|
Poniżej przedstawiamy treść
listu jaki artystka opublikowała na swej oficjalnej stronie internetowej:
"Hej! Mam dla was Super
Newsa!
Ten news z pewnością dla
wielu będzie ekscytujący. Nadszedł bowiem oto dzień waszego zwycięstwa!!
Możecie świętować - wasz trud zniechęcenia mnie do życia publicznego nie
poszedł na straty. Przekroczyliście już wszystkie granice, gubiąc po
drodze człowieczeństwo (zupełnie dziś niemodne), wszelką godność i etykę
zawodową. No i udało się!! Nie mam już wątpliwości, że nie odnajdę żadnej!
przyjemności w wychodzeniu na scenę i rozdawaniu siebie innym!
Nie mam wątpliwości, że
na tym świecie są ludzie i POTWORY, które nigdy! nie powinny były się
urodzić. Nie tylko ci, którzy mordują w prezencie urodzinowym dla kolegi,
ale również ci, którzy zlecają zabójstwa, żeby się tym pożywić. Choć w
przypadku tych drugich nie widać śladów mordu, to chcę, żebyście
wiedzieli, pier***one szczury, że macie na swoich rękach KREW.
Zniszczycie choćby
największe świętości, żeby mieć swojego NEWSA. A potem jecie kolację i
wkur**a Was do nieprzytomności nasze szczęście i nasza KONSEKWENCJA. To,
że nikomu z Was nie udało się nas przekupić. W waszych wyszukanych
historyjkach widać, jak straszliwie was to BOLI!
Nasza rodzina jest naszą
twierdzą! Zapamiętajcie to sobie! Możecie oczywiście doprowadzić do zawału
mojej Matki, albo mojej Teściowej. Możecie zniszczyć artystę, którego
kiedyś kochaliście i o którym tak lubicie mówić - Ona jest Nasza - ale nie
zniszczycie CZŁOWIEKA. Mam swoją godność i od tego momentu nie obchodzi
mnie, czy się na nas zesracie, czy wyrzygacie.
Nachapcie się, ile się
da, może dostaniecie 100 zł podwyżki, bo pomnika nikt wam za to nie
postawi. Za to przysięgam wam - pod koniec waszego pustego i szkodliwego
życia dopadnie was sumienie i oby targało wami nawet, jak już będziecie
zarobaczeni.
Konkurs odwołuję. Choć
mam nadzieję, że jest wielu zdolnych w tym zakłamanym kraju ludzi. Wierzę,
że ktoś jeszcze da im szansę. Przykro mi, że tak się to wszystko
zakończyło. Ale nie mam już najmniejszej ochoty śpiewać i tworzyć dla
ludzi. Nie będę się zmuszać i walczyć z robactwem, żeby jeszcze ktoś przy
okazji mojej uczciwej pracy mógł się nakraść. Żeby ktoś moje
kilkumiesięczne przesiadywanie w studio po nocach skomentował tym, jak
byłam ubrana.
Kiedyś nie mogłabym tego
zrobić, dziś na szczęście Bóg dał mi wybór. Tak więc wybieram Rodzinę.
Wybieram miłość, o jakiej możecie sobie tylko pomarzyć. Gdyby taka w
waszym życiu istniała, bylibyście innymi ludźmi. Mielibyście jakieś
wartości i zasady w swoich durnych głowach, a tak zestarzejecie się sami.
Od tego momentu nie będę
zaglądać na strony żadnych portali, które są jak chorągiewki, ani nawet na
swoją stronę. Możecie więc dać upust swojej fantazji i histeryzować na
temat mojej rodziny ile chcecie. Chociaż tym razem - tak dla zasady - nie
szkoda mi będzie pieniędzy na najlepszych w Polsce Prawników, tak więc
ciąg dalszy nastąpi.
Ale póki co, możecie
świętować. Artysta - choć nie widać śladów morderstwa - z n i s z c z o n
y. Niech trudzą się dla Was inni - mnie się nie chce.
Poddaję się. Wygraliście.
Czy to tak bardzo chcieliście od tylu lat usłyszeć? To dam wam jeszcze
jeden prezent - nie mam już naturalnego mleka dla Naszego syna. Wasza
nienawiść przebiła w końcu moją skórę. Brawo! Jesteście genialni!
Żeby było jasne, ci
którzy dali powody kupując te wszystkie szmatławce, utwierdzili
redaktorków, że warto jest NISZCZYĆ.
Teraz już rozumiem,
dlaczego Świętej Pamięci Czesław Niemen przestał dla Was śpiewać. A ile
był dla was wart, dowiedział się po swojej śmierci. Cóż za refleks! Może i
ja się w taki sposób dowiem
Edyta Górniak".
Gwiazdki w części
wyrazów pochodzą od redakcji.
Dlaczego Edyta
Górniak obraziła dziennikarzy? Co na to środowisko dziennikarzy i
artystów?. Będziemy informowali na bieżąco
Zgodnie ze wcześniejszymi zapowiedziami
Edyta Górniak zamierza walczyć na drodze sadowej z dwoma brukowcami
"Faktem" i "Super Expressem". W tym celu najpopularniejsza polska
piosenkarka wynajęła prawników z kancelarii "Kunachowicz, Ślusarek i
Wspólnicy".
- W związku z nagminnym naruszaniem przez dzienniki "Fakt" i "Super
Express" dóbr osobistych Edyty Górniak - przede wszystkim wizerunku,
prywatności, miru domowego, spokoju, poczucia bezpieczeństwa
oraz czci i dobrego imienia - Edyta Górniak wstąpiła na drogę sądową
przeciwko redakcjom i wydawcom obu dzienników.
Prawnicy Edyty Górniak podczas procesu domagać się będą zaprzestania
dalszego naruszania jej praw i interesów, przeprosin, jak również
stosownego zadośćuczynienia za krzywdę, której doznała - poinformowała
oficjalna internetowa strona artystki - edyta.net.
Wczoraj nie udało się nam skontaktować z Edytą Górniak, która obecnie
przebywa na urlopie.
Jak już informowaliśmy kilka dni temu, Edyta Górniak postanowiła wycofać
się życia publicznego, a winą za taki stan rzeczy obarczyła część
dziennikarzy
List zbudził skrajne emocje.
Na forum internetu rozgorzała dyskusja. Jak to zwykle w przypadku Edyty
bywa, nie było letnich wypowiedzi. Jedni solidaryzowali się z jej reakcją,
inni decyzję o zakończeniu kariery kwitowali krótko: „Wreszcie! Dobrze!
Fajnie!”. Znów Edycie udało się podzielić społeczeństwo. Są dwie wersje
powodów napisania listu. Pierwsza - oficjalna, czyli protest przeciw
mediom. I druga - że Edyta napisała go, by zwrócić na siebie uwagę, bo za
wszelką cenę chce zostawać w centrum zainteresowania. Ci drudzy, mniej
przychylni piosenkarce, twierdzą, że Edyta ma dwie twarze: słodka, naiwna,
delikatna, szczera, wrażliwa to Edyta numer jeden. I druga: wyrachowana,
przebiegła, cwana, potrafiąca manipulować ludźmi i wykorzystywać ich do
własnych celów. Otwarcie mówiąca, że współpracownicy, którzy nie nadążają
i stają się jej balastem, muszą zniknąć z jej życia. Ci, którzy musieli
zniknąć, widzą to inaczej. Niechętnie wspominają o tym, że zostali
odtrąceni.
Tadeusz Miecznikowski, który współpracował z Edytą wiele lat, realizował
dźwięk na płycie "Perła" i w czasie jej koncertów, uważał się za
przyjaciela piosenkarki. Teraz ze smutkiem wyjawia: - Podziękowała mi za
współpracę. Tak robi ze wszystkimi, kiedy dochodzi do przesytu. Ona zna
kogoś tak długo, jak długo jest jej potrzebny. Wtedy praca i przyjaźń się
przenikają. Ale przychodzi taki dzień, że wystarczy powiedzieć nie takie
słowo albo wyrazić swoje zdanie i trzeba iść własną drogą. Teraz jesteśmy
obcymi ludźmi. Również były fryzjer Edyty Tomasz Pyza, który jeszcze pod
koniec ubiegłego lata był z nią zaprzyjaźniony, ma podobne refleksje. -
Chyba nie chciałbym o tym mówić - przekonuje. - To przykre, kiedy w kogoś
zainwestuje się uczucia, a potem okazuje się, że to niefajny człowiek.
Po słynnym liście tylko raz wystąpiła w telewizji. Wybrała TVN. Chciała
zwrócić się do fanów. Oświadczenie skrócono. Piosenkarka obraziła się więc
także na telewizję. Teraz nie chce rozmawiać z nikim. W ekipie
telewizyjnej odnieśli wrażenie, że Edyta nie jest w dobrej kondycji
psychicznej. Być może jest w depresji. Janusz Józefowicz, reżyser i
choreograf, twórca spektaklu „Metro”, od którego zaczęła się kariera
piosenkarki, uważa: - List, który ukazał się w internecie, to emocjonalna
reakcja na to, co się wokół niej dzieje. Największy problem polega na tym,
że Edyta nie ma obok siebie człowieka, który mógłby takie sytuacje
neutralizować. Ona zawsze była bardzo emocjonalna i do bólu szczera w
swoich reakcjach. Często artystę trzeba chronić przed nim samym, bo jest
swoim największym wrogiem. Józefowicz nie wierzy, by Edyta pożegnała się z
estradą. Ale nie rozmawiali o tym, bo choć byli zaprzyjaźnieni, od kilku
lat nie utrzymują kontaktów. Ze zdaniem Józefowicza zgadza się Wiktor
Kubiak, wieloletni menedżer Edyty. Pożegnała się z nim niezbyt pięknie, a
mediom opowiadała, że nie wypłacał jej pieniędzy, że narzucał jej to, co
nie było dla niej dobre i że ich współpraca się nie układała. Kubiak nie
chce tego komentować. Nie chce też komentować listu Edyty. Również
Elżbieta Zapendowska, która jako pierwsza przez dwa lata uczyła Edytę
emisji głosu i przez kilka lat miała pieczę nad członkami zespołu „Metra”,
nie ma kontaktu z piosenkarką, choć kiedyś były zaprzyjaźnione. - Od kilku
lat się do mnie nie odzywa - mówi. - Trudno powiedzieć, dlaczego. Pewnie
miała jakiś powód, ale nie domyślam się jaki. Podobnie stało się z wieloma
innymi osobami, które były jej bardzo życzliwe. Podejrzewam, że w tej
chwili jest bardzo samotna i nie ma wokół niej przyjaciół. Czy Edyta
przestanie śpiewać? - Myślę, że zmieni decyzję - uważa Zapendowska. - Ona
czasem nie reaguje adekwatnie na bodźce. Trudno przewidzieć, co zrobi w
danym momencie. Ma inny sposób myślenia niż przeciętni ludzie i zawsze
zaskakiwała swoim zachowaniem. Zdarzało się na przykład, że reagowała zbyt
pozytywnie na to, co nie było pozytywne. I odwrotnie.
Jacek Cygan nie wierzy, by Edyta pożegnała estradę. Porównuje ją do Ewy
Demarczyk i uważa niemal za narodowy skarb. Ale tamten skarb jakoś
przepadł. Ewa Demarczyk przestała udzielać wywiadów, odrzucała propozycje
recitalu w telewizji. Stała się legendą, ale zbyt wcześnie. Czy taki los
czeka Edytę? Cygan do dziś pamięta, jak po jej występie na konkursie
Eurowizji wszystkie ekipy zrobiły jej owację na stojąco. W ich odczuciu to
właśnie ona była zwyciężczynią. Katarzyna Groniec, koleżanka z zespołu
„Metra”, też sądzi, że Edyta powróci. Choć nigdy się nie zakolegowały, a
wręcz odpychały się jak jednoimienne bieguny magnesu, zawsze dobrze jej
życzyła. Piosenkarz Krzysztof Antkowiak nie chce mówić o znajomości z
Edytą, bo obiecali sobie, że nie będą komentować ich młodzieńczej
fascynacji. Jest zapewne jedynym jej chłopakiem, o którym nie opowiadała
dziennikarzom. Do dziś są dla siebie życzliwi. Ilekroć spotkają się na
koncercie, zawsze znajdą czas, by porozmawiać. - Myślę, że Edyta nie
porzuci śpiewania - twierdzi. - Sądzę, że list napisała pod wpływem
emocji. Uważam, że powinna być bardziej świadoma tego, że decydując się na
karierę, wkroczyła w świat mediów. Może powinna być bardziej ostrożna i
czujna. Ale ona lubi być w centrum uwagi. Jest inteligentna emocjonalnie,
więc na pewno sobie poradzi z tym problemem. Ma pasję i talent, urodziła
się, by być piosenkarką. Choć kiedy się poznaliśmy, interesowała się
tańcem. Była zafascynowana Janet Jackson. Czułem, że ma ogromny potencjał.
Pozostali ekspartnerzy Edyty też jej dobrze życzą. Wierzą, że nadal będzie
śpiewać. Nie chcą mówić o niej. Nie chcą też komentować tego, co o nich
kiedyś opowiadała prasie, choć nie były to pozytywne oceny. Dariusz Kordek,
z którym Edyta była trzy lata, ożenił się i nie zamierza wracać do
zamkniętego rozdziału. Kiedyś mówił prasie: „Niczego nie żałuję, bo był to
czas wspaniały, szalony, zakręcony. Ale dobrze, że oboje wyrośliśmy z tej
miłości”. Podobnie kolejny partner Edyty Piotr Kraśko, który także jest
żonaty. Jest życzliwy Edycie, ale od 3 lat nawet z nią nie rozmawiał.
Twierdzi, że mógłby znaleźć argumenty za tezą, że piosenkarka przestanie
śpiewać, jak i przeciwne. Kolejnemu partnerowi Robertowi Kozyrze jest
przykro, że Edyta znalazła się w takiej sytuacji. Czy faktycznie czuje się
samotna? Zawsze precyzyjnie wybierała przyjaciół, a potem ich redukowała.
Czyżby tym razem te cięcia były zbyt drastyczne?
Niezależnie od tego, co napisała w internetowym liście, na razie Edyta nie
przestanie śpiewać. Nie może jak obrażony przedszkolak zabrać zabawek z
piaskownicy, bo jest związana umowami. Do maja przyszłego roku będzie
reklamować wodę Cisowiankę. Wkrótce ukaże się piosenka, którą nagrała w
ramach tej kampanii reklamowej. Do końca roku będzie też jeździć z
koncertami po kraju. A potem? Ona sama twierdzi, że otworzy bar z
naleśnikami. |