WYWIAD Z EWELINA FLINTĄ

 


Przed nami Twoja zupełnie nowa, debiutancka płyta. Jakie emocje na świeżo po jej premierze Ci towarzyszą ?
Wiesz, jestem tak bardzo szczęśliwa. To przecież spełnienie moich marzeń ! Do tego dążyła wiele lat i nareszcie się udało. To nie tylko zasługa programu "Idol". Bardzo się cieszę z tego, że przy okazji tego programu przypomniały sobie o mnie osoby, które widziały mnie na przykład na kolejnych "Przystankach Woodstock". Ci ludzie są i byli bardzo życzliwi. Mam nadzieję, ze nic się w tym temacie nie zmieniło, bo bardzo mi na nich zależy.

No właśnie, występujesz na przystanku od początku jego istnienia. Czy to ważny etap w twojej muzycznej historii ?
Tak, Bo wiesz, ja miałam jakieś 17 lat, kiedy wystąpiłam po raz pierwszy na "Przystanku" i był to ogromny krok naprzód. Miałam przyjemność wystąpić tam zagrać i zaśpiewać 4 razy. Przy okazji ostatniego razu zaśpiewałam utwór "Nadzieja" formacji Ira. Było to absolutnie wyjątkowe, wręcz traumatyczne doświadczenie. Powstrzymywałam łzy, które się pojawiały. Łzy wzruszenia…

Tytuł Twojej płyty to "Przeznaczenie ?" Jaka interpretacja jest prawidłowa?
Hm, dzięki temu tytułowi zadaję sobie pytanie, czy to, co robię to rzeczywiście jest moje przeznaczenie. Jednocześnie bardzo chcę, by odpowiedź brzmiała "tak".

Opowiedz proszę o swoich fascynacjach artystycznych i tym, co ukształtowało twoje muzyczne gusta.
Mój świat to przede wszystkim zespoły lat '60-tych ubiegłego stulecia. Ja mając 13 lat po raz pierwszy usłyszałam zespół "The Doors" dzięki mojej siostrę. Wtedy też zaczęła kształtować się moja wrażliwość na dźwięki, na muzykę, na piękno w niej. W tamtym okresie fascynowały mnie również brzmienia z Seattle czy li przede wszystkim Peal Jam, Soundgarden czy Alice In Chains. W tej chwili sięgam raczej po takich raczej nie znanych szerzej wykonawców jak Dave Mattthews Band, którego piosenki są w tym kraju puszczane tylko w trójce, w której z kolei nie pojawiają się moje utwory.

Wielu młodym ludziom jury "Idola" ukróciło marzenia i chęci. Ty się nie dałaś. Jak dużo trzeba mieć w sobie siły i chęci, by zrealizować za pomocą tego programu pragnienia ?
Tych słów krytyki było tak niewiele, ze ja tak naprawdę chyba nie miałam powodu się specjalnie czymś przejąć. Oczywiście ze sama zabawa w "Idola" była jednak dość stresująca przede wszystkim z powodu ogromu pracy, jaki trzeba było włożyć w występ czasami przy skrajnym zmęczeniu.

Zaryzykowałaś i wygrałaś, bo to Ty jesteś prawdziwą zwyciężczynią tego programu. Przez fanów określaną "boginią dźwięku"….
Hm, ale tak mnie nazywają te osoby, które bardzo blisko ze mną sympatyzują i stworzyły stronę internetową na której tak mnie nazwały. Ja oczywiście nie zgadzam się z tym określeniem, mimo że jest straszliwie miłe. A czy to ja tak naprawdę wygrałam w programie? Myślę, ze to się okaże po kilku latach, kiedy będziemy mieli za sobą, oby, parę płyt. Jeśli te płyty uda się nagrać i utrzymać na tym bardzo trudnym rynku muzycznym to wtedy będzie można pokusić się o oceny i weryfikacje naszych działań.

Większość kompozycji na Twojej debiutanckiej płycie pochodzi z tzw. publishingu… Cóż to takiego ?
To taki bank utworów, który posiada każda firma fonograficzna. Znajdują się tam utwory z kompozytorów z całego świata i jeśli istnieje taka potrzeba to z tego banku utworów artyści korzystają. Moja płyta zawiera również takie piosenki, choć oczywiście nie jest nimi wypełniona w całości. Stanowią jednak niemałą jej część. Moje kompozycje są dwie, teksty trzy.

Teraz wchodzisz w coś, co nazywa się szołbiznesem. Jak go na świeżo oceniasz i jak sądzisz, czy można mieć przyjaciół w tym środowisku ?
Pewnie można mieć przyjaciół, ale chyba trzeba mieć ogromne szczęście by ich znaleźć, albo szukać wiele lat. Krótko mówiąc, ten szołbiznes to jest jedno wielkie bagno, w którym sporo osób się już tapla. Na pewno większości osób nie wolno ufać.

Do niedawna śpiewałaś w studio Buffo, prawda?
Tak, śpiewałam i troszeczkę tańczyłam przez pewien czas od sierpnia 2001 do maja 2002. Teraz już tam nie pracuję i bardzo się z tego cieszę (śmiech). Uznałam, ze scena teatralna nie jest dla mnie. Wolę występować na scenie, gdzie sama jestem dla siebie szefową i robię to, co chcę.

A czy to nie jest tak że poświęcasz coś, co jest dla Ciebie ważne dla spełniania swoich marzeń a może i kaprysów ?
Wiesz, w tej chwili poświęcam się przede wszystkim muzyce, później koncertom i to zamierzam dopieścić, mówiąc krótko. To jest najważniejsze. Reszta na obecnym etapie życia ma naprawdę niewielkie znaczenie

Czy zobaczymy Cię w tym roku na "Przystanku Woodstock"?
Jeszcze nie wiem, ale mam nadzieję, że tak.

Dziękuję za rozmowę