Uwierz w anioła

 

UWIERZYĆ W ANIOŁA

            Sobota. Firmowy autobus „Plejady”, a w nim kilkadziesiąt śpieszących na koncert „Kayah” fanów. Ale to nie wszyscy. Jeszcze dwóch osobników o proporcjach Flipa i Flapa. To my. Wasi reporterzy podążający na ten sam koncert, aby przekazać Wam to co gwiazda podczas koncertu wypłodzi. Ale tam gdzie ZEWPRESS, tam spokojnie płodzić się nie da.

A co myśleliście?

            Teraz, każdy normalny dziennikarz napisałby jaki to popisowy koncert zrobiła „Kayah”, jak gorąco tłum oklaskiwał wokalistkę i jak zimno było (a było, było...).

Ale nie my. My normalni nie jesteśmy. My napiszemy prawdę.

            Jak na Niezależną Gazetę Internetową przystało poszliśmy porozmawiać z szefem ochrony „Plejady”. Okazał się on niezwykle sympatycznym człowiekiem jak to zwykle w naszym przypadku bywa. Jako jedyni tego dnia otrzymaliśmy wszelkie możliwe pozwolenia, co akurat nas nie zdziwiło. Gwoli ścisłości należy dodać, ze (jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy) artystka „Kayah” zastrzegła sobie w umowie zakaz robienia jakichkolwiek zdjęć podczas koncertu. Nas takie umowy nie interesują. Dwie rozmowy ze służbowej komórki i już mieliśmy dostęp wszędzie (no prawie...). Pomyśleliśmy, że udamy się do prezesostwa „Plejady”, aby załatwić dla Was, drodzy czytelnicy moc świątecznych podarunków od hipermarketu. Pokonaliśmy labirynt korytarzy i już siedzieliśmy przy biurku prezesa. Niestety, jak się chwilę później dowiedzieliśmy „Plejada” nie jest przygotowana na dawanie podarunków czytelnikom gazet. Otrzymaliśmy jednak obietnicę, że następnym razem w „Plejadzie” o Was pomyślą. Lekko zniesmaczeni udaliśmy się na miejsce koncertu.

            Nie uwierzycie, ale koncert odbywał się na świeżym powietrzu! Dodać należy, że warunki atmosferyczne (padający śnieg i minus 5 stopni) były co najmniej niecodzienne. Tylko organizator tego koncert mógł wpaść na taki genialny pomysł. Brawo! Podczas całej naszej kariery dziennikarskiej (a trochę tego było) coś takiego zdarzyło się po raz pierwszy. Ale zawsze musi być ten pierwszy raz, prawda? To nie koniec niespodzianek

            Nie uśmiechała nam się perspektywa trwania na śniegu i mrozie przez godzinę, lecz nie ma rzeczy której byśmy dla Was nie zrobili. Zaledwie po kilkudziesięciu minutach udało nam się wejść na teren chroniony. Czekaliśmy na Anioła... Miał być on znakiem dla nas i organizatora koncertu, który łaskawie pozwolił nam wtedy na pełne zaprezentowanie naszych umiejętności dziennikarskich. Pstryknęliśmy kilka fotek i czym prędzej pobieżyliśmy w cieplejsze miejsce. Nie żebyśmy byli specjalnie delikatni, ale uwierzcie nam. Było naprawdę zimno. Redakcyjny furgon z zaprzyjaźnionym kierowcą już na nas czekał. I tym razem nas nie zawiódł. Jak się okazało samochód czekał również na Kayah i dlatego wywiadu z artystką nie zainicjowaliśmy. Może to i lepiej (dla niej...).

            Siedząc w ciepełku i popijając kawusię na głos współczuliśmy nielicznej gawiedzi, która uparcie trwała pod sceną. I jak gdyby tego było mało, artystka zdecydowała się na bis. Tego już nie zdzierżyliśmy. Zaprzęgliśmy nasze renifery i czym prędzej pomknęliśmy do redakcji by jak najprędzej przygotować dla Was tą relację. Redakcyjne wiewiórki doniosły nam, że „Kayah” zmyła się tuż po nas Niegłupia kobieta- pomyśleliśmy.

            Przedstawiciel „Plejady” zapowiedział nam, że takie imprezy będą odbywały się często (m.in. pokaz laserów). Miejmy nadzieje, że odbędą się we współpracy ze służbami meteorologicznymi. W przeciwnym wypadku redaktorzy solidarnie zrezygnują z części swych wierszówek (hi, hi) na rzecz termometru dla „Plejady”. Więcej w tym zakresie nie możemy zrobić.

            Pomysł dobry, wykonanie niezłe, pogoda kiepska. Miejmy nadzieję, że ten falstart meteorologiczny nie zdyskwalifikuje kolejnych imprez w „Plejadzie”. Spójrzmy na to pozytywnie. Tym razem żadna droga międzynarodowa nie została zablokowana.

Harry and Dawid. (ZEWPRESS.COM)