::  STRONA NIE TYLKO DLA DZIENNIKARZY  ::

 
   

 

GÓRNIAK OBRAŻA MEDIA   sondy sms forum czat

 

 
DZIENNIKARZE I WŁADZA | SKANDALE MEDIALNE | WYWIAD TYGODNIA |

TEMAT MIESIĄCA

DŹWIĘKI
FOTO
NEWS
PORADY
TEKSTY
STUDIA
PROFESJA
LITERATURA
SZUKAJ
LINKI
QMPLE
AUTOR
KSIĘGA GOŚCI

Poniżej przedstawiamy treść listu jaki artystka opublikowała na swej oficjalnej stronie internetowej:

"Hej! Mam dla was Super Newsa!

Ten news z pewnością dla wielu będzie ekscytujący. Nadszedł bowiem oto dzień waszego zwycięstwa!! Możecie świętować - wasz trud zniechęcenia mnie do życia publicznego nie poszedł na straty. Przekroczyliście już wszystkie granice, gubiąc po drodze człowieczeństwo (zupełnie dziś niemodne), wszelką godność i etykę zawodową. No i udało się!! Nie mam już wątpliwości, że nie odnajdę żadnej! przyjemności w wychodzeniu na scenę i rozdawaniu siebie innym!

Nie mam wątpliwości, że na tym świecie są ludzie i POTWORY, które nigdy! nie powinny były się urodzić. Nie tylko ci, którzy mordują w prezencie urodzinowym dla kolegi, ale również ci, którzy zlecają zabójstwa, żeby się tym pożywić. Choć w przypadku tych drugich nie widać śladów mordu, to chcę, żebyście wiedzieli, pier***one szczury, że macie na swoich rękach KREW.

Zniszczycie choćby największe świętości, żeby mieć swojego NEWSA. A potem jecie kolację i wkur**a Was do nieprzytomności nasze szczęście i nasza KONSEKWENCJA. To, że nikomu z Was nie udało się nas przekupić. W waszych wyszukanych historyjkach widać, jak straszliwie was to BOLI!

Nasza rodzina jest naszą twierdzą! Zapamiętajcie to sobie! Możecie oczywiście doprowadzić do zawału mojej Matki, albo mojej Teściowej. Możecie zniszczyć artystę, którego kiedyś kochaliście i o którym tak lubicie mówić - Ona jest Nasza - ale nie zniszczycie CZŁOWIEKA. Mam swoją godność i od tego momentu nie obchodzi mnie, czy się na nas zesracie, czy wyrzygacie.

Nachapcie się, ile się da, może dostaniecie 100 zł podwyżki, bo pomnika nikt wam za to nie postawi. Za to przysięgam wam - pod koniec waszego pustego i szkodliwego życia dopadnie was sumienie i oby targało wami nawet, jak już będziecie zarobaczeni.

Konkurs odwołuję. Choć mam nadzieję, że jest wielu zdolnych w tym zakłamanym kraju ludzi. Wierzę, że ktoś jeszcze da im szansę. Przykro mi, że tak się to wszystko zakończyło. Ale nie mam już najmniejszej ochoty śpiewać i tworzyć dla ludzi. Nie będę się zmuszać i walczyć z robactwem, żeby jeszcze ktoś przy okazji mojej uczciwej pracy mógł się nakraść. Żeby ktoś moje kilkumiesięczne przesiadywanie w studio po nocach skomentował tym, jak byłam ubrana.

Kiedyś nie mogłabym tego zrobić, dziś na szczęście Bóg dał mi wybór. Tak więc wybieram Rodzinę. Wybieram miłość, o jakiej możecie sobie tylko pomarzyć. Gdyby taka w waszym życiu istniała, bylibyście innymi ludźmi. Mielibyście jakieś wartości i zasady w swoich durnych głowach, a tak zestarzejecie się sami.

Od tego momentu nie będę zaglądać na strony żadnych portali, które są jak chorągiewki, ani nawet na swoją stronę. Możecie więc dać upust swojej fantazji i histeryzować na temat mojej rodziny ile chcecie. Chociaż tym razem - tak dla zasady - nie szkoda mi będzie pieniędzy na najlepszych w Polsce Prawników, tak więc ciąg dalszy nastąpi.

Ale póki co, możecie świętować. Artysta - choć nie widać śladów morderstwa - z n i s z c z o n y. Niech trudzą się dla Was inni - mnie się nie chce.

Poddaję się. Wygraliście. Czy to tak bardzo chcieliście od tylu lat usłyszeć? To dam wam jeszcze jeden prezent - nie mam już naturalnego mleka dla Naszego syna. Wasza nienawiść przebiła w końcu moją skórę. Brawo! Jesteście genialni!

Żeby było jasne, ci którzy dali powody kupując te wszystkie szmatławce, utwierdzili redaktorków, że warto jest NISZCZYĆ.

Teraz już rozumiem, dlaczego Świętej Pamięci Czesław Niemen przestał dla Was śpiewać. A ile był dla was wart, dowiedział się po swojej śmierci. Cóż za refleks! Może i ja się w taki sposób dowiem

Edyta Górniak".

Gwiazdki w części wyrazów pochodzą od redakcji.

Dlaczego Edyta Górniak obraziła dziennikarzy? Co na to środowisko dziennikarzy i artystów?. Będziemy informowali na bieżąco

Zgodnie ze wcześniejszymi zapowiedziami Edyta Górniak zamierza walczyć na drodze sadowej z dwoma brukowcami "Faktem" i "Super Expressem". W tym celu najpopularniejsza polska piosenkarka wynajęła prawników z kancelarii "Kunachowicz, Ślusarek i Wspólnicy".
- W związku z nagminnym naruszaniem przez dzienniki "Fakt" i "Super Express" dóbr osobistych Edyty Górniak - przede wszystkim wizerunku, prywatności, miru domowego, spokoju, poczucia bezpieczeństwa
oraz czci i dobrego imienia - Edyta Górniak wstąpiła na drogę sądową przeciwko redakcjom i wydawcom obu dzienników.
Prawnicy Edyty Górniak podczas procesu domagać się będą zaprzestania dalszego naruszania jej praw i interesów, przeprosin, jak również stosownego zadośćuczynienia za krzywdę, której doznała - poinformowała oficjalna internetowa strona artystki - edyta.net.
Wczoraj nie udało się nam skontaktować z Edytą Górniak, która obecnie przebywa na urlopie.
Jak już informowaliśmy kilka dni temu, Edyta Górniak postanowiła wycofać się życia publicznego, a winą za taki stan rzeczy obarczyła część dziennikarzy

List zbudził skrajne emocje. Na forum internetu rozgorzała dyskusja. Jak to zwykle w przypadku Edyty bywa, nie było letnich wypowiedzi. Jedni solidaryzowali się z jej reakcją, inni decyzję o zakończeniu kariery kwitowali krótko: „Wreszcie! Dobrze! Fajnie!”. Znów Edycie udało się podzielić społeczeństwo. Są dwie wersje powodów napisania listu. Pierwsza - oficjalna, czyli protest przeciw mediom. I druga - że Edyta napisała go, by zwrócić na siebie uwagę, bo za wszelką cenę chce zostawać w centrum zainteresowania. Ci drudzy, mniej przychylni piosenkarce, twierdzą, że Edyta ma dwie twarze: słodka, naiwna, delikatna, szczera, wrażliwa to Edyta numer jeden. I druga: wyrachowana, przebiegła, cwana, potrafiąca manipulować ludźmi i wykorzystywać ich do własnych celów. Otwarcie mówiąca, że współpracownicy, którzy nie nadążają i stają się jej balastem, muszą zniknąć z jej życia. Ci, którzy musieli zniknąć, widzą to inaczej. Niechętnie wspominają o tym, że zostali odtrąceni.

Tadeusz Miecznikowski, który współpracował z Edytą wiele lat, realizował dźwięk na płycie "Perła" i w czasie jej koncertów, uważał się za przyjaciela piosenkarki. Teraz ze smutkiem wyjawia: - Podziękowała mi za współpracę. Tak robi ze wszystkimi, kiedy dochodzi do przesytu. Ona zna kogoś tak długo, jak długo jest jej potrzebny. Wtedy praca i przyjaźń się przenikają. Ale przychodzi taki dzień, że wystarczy powiedzieć nie takie słowo albo wyrazić swoje zdanie i trzeba iść własną drogą. Teraz jesteśmy obcymi ludźmi. Również były fryzjer Edyty Tomasz Pyza, który jeszcze pod koniec ubiegłego lata był z nią zaprzyjaźniony, ma podobne refleksje. - Chyba nie chciałbym o tym mówić - przekonuje. - To przykre, kiedy w kogoś zainwestuje się uczucia, a potem okazuje się, że to niefajny człowiek.

Po słynnym liście tylko raz wystąpiła w telewizji. Wybrała TVN. Chciała zwrócić się do fanów. Oświadczenie skrócono. Piosenkarka obraziła się więc także na telewizję. Teraz nie chce rozmawiać z nikim. W ekipie telewizyjnej odnieśli wrażenie, że Edyta nie jest w dobrej kondycji psychicznej. Być może jest w depresji. Janusz Józefowicz, reżyser i choreograf, twórca spektaklu „Metro”, od którego zaczęła się kariera piosenkarki, uważa: - List, który ukazał się w internecie, to emocjonalna reakcja na to, co się wokół niej dzieje. Największy problem polega na tym, że Edyta nie ma obok siebie człowieka, który mógłby takie sytuacje neutralizować. Ona zawsze była bardzo emocjonalna i do bólu szczera w swoich reakcjach. Często artystę trzeba chronić przed nim samym, bo jest swoim największym wrogiem. Józefowicz nie wierzy, by Edyta pożegnała się z estradą. Ale nie rozmawiali o tym, bo choć byli zaprzyjaźnieni, od kilku lat nie utrzymują kontaktów. Ze zdaniem Józefowicza zgadza się Wiktor Kubiak, wieloletni menedżer Edyty. Pożegnała się z nim niezbyt pięknie, a mediom opowiadała, że nie wypłacał jej pieniędzy, że narzucał jej to, co nie było dla niej dobre i że ich współpraca się nie układała. Kubiak nie chce tego komentować. Nie chce też komentować listu Edyty. Również Elżbieta Zapendowska, która jako pierwsza przez dwa lata uczyła Edytę emisji głosu i przez kilka lat miała pieczę nad członkami zespołu „Metra”, nie ma kontaktu z piosenkarką, choć kiedyś były zaprzyjaźnione. - Od kilku lat się do mnie nie odzywa - mówi. - Trudno powiedzieć, dlaczego. Pewnie miała jakiś powód, ale nie domyślam się jaki. Podobnie stało się z wieloma innymi osobami, które były jej bardzo życzliwe. Podejrzewam, że w tej chwili jest bardzo samotna i nie ma wokół niej przyjaciół. Czy Edyta przestanie śpiewać? - Myślę, że zmieni decyzję - uważa Zapendowska. - Ona czasem nie reaguje adekwatnie na bodźce. Trudno przewidzieć, co zrobi w danym momencie. Ma inny sposób myślenia niż przeciętni ludzie i zawsze zaskakiwała swoim zachowaniem. Zdarzało się na przykład, że reagowała zbyt pozytywnie na to, co nie było pozytywne. I odwrotnie.

Jacek Cygan nie wierzy, by Edyta pożegnała estradę. Porównuje ją do Ewy Demarczyk i uważa niemal za narodowy skarb. Ale tamten skarb jakoś przepadł. Ewa Demarczyk przestała udzielać wywiadów, odrzucała propozycje recitalu w telewizji. Stała się legendą, ale zbyt wcześnie. Czy taki los czeka Edytę? Cygan do dziś pamięta, jak po jej występie na konkursie Eurowizji wszystkie ekipy zrobiły jej owację na stojąco. W ich odczuciu to właśnie ona była zwyciężczynią. Katarzyna Groniec, koleżanka z zespołu „Metra”, też sądzi, że Edyta powróci. Choć nigdy się nie zakolegowały, a wręcz odpychały się jak jednoimienne bieguny magnesu, zawsze dobrze jej życzyła. Piosenkarz Krzysztof Antkowiak nie chce mówić o znajomości z Edytą, bo obiecali sobie, że nie będą komentować ich młodzieńczej fascynacji. Jest zapewne jedynym jej chłopakiem, o którym nie opowiadała dziennikarzom. Do dziś są dla siebie życzliwi. Ilekroć spotkają się na koncercie, zawsze znajdą czas, by porozmawiać. - Myślę, że Edyta nie porzuci śpiewania - twierdzi. - Sądzę, że list napisała pod wpływem emocji. Uważam, że powinna być bardziej świadoma tego, że decydując się na karierę, wkroczyła w świat mediów. Może powinna być bardziej ostrożna i czujna. Ale ona lubi być w centrum uwagi. Jest inteligentna emocjonalnie, więc na pewno sobie poradzi z tym problemem. Ma pasję i talent, urodziła się, by być piosenkarką. Choć kiedy się poznaliśmy, interesowała się tańcem. Była zafascynowana Janet Jackson. Czułem, że ma ogromny potencjał.

Pozostali ekspartnerzy Edyty też jej dobrze życzą. Wierzą, że nadal będzie śpiewać. Nie chcą mówić o niej. Nie chcą też komentować tego, co o nich kiedyś opowiadała prasie, choć nie były to pozytywne oceny. Dariusz Kordek, z którym Edyta była trzy lata, ożenił się i nie zamierza wracać do zamkniętego rozdziału. Kiedyś mówił prasie: „Niczego nie żałuję, bo był to czas wspaniały, szalony, zakręcony. Ale dobrze, że oboje wyrośliśmy z tej miłości”. Podobnie kolejny partner Edyty Piotr Kraśko, który także jest żonaty. Jest życzliwy Edycie, ale od 3 lat nawet z nią nie rozmawiał. Twierdzi, że mógłby znaleźć argumenty za tezą, że piosenkarka przestanie śpiewać, jak i przeciwne. Kolejnemu partnerowi Robertowi Kozyrze jest przykro, że Edyta znalazła się w takiej sytuacji. Czy faktycznie czuje się samotna? Zawsze precyzyjnie wybierała przyjaciół, a potem ich redukowała. Czyżby tym razem te cięcia były zbyt drastyczne?

Niezależnie od tego, co napisała w internetowym liście, na razie Edyta nie przestanie śpiewać. Nie może jak obrażony przedszkolak zabrać zabawek z piaskownicy, bo jest związana umowami. Do maja przyszłego roku będzie reklamować wodę Cisowiankę. Wkrótce ukaże się piosenka, którą nagrała w ramach tej kampanii reklamowej. Do końca roku będzie też jeździć z koncertami po kraju. A potem? Ona sama twierdzi, że otworzy bar z naleśnikami.

                                         copyright by szpila.net 2005