Na twarzy zagadkowy uśmiech. - Nic nie powiem - ucina.
Niektórzy uważają, że nie ma w tym nic złego, kiedy dziennikarze zmieniają
zawód i stają się politykami. Pat Cox z fotela prezentera telewizyjnego
wywindował się na szefa Parlamentu Europejskiego. Osoby takie jak Lis lub
Durczok dobrze zrobiłyby w politycznym światku. Ale być dziennikarzem i
jednocześnie prowadzić polityczne rozgrywki? - Ja nadal chcę być
dziennikarzem. Podkreślałem to kilkaset razy - mówi Lis, autor książki "Co
z tą Polską", a po rozstaniu z TVN-em najsłynniejszy bezrobotny w kraju. -
Będę mówił o Polsce, bo taki jest mój obywatelski obowiązek. I żeby to
robić, nie trzeba zasiadać w Pałacu Prezydenckim czy w Kancelarii
Premiera.
Kariera telewizyjna może być krucha jak bańka mydlana. - Błyszczysz,
wzbudzasz podziw. Wystarczy dmuchnąć i już cię nie ma. Nikt się za tobą
nie wstawi - mówią w Wiadomościach. Jolanta Pieńkowska, przez długie lata
chwalona przez szefów i nagradzana, omal nie straciła pracy. Najpierw
zarzucono jej udział w reklamie - podobno w jednym z miesięczników
zachęcała do kupowania różnych towarów. Potem zarzucono jej nadmiar
seksapilu, kiedy internauci uznali ją za najbardziej seksowną
dziennikarkę. - Straciła przez to na wiarygodności, bo dziennikarz
Wiadomości powinien być dla odbiorcy neutralny. Im mniej gwiazdorstwa,
podtekstów, tym lepiej - mówią w telewizji. Ostatnio wiele spekuluje się
na temat związku Pieńkowskiej z czołowym politykiem SLD Andrzejem
Celińskim. Ona milczy. W Wiadomościach nie ma zbyt wielu przyjaciół. -
Zawsze była pupilkiem szefów i z tego korzystała - dodają koledzy.
- Telewizja publiczna nie jest instytucją, z którą można wiązać
przyszłość. Nigdy nie dbała o ludzi - ocenia Marta Grzywacz, 7 lat w
Wiadomościach. - Ale podobnie jest w innych mediach. Nikt nie płakał ani w
TVN-ie, kiedy Lis odchodził, ani w Radiu Zet, kiedy odchodził Krzysztof
Skowroński, ani w radiowej Trójce, kiedy przestała tam pracować Monika
Olejnik. To fach wysokiego ryzyka. Nawet ubezpieczenia są droższe dla
dziennikarzy. Grzywacz trafiła do Wiadomości z konkursu, szybko
awansowała. Po 1,5 roku dostała prowadzenie głównego wydania. Potem było
różnie. - Miotano nami z jednego wydania do innego - wspomina. - Człowiek
przychodził do pracy i stwierdzał, że nie ma go w grafiku. Zdjęcie
prezentera z wizji odczuwam jako karę. Szef nie tłumaczył, dlaczego tak
się stało, nikt z nikim nie rozmawiał. Płacono nam od sztuki - 300 zł za
występ. Wtedy jeszcze nie było kontraktów gwiazdorskich. Któregoś miesiąca
zarobiłam tysiąc złotych i miałam dość. Odeszłam. Teraz zajmuję się
pisaniem, chciałabym robić też filmy dokumentalne. Z telewizji człowiek
wylatuje i nawet nie wie za co. Równie dobrze może być Alainem Delonem i
też wylecieć, żartują.
Małgorzata Szelewicka, jedna z najbardziej lubianych prezenterek,
dowiedziała się z gazet, że już nie pracuje w Wiadomościach. Zwolnili ją,
ponieważ była za ładna. Znajomi z Fundacji Helsińskiej radzili, żeby
wniosła protest, bo nie można nikogo dyskryminować w pracy z powodu
wyglądu. Nie chciała. Pracowała w radiu, została rzecznikiem prasowym, a
potem dyrektorem do spraw promocji jednego z banków. - Nie muszę być na
wizji - mówi Szelewicka, dziś rzecznik prasowy w Ministerstwie Edukacji.
Aleksandra Jakubowska odeszła na własne życzenie. Zanim weszła na
polityczne salony, pracowała w kilku redakcjach, współtworzyła Radio
Kolor, Missland i Feminę. Było ciężko. Kiedy straciła pracę, próbowała
zarobić, pisząc polskiego harlequina. Doszła do trzeciego rozdziału.
To jest magia. Albo ktos przechodzi przez szybę, albo nie - twierdzą
telewizyjni eksperci. - Czasem detal decyduje, że człowiek się nie nadaje.
Od prezentera wymaga się dobrej aparycji, łagodnego tembru głosu, jasnego
formułowania myśli, elokwencji i dużej wiedzy ogólnej, bo teksty czasem
spływają w ostatniej chwili. Nade wszystko prezenter powinien być
"przezroczysty", ma nie zatrzymywać uwagi na sobie. Kamil Durczok złamał
tę konwencję. Ludzie oglądali na ekranach człowieka, który miał odwagę
powiedzieć, że jest chory na raka i będzie walczył o życie. Obserwowali
jego zmagania. Pisali maile, że dzięki niemu przestali wstydzić się łysych
głów i uwierzyli, że można żyć mimo śmiertelnej choroby. On długo poddawał
się chemioterapii, utył, bardzo się zmienił. I wciąż prowadził Wiadomości,
jakby czerpał z tego siłę do walki. Zdjęcie obowiązującego w TVP sztywnego
gorsetu prezentera skusiło także Dorotę Warakomską po jej pobycie w USA.
Spodobało jej się, że tamtejsi gospodarze programów informacyjnych są
bardzo swobodni. - Kiedy skleją im się kartki albo się pomylą, nie boją
się uśmiechnąć. A u nas panuje tendencja, żeby wszystko było nadęte i
poważne, aż grozą wieje z ekranu - mówi dawna prezenterka i korespondentka
Wiadomości, obecnie szefowa Panoramy. - Mnie ludzie mówią, że bardzo się
zmieniłam po pobycie w Stanach. Nie jestem taka sztywna i poważna jak
kiedyś. I dodaje: - W USA gwarantem wiarygodności jest anchorman,
gospodarz programu. Tak wygląda to w głównych sieciach telewizyjnych.
Anchormenami zostają wielcy dziennikarze, którzy przeszli wszystkie
szczeble kariery, nosili kasety z filmami, redagowali teksty. On trzyma
cały program jak kotwica. To osoba z dużym autorytetem, kontaktami. Ktoś
więcej niż prezenter, silna osobowość. - Prezenterem w stylu amerykańskim
stał się Tomasz Lis po przejściu do TVN-u. - Tomek to zwierzę telewizyjne,
silna osobowość, którą trudno prowadzić na smyczy - mówią koledzy. Wdrażał
w życie to, czego jako korespondent nauczył się w Stanach. W internecie
krążyło nagranie przekleństw, jakich używał, krzycząc na podwładnych. "To
mają być blokady dróg, k...? Cały dzień, k... robiliśmy tę planszę. I
gdzie jest k... napisane, czy to jest droga krajowa, lokalna czy jakaś
k...". W magazynie Press można było przeczytać instrukcję Lisa, jak robić
żywy dziennik. "Jeśli drwal ścina drzewo, musi być słychać piłę. Jeśli
mówimy o kłopotach oddziału pediatrycznego, musi być słychać płaczące
dziecko".
W Pplsce prezenter nie jest już tylko czytaczem tekstów. Sam często je
pisze, bywa współwydawcą programu. Ostatni głos zawsze należy do
prowadzącego Wiadomości, bo to on, jak zapewniają prezenterzy, "ma
podstemplować to swoją gębą". A kiedy nie chce podstemplować, to co? -
Powinien się postawić - mówią. 13 stycznia 1991 r. na oczach milionów
widzów Aleksandra Jakubowska wzięła torebkę i opuściła studio. Zrobiła to
w proteście przeciw polityce nowego prezesa TVP Mariana Terleckiego, który
stwierdził w Sejmie, że 80 procent ludzi w Wiadomościach stanowią ubecy.
Wśród prezenterów Wiadomości od początku zdarzały się silne osobowości.
Pierwszy wsławił się Wojciech Reszczyński powiedzeniem "wiadomości dobre
lub złe, ale zawsze prawdziwe". Obraził się jednak na telewizję i odszedł.
- Chodziło mi o wiarygodność stacji, a wiarygodność budują ludzie - mówi.
- To nie mogą być karierowicze, cwaniacy. Byłem zdecydowanym
antykomunistą, w 1990 r. zanosiło się na zmiany, które nigdy nie
nastąpiły. Wkurzony Reszczyński założył prywatne Radio WAWA, jest dziś
przewodniczącym rady nadzorczej tej stacji. '
Marcin Zimoch, niedawny prezenter, przez pewien czas wicedyrektor TAI,
dziś prowadzi poniedziałkową Kawę czy herbatę. - Gdybym odchodząc z
Wiadomości, wziął posadę na mieście, tak jak zrobiła to Krysia Czubówna,
pewnie zostałbym szefem marketingu lub PR w jakiejś firmie. Nietrudno taką
robotę złapać, jak ma się znaną gębę. Ale taka praca kompletnie mnie nie
interesuje. Mam poczucie przegranej. Nie tylko osobistej, ale całej
telewizji publicznej. Kiedy przyszedłem tu w 1989 r., brałem udział w
tworzeniu czegoś nowego i demokratycznego. A potem telewizja była
naciskana przez polityków.
- Pewne rzeczy robiliśmy dla świętego spokoju - dodaje Grażyna Bukowska, 9
lat w Wiadomościach, jeden Wiktor. - Wydawało nam się, że jeśli się
postawimy, to przyjdą gorsi od nas. Trochę w tym było pychy, a trochę lęku
przed utratą pracy. Któregoś dnia postanowiłam odejść - twierdzi Bukowska,
obecnie szefowa PR w wydawnictwie Media Express, odpowiedzialna za Super
Express. W telewizji prowadzi też Pytanie na śniadanie.
Grzegorz Miecugow, dziś szef wydawców TVN 24, odszedł z Wiadomości, bo jak
mówi, dostał od Waltera propozycję nie do odrzucenia. Mógł tworzyć Fakty,
a w telewizji publicznej działo się źle. - TVP nigdy nie zdecydowała się
na zmiany i nie dała politykom po łapach. Chore są struktury, nie wierzę,
że nowej ekipie uda się coś zmienić.
Najwięcej szczęścia miał chyba Jarosław Gugała. Po zejściu z wizji został
ambasadorem w egzotycznym Urugwaju. - Kokosy finansowe to nie były -
twierdzi Gugała, od niedawna prezenter Informacji w Polsacie. - A Polsat
lepiej płaci? - Zależy komu. Ja jestem zadowolony. Muszę utrzymać rodzinę,
ale nie uważam, że tysiąc złotych jest sprawą decydującą, dużo ważniejsza
jest atmosfera w pracy. W telewizji publicznej przeżyłem różne rządy.
Jednak w tamtym rozgardiaszu pracowało się łatwiej niż potem, kiedy stacją
zawładnęły SLD i PSL. Kiedyś byłem wydawcą Wiadomości i tak się złożyło,
że prezenterem był Lis, a lektorem Wilk - śmieje się.
Kiedy o 19.30 ruszają Wiadomości, w świetle jupiterów prezenterzy stają
się aktorami największego teatru. - Zawsze jest stres - mówi Sławomir
Jeneralski - ale i adrenalina. - Drżyjcie narody, jeśli ktoś powie, że
tego nie czuje. - W tym zawodzie trzeba mieć dużo pokory i dystans do
siebie - mówi Danuta Holecka. - Nie możesz nikogo grać przed kamerą. Filip
Łobodziński, 8 lat w Wiadomościach, teraz dziennikarz Przekroju, od dawna
nie ogląda telewizji. - Nie ciągnie mnie do niej. Naprawdę, wolę coś
poczytać. Nigdy nie byłem uzależniony od pokazywania się na ekranie. Jako
filolog najchętniej zająłbym się tłumaczeniami, co robię po godzinach.
Popularność mnie nie interesuje. Chciałbym być szanowany jako tłumacz, a
zwłaszcza jako człowiek. Wiadomo jednak, że dla wielu ta adrenalina, która
towarzyszy pojawieniu się na ekranie, bywa uzależniająca. Jak stan
ekscytacji znany lotnikom przed startem albo graczom w kasynach. Do tego
chce się wrócić. A przede wszystkim nie chce się z tego rezygnować. Na
korytarzach telewizji huczy od plotek. Może wróci Olejnik, Kolenda-Zaleska,
Skowroński, Lis? - Wbrew temu, o czym mówi się w Warszawie, nie otrzymałem
takiej propozycji - zapewniał niedawno Lis. Niektórzy spekulują, że
pójdzie w ślady Jakubowskiej, zacznie działać w polityce. - Ja torebki nie
noszę - ucina dyskusje.
Elżbieta Pawełek |