CENA   SZTUKI

 

Niedawno ktoś zapytał mnie w rozżaleniem w głosie – CZEMU TE CHOLERNE PŁYTY SĄ TAKIE DROGIE ???       Z początku pytanie uznałem za bezsensowne i co najmniej retoryczne. No bo przecież płyty CD kosztują tyle, ile kosztują nie od wczoraj. Jednak kilka chwil po tym jak usłyszałem pytanie, doszedłem do wniosku, że wcale nie jest ono takie głupie, jak mogłoby się wydawać. Postanowiłem szerzej wyjaśnić ten problem.

Przejdźmy zatem do rzeczy.

Z nieoficjalnych źródeł udało mi się dowiedzieć ze płyta opuszcza firmę fonograficzną za niewiele ponad 24 złote. Za tyle pieniędzy dostaje ją sklep, czy też hurtownia. Potem taki sklep sprzedaje tę samą płytę za pięć dych. Jego prawo. To wolny kraj i bardzo, bardzo wolny rynek.

Należy jednak zrozumieć, ze żeby wydać płytę firma fonograficzna musi ponieść pewne koszty.

Uwaga więc:

Równe 20 % z końcowej ceny płyty zostaje przeznaczone na fizyczne wyprodukowanie tego krążka. Składa się na to koszt wyprodukowania samej płyty CD (około 2 zł), druk tamponu, czyli tego co widnieje na zewnętrznej część płytki, do tego dodajmy koszt książeczki z testami (w oryginalnych płytach zazwyczaj taka się znajduje). Do całej sumy należy dodać koszt pudełka i czarnego treja, czyli części na której fizycznie mocuje się w pudełku płytkę. Cząstka tych pieniążków musi zostać przeznaczona na fundusze dla grafików, którzy czuwają nad wizualną prezentacją płytki. Trochę grosza należy także zabezpieczyć na tłoczącą CeDeka matrycę.

Kolejne 20 % zostaje przeznaczone na szeroko rozumianą promocję. Przez promocję rozumieć należy koszt produkcji teledysku (około 500 starych banieczek), dalej należy wykupić reklamę w gazecie (najczęściej i najlepiej w Zewpress-ie), w telewizji, drukowanie plakatów i ich rozlepianie, które wcale nie jest takie tanie jak mogłoby się niezorientowanym wydawać... To jeszcze nie wszystko. Pod uwagę bierzemy też koszt wyprodukowania billboardów, ulotek do sklepów i w końcu wyprodukowania i emisji spotów reklamowych w radio.

Ponad 29% z całej sumy płyty firma musi zarezerwować na pokrycie wszystkich praw autorskich a czasami nawet kosztów nagrania. Musi więc dać kasę autorom, muzykom, soliście, realizatorowi (realizatorom) i producentowi nagrania. 9% bierze ZaiKS czym załatwia sprawę tekściarzy i kompozytorów jacy udzielili się na płycie. Całej reszcie firma płaci kaskę osobiście.

10% z całości zżera koszt dystrybucji, co w praktyce oznacza dostarczenie płyt na rynek. To również koszt magazynu, prądu, magazynierów, pakowaczy, benzyny, kartonów, flamastrów, papieru itp.

I co? Dalej uważacie, ze płyty są za drogie? Taki plakat wraz z powieszeniem kosztuje firmę ponad 10 zł. Więc tak naprawdę wydawanie płyt i ich produkcja wcale nie są takie opłacalne. Niejeden rabin by się zdziwił.

A w dodatku firma musi wpompować kasę w płytę nie wiedząc wcale czy się ona sprzeda, czy nikt, nawet po pijaku, jej nie kupi. Według naszych ludzi – trzeba sprzedać około 20-30 tysięcy płyt jakiegoś tytułu, żeby wyjść na zero, czyli żeby koszty się zwróciły. Zarobek firmy i artysty zaczyna się powyżej tej ilości.

A na chleb zarobić przecież musi i sprzedawca detaliczny, prawda? On też jest człowiekiem

Taki to jest właśnie interes.

Tyle tylko, że czasami jest on niemiłosiernie wciągający i fascynujący....

 

Harry