|
Kiedy ostatnio
siedziałam w pokoju nudząc się niemiłosiernie stwierdziłam, że uruchomię
grę. Zakończyło się to kompletną katastrofą, może, dlatego, że nawet nie
zwróciłam uwagi, jaką grę uruchomiłam. Po około pięciu minutach wahania
zdecydowałam się nacisnąć złowieszczo migający guzik "graj", w jednej
chwili (a może była to godzina, tak czy inaczej byłam tak przerażona, iż
mogły to być równie dobrze dwie) ekran zrobił się czarny, z głośników
wydobywały się przedziwne zgrzyty. Spanikowałam i tępo wpatrywałam się w
monitor. Nagle zaczęła pojawiać się dziewczynka w czerwonej sukience
żywcem wyciągnięta z filmu "the ring". Było to ponad moje możliwości.
Wyłączyłam grę najszybciej jak mogłam i zajęłam się ambitną grą w
pasjans.
Wielu znajomych jest wielkimi fanami gier komputerowych większość z nich
cieszy się jak dziecko mogąc pograć w jakąś straszną grę. Jak to jest?
Wydajesz mnóstwo forsy, masz już to magiczne pudełko, w który z kolei
utkwiona jest magiczna płytka. Wkładasz ją do napędu. Uruchamia się gra,
grasz, grasz a później dla odmiany nadal grasz. W pewnym momencie w grze
dzwoni telefon, obracasz się w jego kierunku a tam na podłodze czołga
się dziecko mające w oczach dziką chęć mordu. Wydajesz zduszony okrzyk
poczym zamykasz grę, i idziesz spać. Nazajutrz ta sama sytuacja:
uruchamiasz grę a tam z kolei wiozą Cię na jakimś wózku a przed Tobą
około setkę innych ludzi, robotów zależnie od tego, czym jesteś,
następuję zbliżenie i widzisz jak wszystkim zostają obcinane kończyny.
Wiesz, że będziesz następny…
Strach się bać, ale jednak się boisz a jeśli nie to chyba msz skłonności
masochistyczne.
Zależnie od typu gry, albo wciskamy na siłę klawisz mając nadzieje, że w
naszym Astonie Martinie DBs dojedziemy na metę szybciej niż ten koleś w
Mercedesie McLarenie, albo bawimy się w dzielnych żołnierzy skaczących
ze spadochronami, albo wcielamy się w nocnego elfa i wraz z graczami z
całego świata zbieramy grzybki.
Gry potrafią rozluźnić, naprawdę! Fakt, że czasem kiedy coś się nam nie
uda przez kilka dni potrafimy przeżywać, iż zmutowane gadające drzewo
mające 6 poziom pokonało mnie jednym uderzeniem. Ja na ten przykład
zasiadam przed swoją maszynką lub jak kto woli laptopem, uruchamiam
pewien malutki skrót, kilka minut później teleportuje się do mistycznej
krainy starożytnego Egiptu. Wchodzę do miasta jako dzielny,
niezwyciężony wojownik i czarnoksiężnik, dochodzę do pustyni pełnej
przeklętych stworów, sługusów mojego największego wroga. Wbiegam w tę
chmarę odmieńców, wyciągam mój super kij emitujący wielkie magiczne kule
ognia i zgadnijcie co? Ginę bo żmija mnie zatruła… Na pocieszenie
przegryzam dodającego powera rogaliczka i ponownie ruszam do boju! Teraz
wiem, że muszę uważać na żmiję. Wbiegam na pustynię i tym razem muszę
walczyć z komunikatem "Program wykonał nieprawidłową operacje i zostanie
zamknięty, w razie…" Tak w razie czegoś przeczytaj ulotkę bądź
skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą. Przez ten komunikat średnio,
co tydzień mam nowa klawiaturę. Niezrażona porażką włączam sobie kolejną
grę. Tak, już jestem dzielnym żołnierzem super jednostki specjalnej.
Wsiadam do wspaniałego helikoptera, chcę startować, a nagle moja czaszka
wraz z mózgiem ślicznie spływają po przedniej szybie. Znowu przerzucam
się na coś bardziej ambitnego, czyli na sapera. Tak i tutaj dla odmiany
również ginę. Nie zawsze jednak jest źle, bo przecież czasem pokonamy
stworka mającego 3 levele mniej od nas i jesteśmy z siebie dumni. Gry
komputerowe pomagają się przecież zrelaksować. Dzięki nim nie musimy
wyżywać się na bliskich nam ludziach. Przecież możemy usiąść przed
komputerkiem zabić kilka potworków i nie przenosić naszej złości na
innych. Może być również tak, że ktoś, kogo nie lubimy gra w jakiegoś
mmorpg, czyli grę poprzez sieć, w której spotykają się ludzie z całego
świata, wtedy logujemy się odnajdujemy delikwenta i pach zabijamy mu
postać, później do końca dnia biegamy szczęśliwi. Jeśli jednak stworki
zabiją nas, mamy przecież do rozwalenia klawiaturę, monitor.
Nie można grać bez umiaru, pewnie, dlatego w grach nasyłają na nas
wielkie grzyby mające o 20 poziomów więcej, po to abyśmy się trochę
zdenerwowali, wyłączyli grę, rozwalili myszkę i wyszli ze znajomymi. Ale
gry też jednoczą. No zawsze znajdzie się ktoś, z kim możemy porozmawiać
o tym, że na 3 planszy tego robota z za rogu nie dasię pokonać. Albo
wymienić się nowinkami. Do gry możemy przecież mówić a ona nas wysłucha
i zrozumie. Po co nam psycholog? Ten to nam dopiero udowodni, że coś
jest z nami nie tak, zwłaszcza jeśli mu opowiem o tym jak fajnie jest
kupić nową zbroje dodającą +7 do obrony. Granie z umiarem ma same dobre
strony! Olejmy psychologów inaczej możemy źle skończyć! |