|
Prokuratura Rejonowa w Warszawie oskarżyła reportera telewizji TVN
Grzegorza Kuczka o posługiwanie się podrobionym dowodem osobistym
Użył on fałszywego dowodu, by udowodnić luki w systemie weryfikacji
dokumentów.
Prawnicy, medioznawcy i dziennikarze, którzy uczestniczyli w
konferencji prasowej w Warszawie, są zaniepokojeni postawieniem
dziennikarza przed sądem za dziennikarską prowokację.
Zdaniem prawnika prof. Piotra Kruszyńskiego, w działaniu Kuczka nie
można dopatrzyć się cech przestępstwa. Według niego, zachowanie
dziennikarza TVN można interpretować jedynie jako działanie w stanie
wyższej konieczności lub czyn o niskiej szkodliwości społecznej.
"Stan wyższej konieczności, w największym skrócie, polega na tym, że
poświęca się jedno dobro, dla ratowania innego dobra. Z taką sytuacją
mamy tu do czynienia: dziennikarz posłużył się sfałszowanym dowodem
osobistym, ale zrobił to po to, by wykazać nieszczelność systemu" -
tłumaczył prof. Kruszyński.
"Można uznać, że jego czyn odznaczał się niskim poziomem szkodliwości
społecznej. Aby przypisać komuś przestępstwo nie wystarczy bowiem
stwierdzić, że naruszył przepisy, należy jeszcze stwierdzić złą wolę i
że przestępstwo było w jakiś sposób niebezpieczne dla interesu
społecznego. Tu jest sytuacja zupełnie odwrotna" - podkreślił.
Jak zaznaczył, w demokratycznym państwie prawnym media muszą działać
swobodnie. "Inaczej mamy do czynienia z jakimś kagańcem, wprowadzoną
kuchennymi drzwiami cenzurą. Wniesienie tego aktu oskarżenia jest
zjawiskiem kuriozalnym, niestety nie pierwszym i boję się, że nie
ostatnim w Polsce" - powiedział prof. Kruszyński.
Zdaniem Julii Pitery z Transparency International Polska (TI),
sytuacja ta może budzić niepokój. "Wszyscy wiedzą o tym, że państwo
jest słabe, że instytucje państwa są słabe. Powstaje pytanie, w jaki
sposób można zwrócić uwagę rządzących na nieprawidłowości. Jeżeli
dziennikarze są karani za prowokacje, to co mogą zrobić?" -
zastanawiała się Pitera.
Zdaniem producent programu TVN "Uwaga!", Moniki Szymborskiej,
prokuratura kierując akt oskarżenia przeciw reporterowi podważa
zasadność posługiwania się prowokacją dziennikarską jako metodą
zbierania dowodów. "Wszyscy wiemy, że żyjemy w kraju, w którym nic
nikogo nie kompromituje i jak się nie dysponuje twardymi dowodami, to
można wszystkiemu zaprzeczyć i każdej sprawie ukręcić łeb" -
powiedziała.
"Był to czysty materiał dziennikarski. (...) Dla nas jest to pewnego
rodzaju sondowanie, jak głęboko można poskromić media" - powiedział
dyrektor programowy TVN Edward Miszczak.
15 lutego w programie "Uwaga!" ukazał się reportaż, w którym
dziennikarz Grzegorz Kuczek przy pomocy fałszywego dowodu osobistego -
który bez kłopotu kupił na bazarze - wynajął wyposażone mieszkanie,
wypożyczył samochód, narzędzia budowlane, sprzęt narciarski i płyty
CD.
Dziennikarz próbował także założyć konto bankowe. System komputerowy
poinformował o niewłaściwym numerze pesel, mimo to pracownica banku
nie powiadomiła policji ani ochrony. Kilka dni później reporterzy
ponownie pojawili się w banku informując o przeprowadzonej prowokacji
dziennikarskiej. Po tej wizycie pracownica banku złożyła doniesienie
do prokuratury. |