::  STRONA NIE TYLKO DLA DZIENNIKARZY  ::

 
   

 

STANISŁAW TYCZYŃSKI   sondy sms forum czat

 

 
DZIENNIKARZE I WŁADZA | SKANDALE MEDIALNE | WYWIAD TYGODNIA |

TEMAT MIESIĄCA

DŹWIĘKI
FOTO
NEWS
PORADY
TEKSTY
STUDIA
PROFESJA
LITERATURA
SZUKAJ
LINKI
QMPLE
AUTOR
KSIĘGA GOŚCI

Miało być ostro, złośliwie i krwawo, a zapowiada się dziennik wyważony, solenny jak BBC. A przecież w Polsce nie ma Anglików!

Z redaktorem naczelnym nowego dziennika "Fakt. Gazeta Codzienna" Grzegorzem Jankowskim rozmawia Piotr Najsztub


Czy w "Fakcie" będzie panu o coś chodziło?
- A jak panu powiem, że mam misję, to mi pan uwierzy?
Po prostu posłucham.
- Ta misja to jest próba włączenia do debaty publicznej osób dzisiaj z niej wyłączonych. To są na przykład górnicy, to są na przykład ludzie, którzy głosują na Leppera, na Samoobronę.
Dlaczego pan mówi, że oni są wyłączeni? Może mają swoje miejsca dyskusji, które przyjęli za właściwe sobie - ulice, place, zakłady pracy. Może wybrali to jako łatwiejszą formę wywierania nacisku, ponieważ siedząc za stołem konferencyjnym, musieliby zawierać kompromisy, których zazwyczaj nie chcą zawierać...
- Nie pamiętam, żeby ktoś ich zapraszał do stołu konferencyjnego.
No dobrze, mamy jeden punkt misji: poszerzenie zakresu uczestników debaty publicznej o grupy, które do tej pory głosu nie miały. Nie boi się pan, że robiąc dla nich gazetę, będzie pan musiał propagować rozwiązania i idee populistyczne? Jak politycy populiści, którzy chcą przypodobać się rozgoryczonym i zrozpaczonym wyborcom?
- W ogóle. Bo to nie będzie gazeta tylko dla nich, ale także dla nich. Na tym polega różnica - moja gazeta będzie i dla górników, i dla profesorów. Koniec z segregacją czytelników na mądrych i głupich. Koniec z dzieleniem Polaków na tych, których pytamy o zdanie, i tych, których opinią gardzimy. U nas w sposób prosty będzie pisać cała elita: Rychard, Żakowski, Śpiewak, Krzemiński, Wnuk-Lipiński itd. A obok nich będą głosy zwykłych robotników. Na jedno tylko nie będzie miejsca - na bla-bla polityków, z którego nic nie wynika. To jest gazeta, która namówi Hausnera, by zasiadł za jednym stołem z rodziną górnika i zrozumiałym dla nich językiem wytłumaczył im, co on zamierza.
A sami będziecie mieli pomysł na ratowanie Śląska?
- To nie jest zadanie dla dziennikarzy. My pokazujemy pomysły ekspertów oraz ich skutki dla zwykłych ludzi. Dla nas ich perspektywa jest najważniejsza. Nie wierzę w elity, które lepiej wiedzą, czy reszcie ludzi jest dobrze, czy źle. I to wszystko. Więc nie mówmy o populizmie. Nie twórzmy mitów wokół tej gazety - i tak wyrosło ich dotąd niemało - że to będzie gazeta bulwarowa, spływająca krwią, kalka niemieckiego "Bilda".
Nie będziecie "rozbierali" polityków?
- Nieprawda, kompletna.
O, to będziecie nudni.
- Dlaczego "nudni"? Chcemy być gazetą informacyjną, chcemy robić dobry, szybki serwis polityczny, wydarzeniowy, sportowy, a informacje ekonomiczne prezentować w normalny sposób, konsumencki, pokazywać je "przez kieszenie ludzi".
W gazetach codziennych już jest pensum informacyjne, nawet gospodarcze, nawet "przez kieszeń konsumenta", jak pan to zgrabnie nazywa. "Wyborcza" tego nie robi?
- Nie. A jeżeli jest pan emerytem, to czy dowiaduje się pan z "Gazety Wyborczej", czy w przyszłym roku po przyjęciu budżetu pana emerytura wzrośnie, zmaleje? Nie.
A panu i pańskiemu zespołowi będzie o coś chodziło w sprawach politycznych?
- Jesteśmy ślepi politycznie
Ładnie brzmi, ale co to znaczy?
- To znaczy, że jeżeli rząd zasługuje na krytykę, to ją dostanie, jeżeli zasługuje na pochwałę, to dostanie pochwałę.
Ile razy pan to już powtórzył dzisiaj?
- Trzeci raz, trzeci raz dostałem to pytanie.
Czyli odpowiedź wyuczona.
- Tak jak pytania. I następna wyuczona odpowiedź na najczęstsze pytanie: Nie idziemy na wojnę z "Super Expressem" i "Gazetą Wyborczą".
To mnie pan rozczarował. Nie chce pan być tym, który przytrze nosa liderom wśród dzienników? A może to jest tylko pusta retoryka, bo przecież pan wie, że znajdując swoje miejsce na rynku, musi pan odebrać czytelników i reklamodawców tym dwóm tytułom?
- Nie, ja patrzę na przykład "Newsweeka". "Newsweek" wyszedł na rynek i poszerzył krąg czytelników tygodników. Nie "zranił" poważnie ani "Wprostu", ani "Polityki". Oczywiście będziemy odbierali część czytelników innym dziennikom, ale to nie jest tak, że chcemy zabić "Super Express", bo chcemy się kosztem jego czytelników żywić.
Z tego, co mówił mi pan o misji swojej gazety, wynika, że ma być pismem opiniotwórczym. Najsilniejszym drukowanym medium opiniotwórczym jest "Gazeta Wyborcza", której twórcy na co dzień w niej pracujący mają wyraźny kościec, mają poglądy polityczne, deklarują je, czy to przed wyborami, czy w swojej publicystyce. A wy jaki macie "kościec"?
- Mamy na pewno swoje prywatne przekonania, natomiast w tej gazecie, jak już mówiłem, jesteśmy ślepi politycznie. Ta gazeta nie będzie miała nastawienia politycznego.
No dobrze, gazeta niech sobie będzie ślepa. Ale jaki pan jest, jacy wy jesteście prywatnie?
- To jest nasza prywatna sprawa.
Dlaczego?
- Ponieważ ten wywiad jest publiczny, ja nie mogę prezentować swoich prywatnych poglądów.
Dlaczego pan nie może? Nie rozumiem.
- Bo jestem redaktorem gazety dla ludzi, którzy mają różne przekonania polityczne.
Pana rola polega na tym, żeby w tej gazecie nie widać było przekonań politycznych, ale ja teraz rozmawiam nie ze zredagowaną gazetą, tylko z konkretnym człowiekiem. Dlaczego nie może pan ujawnić swoich poglądów politycznych?
- Ale pana gazetę czytają również moi czytelnicy, nie chcę, żeby to wiedzieli. Po co? Ja mam być dla nich przezroczysty, tak jak cała ta gazeta.
Ale przecież pan nie jest przezroczysty, ma swoje poglądy, po co to ukrywać przed nimi? Co to za dziwna gra?
- A niech mi pan powie, dlaczego prezydent zrzeka się przynależności partyjnej, kiedy zostaje prezydentem? Bo jest prezydentem wszystkich Polaków. A ja chcę robić gazetę dla większości ludzi w tym kraju, więc po co im ta wiedza, po co mają z góry mieć do nas pewne nastawienie.
Być może pańska gazeta odniesie duży sukces i stanie się ważną gazetą, a wtedy pewnie pańscy czytelnicy chcieliby wiedzieć, jaki jest człowiek, który ją dla nich robi. Pańskie chowanie się ze swoimi poglądami jest nieco śmieszne.
- Naszym czytelnikom wystarczy sama gazeta.
Rozmawiamy na kilka dni przed pojawieniem się "Faktu" w kioskach. Czym on mnie zaskoczy?
- Wszystkim. Będzie ciekawy, poruszający, świeży, często wesoły. To prawdziwa rewolucja. Do tego mnóstwo kolorów. Zupełnie inny sposób podania informacji polegający na szybkości i innym kącie spojrzenia.
Szybkości?
- Gazetę będzie można szybko przeczytać.
Czyli żadnych wstępów, rozwinięć...
- Żadnej nudy, żadnego pouczania, żadnego mentorskiego tonu. Ale nie będziemy, czym może zaskoczymy wszystkich, zaglądali do sypialni polityków czy gwiazd, za to będziemy się pytali o ich życie.
Ale czemu nie będziecie zaglądali?
- A po co?
Panuje powszechna opinia, że to ludzi interesuje.
- Z naszych badań wynika, że nie, że Polaków nie interesują brutalne wtargnięcia w czyjeś życie prywatne. Nie chcą tego, tak samo jak nie chcą, żeby wchodzono w ich życie.
Mówi pan: "Nie będzie mentorskiego tonu". Ale równocześnie chce pan wciągnąć w debatę między innymi ludzi nieszczęśliwych, z kłopotami, a to oni czują się dziś często zagubieni. I ta grupa, ona szczególnie, potrzebuje porady, pokazania drogi i możliwości. Negują teraźniejszy system, nierzetelne partie, zbiurokratyzowany świat, ale często nie potrafią wskazać, jakiej Polski by chcieli. Tym ludziom może trzeba powiedzieć: "Uważamy, że powinno być tak i tak".
- Ale nie jesteśmy zbiorowym mesjaszem.
Między mesjaszem a człowiekiem, który ma pogląd i wie, jak z trudnej sytuacji wybrnąć, jest kolosalna różnica.
- Jednak nie jesteśmy gazetą, która ma wskazywać setkom tysięcy ludzi, jak mają się zachowywać. Nie jesteśmy od tego, żeby pokazać sposoby na życie, to nie jest nasza rola.
Pan czyni fetysz z przedstawiania dwóch stron medalu. Dla pana jest najważniejsze, że zabiorą głos i Hausner, i górnicy. Ale co z takiego dwugłosu wynika?
- Prawda.
Jaka prawda? Z takiego zestawienia wynika to zestawienie i tylko tyle!
- Stawia pan tezy, których pan chyba sam do końca nie rozumie. Ja zresztą też.
To robi na przykład telewizja publiczna. Bierze jednego polityka, który coś tam mówi, po nim wypowiada się protestujący przeciwko pomysłowi tego polityka przedsiębiorca lub bezrobotny i telewidz z tym zostaje. Zderzyły się dwa kompletnie przeciwstawne poglądy i emocje. Może gazety powinny iść dalej, mówić: "Przeczytaliście u nas te dwa stanowiska i one są nie do pogodzenia, bo jedni chcą tego, a drudzy czego innego. A naszym zdaniem możliwe jest rozwiązanie, kompromis taki to a taki".
- Błąd. Nie chodzi o to, by puścić jeden po drugim najpierw bełkot zarozumiałego eksperta, a potem biadolenie sfrustrowanego robotnika. Chodzi o zmuszenie eksperta, by mówił językiem zwykłego człowieka. A to coś w Polsce zupełnie nowego. Natomiast nie będziemy ludziom mówili, co mają robić. Nie mam na to pomysłu, to byłoby nawet nieuczciwe.
Uważa pan, że takie postępowanie nie jest rolą dziennikarza?
- Mój sposób na robienie gazety jest inny. Są już inne gazety, inne dzienniki, które się tym zajmują.
A jakie jest marzenie czytelnicze naczelnego "Faktu"?
- Milion.
Myśli pan, że można w Polsce sprzedawać dziennik w takim nakładzie?
- Może jeszcze nie dzisiaj, ale za parę lat tak.
A co by się musiało stać? Ludzie musieliby zacząć więcej czytać czy gazety muszą się zmienić?
- Gazety muszą też się zmienić, ale tu musi zadziałać sprzężenie kilku rzeczy. Po pierwsze, nie ma dobrej oferty czytelniczej w Polsce. "Super Express" gdzieś tam po drodze pogubił swoją szansę, stał się nijaki, wiele razy się zmieniał, "Rzeczpospolita" jest gazetą dla elit. Nie ma żadnego dziennika, który byłby masowy i popularny, a równocześnie atrakcyjny, żeby "sprzedawał" wszystko: rozrywkę, politykę, ekonomię w ujęciu konsumenckim, dobry sport. Czytelnik w Polsce nie ma wiele do czytania i to między innymi dlatego tylko 16 procent Polaków czyta regularnie jakąś gazetę czy tygodnik. Nie mówię, że tylko i wyłącznie my to zrobimy, ale chcemy to zmienić. Poza tym ludzie muszą być bogatsi, musi ich być stać na gazetę codziennie. Ten proces potrwa kilka lat. I wtedy będę miał swój milion

ROZMAWIAŁ PIOTR NAJSZTUB

 
POPRZEDNIE WYWIADY 
Grzegorz Kajdanowicz
Krzysztof Ziemiec
Piotr Najsztub 
Monika Milewicz
Jolanta Pieńkowska
Marek Niedźwiecki
Kuba Wojewódzki 
Ewa Drzyzga
Piotr Metz
Olejnik i Lis
Marcin Jędrych
Olejnik
Tomasz Lis
Stanisław Tyczyński
Grzegorz Janowski
Andrzej Turski
Katarzyna Zaleska 
Dorota Gawryluk
Mariusz Ziomecki
Bogdan Rymanowski

                                         copyright by szpila.net 2005