|
WYWIAD Z KASIĄ KOWALSKĄ (19.05.2003) |
|
Najnowsze Twoje utwory, choć coverowe, to kompozycje, które znalazły się na płycie „Moja i Twoja Muzyka”. Jak powstała koncepcja tego przedsięwzięcia ? Była narzucona pewna liczba utworów do wybrania. Były same hity, ale porywanie się na te największe dla mnie nie miało sensu. Poza tym, którą piosenkę bym nie wybrała, i tak wyszło by gorzej niż oryginał. Pierwszą „all by myself” Celin Dion nagrałam już wcześniej, na potrzeby tej płyty tylko ją tylko trochę przearanżowaliśmy. Druga kompozycja to piosenka grupy Roxette. Zawsze ich lubiłam, gdy byłam nastolatką wieszałam ich plakaty nad łóżkiem… Dużo wspomnień.
Teledysk do jednej z tych piosenek kręciłaś bardzo daleko stąd. Czy powiesz nam kilka słów o tej przygodzie ? RMF finansowo dał się namówić na podróż do Dominikany i tam jeździłam z ekipą szukając jakichś ładnych miejsc i plenerów. Co ciekawe, myślałam że to piękny kraj a okazało się że nie do końca tak jest. Reżyser wymyślił ze będziemy kręcić teledysk o wschodach i zachodach słońca, w związku z czym przez tydzień budziłam się przed świtem, o czwartej rano, i braliśmy się do pracy. Ale te widoki, które się wtedy ujawniały, warte były tego poświęcenia. W Dominikanie nie ma żadnych praw i naszej ambasady więc możesz sobie tylko wyobrazić nasze przygody w tej części świata. Ogólnie jednak rzecz biorąc było całkiem miło i sympatycznie.
Twoja najnowsza, póki co, studyjna autorska płyta to „Antidotum”. I znów smutną poezję na niej zawarłaś…. Chyba znalazłam bym w swoim repertuarze kilka smutniejszych płyt… Ale masz rację, to niewesoła płyta. Cóż, taką mam naturę i nie ma sensu z tym walczyć. Najlepiej się odnajduję w utworach nostalgicznych, aczkolwiek mam kilka optymistycznych kompozycji w mojej historii.
Czy praca nad „Antidotum” była powieleniem poprzednich sesji, czy może w tym przypadku pojawiła się nowa jakość ? Tu nie mogło być mowy o żadnym powielaniu. Mój producent, Michał Grymuza to niezwykle konkretna i rzeczowa osoba. Nie było przesiadywania po nocach i szukaniu weny. Tu nie było romantyzmu. Na nagranie płyty był określony czas. Żadnego spóźnialstwa i tych spraw. Wszystko musiało być zrobione bo „jego nie interesuje ze coś tam”. I to w dużej mierzę dzięki niemu ta płyta została ukończona w przewidzianym terminie. Praca była konstruktywna, czego nie można powiedzieć o pracy nad kilkoma z moich poprzednich albumów.
Twój wizerunek (imane) zmienia się z płyty na płytę. To twoje pomysły czy ktoś nad tym pracuje ? W firmie fonograficzne są takie osoby, które czasami próbują ze mnie zrobić taką lub inną osóbkę. Obcięłam włosy z własnej chęci, nikt mi nie kazał, zatem nie jest to tak, że wszystko zależy od jakichś obcych ludzi. Nigdy nie zależało.
Czy masz przyjaciół w polskim tzw. showbiznesie? Nie mam. Moimi przyjaciółmi jest kilka osób zupełnie nie związanych z branżą muzyczną. Wydaje mi się że przyjaźń w tym środowisku nie jest realna…
Czy nagrody muzyczne, które dostajesz w tym kraju mają dla Ciebie jakiekolwiek znaczenie ? Najważniejsze nagrody to te przyznawane przez fanów. One mają największe znaczenie. Tylko te mnie interesują i tylko dzięki nim czuję się czasami tak wyjątkowo wiedząc ze ludzie oddali głos by mnie jakoś wyróżnić spośród wielu. To miłe.
Co masz do powiedzenie ludziom, którzy mają amatorskie zespoły grające gdzieś w domach kultury? Pomagasz utalentowanym zespołom? Posłuchaj, jeżeli ktoś zrobi naprawdę ciekawy materiał, pójdzie z nim do firmy fonograficznej, to na pewno nie zostanie on zaprzepaszczony. Tak mi się wydaje. Trzeba tylko umieć zainteresować sobą wydawcę i ludzi. Jestem jednak dobrej myśli. Kaja właśnie otworzyła swoją własną firmę pod tytułem „Kaya” w której wydaje niezależną muzykę, taki „underground”. Pomaga w zaistnieniu ciekawym artystom. Myślę że to ciekawy pomysł i dobra droga. Być może właśnie tędy należy iść. Zresztą sama myślałam o tym żeby się do takiej wytwórni przenieść (śmiech). Na pewno, jeśli ktoś do mnie się zgłasza i prosi o pomoc to staram się to robić. Dziękuję za rozmowę |