|
Niedawno
Program III PR skończył 40 lat. I ktoś chyba powiedział: „40? Wystarczy!”
Trójka kona. Napisałem to, choć sam nie mogę w to uwierzyć. Jestem z tym
radiem związany od ponad 30 lat. Co teraz? Chyba odejdę. Jak większość
słuchaczy zresztą. W tej długoletniej przyjaźni z Trójką byłem też jej
dziennikarzem, przez rok jej dyrektorem. Pierwszym dyrektorem w nowej
Polsce. Myślę, że to wszystko upoważnia mnie do kilku słów na pożegnanie.
Gdy słyszę wyśpiewywany od świtu do nocy slogan „Trójka – twoje pierwsze
radio”, mam ochotę zmienić stację. Nie chodzi nawet o tekst, według mnie
nawet nie najgorszy. Raczej o styl przypominający mi początki Radia Zet.
Tyle że to było 10 lat temu. I nawet wtedy było dosyć przaśne. Poza tym
Radio Zet amatorskie przestało być po kilku miesiącach działania. Trójka
staje się amatorska po 40 latach istnienia! Ale pal sześć jeden głupi
przerywnik. Najgorsze jest to, że przerywnik zaczął pasować do stacji!
Przez całe lata było tak, że gdzieś w obcym mieście, wędrując po
częstotliwościach, wystarczyło przez kilkanaście sekund posłuchać
niekoniecznie głosu, po głosach zawsze było łatwo, ale wystarczyło
usłyszeć muzykę, by wiedzieć, że to Program III. Dziś nie odróżniam mojej
Trójki od radia Las Vegas z Ciechocinka. Takie samo bleblanie na antenie,
konkursy na poziomie telewizyjnego audiotele i muzyka taka sama jak
wszędzie, czyli byle jaka, byle z playlisty. Jeszcze nie gra tam Ich
Troje. Jeszcze Niedźwiedź broni anteny, ale kwestią czasu jest, kiedy
padnie, bo paść musi.
Decyzją zarządu Polskiego Radia w całości, a jednego z prezesów w
szczególności, Trójka ma ewoluować w stronę tzw. radia towarzyszącego. Tu
wytłumaczmy, że pojęcie to oznacza radio, które na przykład gra w biurach,
ale nie jest słuchane. Ot, brzęczy. Takich stacji jest w Polsce
kilkadziesiąt, żeby nie powiedzieć wszystkie. Tymczasem Trójka potrafiła
towarzyszyć słuchaczom naprawdę. Była słuchana, bo jej twórcy uważali, że
słowo jest tak samo ważne jak muzyka. Dlatego przez lata obie te wartości
w programie trzecim uzupełniały się. A Trójka miała markę. Co ciekawe, w
badaniach polskich marek radiowa Trójka uplasowała się w pierwszej
dziesiątce. Za Polskim Radiem w całości, ale jako wartość osobna. Teraz
przestaje się różnić od kogokolwiek, stając się nieudolną kopią
komercyjnych stacji.
To samo mówiłem zarządowi Polskiego Radia ponad pół roku temu na
spotkaniu, w którym wziąłem udział jako kandydat na dyrektora Programu
III. Nie starałem się o to stanowisko. Mam swoją pracę w TVN 24, która
wciąga mnie prawie bez reszty. Z zarządem spotkałem się, uwaga na datę!,
12 września 2001 r. i zrobiłem to na prośbę zespołu z ulicy Myśliwieckiej,
który czuł, że tonie. Jedyną pomocą, jakiej im mogłem udzielić, była próba
przekonania władców radia, że droga w stronę tak zwanego radia
towarzyszącego jest dla Trójki drogą donikąd. Że jeżeli na ulicy jest
piętnaście sklepów z czarnymi butami, to nie ma sensu otwierać
szesnastego, zwłaszcza że ten sklep z dawien dawna słynie ze sprzedaży
butów żółtych! Jedynych w swoim rodzaju. Niepowtarzalnych. Fakt, że może
ostatnio były problemy z fasonem, może były ciut przykurzone, ale były. I
nie ma powodu ich zmieniać na czarne. Odkurzmy, zmieńmy fason, ale niech
pozostaną żółte!
Jaka powinna być Trójka? Inteligentna i inteligencka. Autorska. Z szybką
informacją, mocną publicystyką, z własnym stylem muzycznym, z nową,
odrodzoną rozrywką, z promocją nowej literatury i wreszcie z zarzuceniem
haczyka na nowego, młodego słuchacza. Z tym było ostatnio najbardziej
krucho, Trójka starzała się razem ze swoimi słuchaczami. Jak to wszystko
osiągnąć? Mówiłem – licząc, że może komuś trafię do przekonania, że może
coś z tego zostanie. Nie zostało.
Od kilku miesięcy Trójka ma nową dyrekcję. To nie jest tekst przeciwko
niej. Chociaż historia pewnie wskaże palcem na mojego, mogę chyba tak
powiedzieć, przyjaciela Witolda Laskowskiego jako tego, który pogrzebał
jedną z najważniejszych dla Polski rozgłośni. Laskowski nie jest
radiowcem, a tym bardziej trójkowiczem, co oczywiście go nie
usprawiedliwia, bo nie musiał tego brać na swoje barki. Z drugiej jednak
strony pamiętać trzeba, że dyrekcja każdego programu radiowego to
wykonawcy. Siła sprawcza jest zupełnie gdzie indziej. W tym wypadku są nią
prezesi Polskiego Radia. Piszę, że w tym wypadku, bo sytuacja nie jest do
końca taka klarowna. Prezesi Radia zasłaniać się mogą bowiem chorą
sytuacją na rynku polskich mediów w ogóle, a mediów publicznych w
szczególności. I częściowo będą mieli rację.
W nowoczesnych państwach media traktowane są dwojako. Komercyjne są
przedsiębiorstwami nastawionymi – jak każda firma – na zysk. Media
publiczne są traktowane jako element państwa. Nie całkiem na równi z
takimi typowymi instytucjami budującymi państwowość jak na przykład służba
zdrowia, wojsko czy policja, wszak te sektory są opłacane z budżetu, czyli
z podatków, ale prawie tak samo. Każdy Francuz, Niemiec czy Anglik płaci
abonament, czyli podatek na media publiczne, a państwo pilnuje, żeby
zapłacił. Nigdzie priorytetem dla mediów publicznych nie jest
zarabianie pieniędzy. W Polsce jest.
W Polsce media publiczne zostały przez polityków zmuszone do szpagatu.
Niby spełniają misję, ale jednocześnie są spółkami prawa handlowego.
Każdego roku szefowie radia i telewizji muszą spowiadać się przed posłami
z tego, jak wypełniają misję, to znaczy, ile nadali programów
edukacyjnych, publicystycznych, kulturalnych itp. Każdego roku też muszą
złożyć sprawozdanie z wyników finansowych. O ile z misji łatwo się
wytłumaczyć żonglując liczbami, statystykami i zalewając to wszystko
milionem słów, o tyle wyniki finansowe to prawdziwy konkret księgowy.
Dzięki politykom, twórcom prawa, na podstawie którego działają nasze media
publiczne, ten księgowy konkret jest ważniejszy niż misja. I Polskie
Radio, i TVP muszą zarabiać, przy okazji mają realizować misję.
Myślę, że to stało się praprzyczyną reform wprowadzanych w Trójce. Na
mocno zapchanym rynku Trójka od początku lat 90. zaczęła tracić słuchaczy.
W pierwszym rzędzie tych, którzy słuchali jej dla muzyki innej niż w
pozostałych programach Polskiego Radia. Że tak będzie – można było
przewidzieć i nie było to żadnym zaskoczeniem. Następnie zaczęli jednak
odchodzić ci, którzy nie znajdowali w programie szybkiej informacji, teraz
odchodzą ci, których nie zadowala w ogóle jakość słowa w Programie III.
Udział w rynku Trójki, bardzo ważna kategoria rynkowa, od kilku lat spada.
Zbliża się niebezpiecznie do granicy 5 proc., co zdaniem prezesa
Eugeniusza Smolara, najbardziej ingerującego w działalność stacji,
oznaczać będzie śmierć firmy. Skoro prezesom kolejnych zarządów nie udało
się powstrzymać odchodzenia słuchaczy, a w ostatnich miesiącach
odchodzenie to zaczęło być lawinowe, prezes Smolar postanowił poszukać
słuchaczy gdzie indziej.
W Polsce wyższym wykształceniem może się pochwalić mniej więcej 7, może 8
proc. obywateli. Mniej więcej trzy razy tyle aspiruje do tego wyższego
wykształcenia, co oznacza, że mniej więcej co piąty Polak może być
odbiorcą Trójki. Dawnej Trójki. Prezes Smolar najwyraźniej porównał te
dwie grupy Polaków, czyli 1/5 inteligentów z 4/5 nieinteligentów, i wyszło
mu, że łatwiej jest znaleźć słuchaczy w tej drugiej grupie. I dalej tak
rozumując prezes uznał, że trzeba pójść utartym szlakiem, którym poszły
wszystkie komercyjne stacje radiowe, a mianowicie, że trzeba pochylić się
nad potrzebami masowego odbiorcy. A ten, jak wiadomo, lubi umpa-umpa i
piosenki zespołu Ich Troje, nie lubi natomiast gadania. Są stacje
komercyjne, w których zapowiedź nie może przekraczać 30 sekund! Są też
stacje, w których prezenterowi nie wolno nic powiedzieć od siebie!
Niemniej jednak stacje te mają już swoją ugruntowaną pozycję na rynku i
nie widzę wielkich szans przed Trójką na nawiązanie walki na tym polu. A
nawet jeżeli Trójce udałoby się taką woltę wykonać, to nie będzie to już
Trójka!
Paradoksalnie, chora sytuacja polskich mediów publicznych z ich nadmiernym
upolitycznieniem, z wymaganiem zarabiania i lekceważeniem misji mogłaby
Trójkę uratować. W czasach bojów o kształt polityki wobec wszystkich
mediów, o sprawę koncentracji kapitału i o wpływy w TVP, gdy nikt nie
zwraca uwagi na małe w końcu radio, Trójka mogłaby robić swoje. Zmienić
fason, odkurzyć wspomniane tu żółte buty i pozostać radiem elitarnym.
Efekt finansowy tego nie byłby zły. Z tego co wiem i dziś reklamowo Trójka
nie wypadała najgorzej. Są reklamodawcy, i to całkiem sporo ich, którzy
świadomie wybierają radio mniejsze i mniej masowe. Śmiem nawet twierdzić,
że finansowo dzisiejsza Trójka ze swoim podobno haniebnym 5-procentowym
udziałem w rynku wypada lepiej niż wypadnie za rok przeorientowana na
nowego słuchacza Trójka z udziałem dwukrotnie wyższym.
Chyba że po powiedzeniu „A” władcy radia postanowią powiedzieć „B” i
następne litery w alfabecie i Trójka zmieni się w radio muzyczne. Czyli
szafę z kompaktami z muzyką starannie dobraną. Na każdych 5 piosenek dwie
polskie, co 2 godziny Enrique Iglesias, a co godzina Britney Spears. Tyle
że z liter, które się tutaj dobiera, wychodzi tylko jedno słowo –
Analfabeta. |