|
Długi majowy weekend to dobre dni dla każdej prostytucji. To swoiste
otwarcie sezonu, także pod Słupskiem.
Paulina jest uzdolniona plastycznie, do niedawna miała średnią powyżej
cztery, Karolina zawsze miała większe kłopoty z nauką. Teraz obie
chodzą do szkoły w kratkę. Jednak nikt się tym nie przejmuje. - U nas
nie ma problemu prostytucji nastolatek - zapewnia dyrektor gimnazjum.
Jego echem jest pedagog szkolny. Zaś kuratorka Pauliny, Barbara Rożek,
mogłaby wiele opowiedzieć o życiu dziewcząt, ale musi mieć na to zgodę
prezesa sądu.
Dlaczego to robią?
- zachwianie systemu wartości
- niewydolność wychowawcza rodzin
- bezrobocie
- patologia w rodzinie
- konsumpcyjny styl życia
- brak reakcji ze strony dorosłych
- wpływ mediów
- namowa rówieśników
- zbyt wczesna inicjacja seksualna
Z relacji sąsiadów wynika, że "matka Pauliny w nerwicę wpadła. Ale
córka wcale się nie przejmuje. Chce się ze wsi wyrwać i tyle.
Posmakowała lepszego życia". W głosach mieszkańców brzmi pochwała.
Tak naprawdę niewiele osób ma głębokie przekonanie, że prostytucja
nastolatek jest poważnym problemem. Politycy, nauczyciele, także
księża mówią na ten temat z oburzeniem, ale jakimś takim "na okrągło"
- że to dramat, że trzeba zaradzić, że winna rodzina... Szybko próbują
skierować rozmowę na pedofilię albo narkomanię, tu się ożywiają, z tym
walczyliby z zapałem. Ale prostytucja nastolatek... Wiadomo, trzeba
zwalczać, jednak w czasach, gdy bieda pcha do gorszych czynów,
dziewczynka w burdelu nie wydaje się czymś najgorszym, co może spotkać
młodego człowieka. - W podświadomości dorosłych istnieje przekonanie,
że to łatwa praca, do tego opłacalna, no po prostu, że młodzi dają
dupy, bo uważają, że to fajne - komentuje socjolog Krzysztof Martyniak,
wolontariusz z organizacji TADA, zajmującej się prewencją HIV. -
Tymczasem jest to parę groszy zdobytych koszmarnym wysiłkiem, często
na pograniczu gwałtu - dodaje.
Z badań przeprowadzonych przez prof. Wiesława Pływaczewskiego z
Wyższej Szkoły Policyjnej w Słupsku wynika, że średnia wieku zawodowej
prostytutki to 24 lata. Wszystkie zaczynały przed 17. rokiem życia, a
więc jako nieletnie. Trzy czwarte pochodzi z rodzin robotniczych,
tylko co piąta ma średnie wykształcenie. Zawodowych prostytutek jest
około 10 tys. Ile jest małolatek? Tego nie wiadomo. Profesjonalistek
zapewne kilka tysięcy, ale najciekawszą i mroczną grupą są cichodajki.
Skali tego zjawiska nie odważy się ocenić żaden specjalista. - Jedno
jest pewne, nie wyróżniamy się na tle Europy - zapewnia prof. Zbigniew
Izdebski, przewodniczący Towarzystwa Rozwoju Rodziny. - Zapewne
"zasilamy" europejską prostytucję, a to, co się dzieje u nas, to
koszty transformacji i związanego z nią przyzwolenia.
Internet wygrywa z dworcem
W policyjnych izbach dziecka pracownicy twierdzą, że kradzieże i
nierząd to jedyne pomysły na życie, jakie mają przywiezione
dziewczyny. - Większość uciekających z domu przetrwała kilka dni
dzięki facetom - tłumaczą wychowawcy z katowickiej izby dziecka.
Tuż przed wakacjami nastoletnia prostytucja nasili się jeszcze
bardziej. W lecie osiągnie apogeum. Część zatrzymanych trafi do
policyjnej izby dziecka, która jest tylko przechowalnią. Jest tam
właśnie Justyna, 15-latka, która trzymiesięczną ucieczkę z domu
przeżyła tylko dzięki prostytucji. Została zatrzymana, gdy czekała na
klienta. Jej koleżankę, tirówkę, zdjęto z drogi, gdzie czekała na
okazję. Najmłodsza, Magda, ma 13 lat i jest "specjalną ofertą" dla
bywalców jednej z agencji. Jednak w izbach policyjnych jest coraz
mniej nastolatek prostytutek. Przechwytują je opiekunowie i nie
dopuszczają, by wpadły.
W Warszawie po nastolatkę chodzi się na Dworzec Centralny. Tam
dziewczyna zawsze może powiedzieć, że czeka na koleżankę, facet, że
zaczepia ją, bo pyta o godzinę. Wszystkie duże dworce pełne są seksu
od 15. roku w dół.
W agencji towarzyskiej nastolatkę dostanie tylko ktoś bardzo
zaprzyjaźniony. Szefowie lokali są ostrożni, zresztą, jak mówi jeden z
nich: - Mam takie tłumy chętnych osiemnastek, że nie muszę się narażać
i brać nieletniej. Wystarczą dwie dla specjalnych klientów. Taki facet
z ulicy, który przychodzi i pyta "Macie małolatę?" nic nie dostanie.
Klasycznym miejscem dla nastolatki jest dyskoteka. Na ulicę przecież
nie wyjdzie, bo ją skopią. - Te cichodajki albo robią to za małe
pieniądze, albo za samą zabawę. Ale nawet drinka taka panienka nie
dostanie za darmo. W przedbiegach musi coś obiecać - tłumaczy
Krzysztof Martyniak i dodaje, że część "robi to" zaraz po szkole lub
na dużej przerwie. - Żadna szkoła nie przyzna się, że są w niej
prostytutki. Już łatwiej dziś o wyznanie w sprawie narkotyków -
zapewnia Ewa Krasnodębska, psycholog z poradni rodzinnej w
Trójmieście. - Pod szkołę podjeżdżają samochody, potem dziewczyny mają
jakieś luksusowe drobiazgi, a wychowawca jakby nigdy nic dalej omawia
"Pana Tadeusza". W policyjnych raportach sytuację tę opisano tak: "W
większości przypadków prostytucja nieletnich nie ma charakteru stałej
pracy zarobkowej. Ogranicza się do przypadkowych kontaktów
seksualnych, by zdobyć pieniądze na kosmetyki lub ubrania. Mimo że
nieletni uprawiają prostytucję dorywczo, może ona się stać sposobem na
życie także po osiągnięciu pełnoletności".
W 2001 r. policja ujawniła 172 osoby nieletnie trudniące się
nierządem, a w 2002 r. - 117. W 45 przypadkach stwierdzono, że osoba
małoletnia była zmuszana do nierządu w celu uzyskania korzyści
majątkowych. Sami policjanci przyznają, że te cyfry to wierzchołek
góry lodowej. Swe skromne sukcesy tłumaczą hermetycznością środowisk
nieletnich, niechęcią rodziców i obawą nieletnich.
Dopiero od niedawna w policji funkcjonuje program mający
przeciwdziałać "wtórnej wiktymizacji". Bowiem dziecko - ofiara - w
trakcie przesłuchań było znów piętnowane, po raz drugi stawało się
ofiarą. Ale nawet jeżeli zmienia się formuła dochodzenia, dziecko i
tak nie ma gdzie pójść. Zapisane w ustawie o pomocy społecznej ośrodki
interwencji kryzysowej istnieją tylko w 20% powiatów.
Salony gier, parki - te miejsca policja zna świetnie, ale spod
kontroli wymyka się Internet. Na czatach można znaleźć bardzo wiele
ofert panienek szukających sponsorów. Kontakt ułatwiają także komórki.
Prasa prowincjonalna pełna jest ofert "na komórkę", pod wieloma kryją
się uczennice. Ale tradycyjnym źródłem informacji pozostaje
taksówkarz.
Zmalało za to zjawisko prostytucji przygranicznej, ustabilizowało się
środowisko tirówek. - Podsumowując, można stwierdzić, że narasta fala
prostytucji nieletnich w dużych miastach, gdzie właśnie dzięki
Internetowi, komórkom i ogłoszeniom proceder ten staje się bezpieczny.
Drugi nurt to prostytucja w biednych, małych miasteczkach. Tam wszyscy
wiedzą, kto i za ile, ale akceptują to jako pomysł na życie wymuszony
przez sytuacje bez wyjścia - tak brzmi opinia seksuologa, prof.
Zbigniewa Izdebskiego.
Legitymacja na dworcu
W okolicach Słupska każdy widział nastoletnią prostytucję. Ktoś wiózł
małolatę do Rowów, nie miała pieniędzy, więc zaproponowała numerek,
ktoś inny przypomina sobie o dziewczynce, która obsługiwała poligon w
Wicku. Podobno na dworcu kręcą się jakieś "zarazy". Jeden z
taksówkarzy znalazł legitymację szkolną. Zgubiła ją dziewczyna
szarpiąca się z klientami.
Policja opisuje zjawisko w ponad stu przypadkach. To tylko strzęp
prawdy. Ostatnią, najpełniejszą analizą jest raport prof. Izdebskiego
i choć dotyczył on dorosłej prostytucji, można w nim znaleźć historie
nastolatek. Jedna z nich zarabia na studia, druga utrzymuje całą
rodzinę.
- Wiemy na pewno, że nastolatek prostytutek, szczególnie na prowincji,
jest coraz więcej - ocenia prof. Izdebski. - I że nie przeciwdziała
się temu zjawisku. Wiadomo, że w biedniejącym społeczeństwie coraz
więcej będzie dzieci na ulicy. Ale nie ma opiekunów i pracowników
socjalnych. Ci, którzy są, siedzą w urzędach i zajmują się "prawdziwą
biedą".
Opiekę społeczną mamy tradycyjną i konserwatywną. - W Polsce nie
prowadzi się monitoringu zjawiska, jesteśmy też jednym z nielicznych
krajów, które nie mają programu zwalczania nastoletniej prostytucji -
ubolewa prof. Izdebski. - To powoduje, że sprawa jest bezpańska i
właściwie nikt nie czuje się odpowiedzialny.
Prostytucja nieletnich była tematem I Kongresu przeciw seksualnemu
wykorzystywaniu dzieci w celach komercyjnych, który odbył się w 1996
r. w Sztokholmie. Polska delegacja podpisała się pod deklaracją 119
państw zobowiązujących się do wprowadzenia konkretnego programu
przeciwdziałania. I na tym skończyło się zainteresowanie urzędników. W
2001 r., gdy odbywał się drugi kongres w Japonii, lewicowy rząd Polski
nawet nie udawał, że problem go interesuje. Wśród 3 tys. delegatów,
przedstawicieli 134 państw, nie było nikogo z polskiego rządu. W
związku z tym w oficjalnych dokumentach sytuację polskich dzieci
porównano do tego, co dzieje się na Białorusi. - Temat jest na pewno
trudny - przyznaje prof. Izdebski. - Wymaga współpracy z innymi
krajami, a już u nas konieczne jest współdziałanie kilku resortów. No
i włączenie problemu do budżetu, a to jest najtrudniejsze. La Strada,
Fundacja "Dzieci Niczyje" i jeszcze kilka organizacji, nikt więcej nie
interesuje się problemem.Profilaktyka, terapia, odpowiedź na
najprostsze pytanie: Co można zaproponować takiej nastolatce? - te
sprawy zajmują tylko grupę nawiedzonych osób. Ciągle zdumionych, że
rząd SLD ma do zwalczania prostytucji nastolatek jeszcze mniej zapału
niż AWS. - Ci z prawicy są przekonani, że to patologia, że trzeba
ratować rodzinę - tłumaczy jeden ze działaczy organizacji TADA. - Za
to lewica wstydzi się prostytucji. Woli udawać, że jej nie ma, albo
łatwo ulega sugestiom, że są ważniejsze problemy.
Świnki z pogranicza
Świnki to początkujące dziewczyny, termin charakterystyczny dla
zachodniego pogranicza. W innych częściach kraju popularniejsze są
określenia lolitki albo mewki. Te ostatnie to wakacyjne prostytutki,
zarabiające głównie w miejscowościach nadmorskich. Nieletnie
prostytutki same o sobie mówią zarazy. Jest to skrót od określenia za
ile razy, za ile stosunków mogła sobie kupić np. kosmetyk.
Cichodajki to prostytutki z doskoku, ukrywające to zajęcie.
Zbigniew Izdebski założył stowarzyszenie, którego celem jest
zwalczanie dziecięcej pornografii i prostytucji. Organizacja jest
bardzo młoda, zarejestrowano ją przed dwoma miesiącami. Ale już
dzisiaj lobbuje w Sejmie i jest u progu wprowadzania programu
przeciwdziałania dziecięcej prostytucji. Zacznie, gdy MENiS da
obiecane pieniądze. Na razie w Sejmie powstało lobby w Podkomisji ds.
Młodzieży. Jej przewodniczący, Bogusław Wontor (SLD), połączył siły z
Henrykiem Ostrowskim z Samoobrony.
Najpierw molestowane
Dziewczyny z ośrodka wychowawczego (trafiają tam na wątpliwą
resocjalizację) nie mają domu, szkoły ani kościoła. Jedynym oparciem
jest grupa czekająca na zewnątrz. I dlatego większość z nich za
największy życiowy niefart nie uznała prostytucji, lecz pech, który
zamknął je w ośrodku. Grupa bywa różna. Dziś nowym zjawiskiem są grupy
złożone z dziewcząt w różnym wieku. Pół roku temu zatrzymano 17-letnie
uczennice gnieźnieńskich szkół, które zmuszały do prostytucji swoje
dwie młodsze koleżanki. 15-latki były wysyłane na drogę
Września-Gniezno.
Jednak grupa jest w ich wspomnieniach niezawodna. - To typowa
idealizacja - komentuje Krzysztof Martyniak. - One udają, że jest
fajnie, ale przecież w chwilach szczerości przyznają, że to kurewski
biznes, gdzie starsi wkręcają młodych, a wystawianie na wabia jest
początkiem tej specyficznej przyjaźni.
Jednak nawet ten "kurewski biznes" wygląda lepiej niż wspomnienia.
Prawie wszystkie były w dzieciństwie molestowane seksualnie (choć
żadna nie wie, że to się tak nazywa), ponad połowa została zgwałcona i
tutaj z nazwaniem strasznego wydarzenia nie mają kłopotu. Gdy
dorastały, jako przykład miały często siostrę z nieślubnym dzieckiem i
rodziców alkoholików. W domu mówiło się zachęcająco: "Chcesz mieć
ciuch, to sobie musisz zarobić".
Dzisiejsza "świnka" w środowisku rówieśników jest jedną z koleżanek,
jeśli odmienną, to dlatego, że bardziej wolną i wyrachowaną. Przed
laty musiała się liczyć co najmniej z ostracyzmem - to teza książki
zielonogórskiego socjologa Jacka Kurzępy. W "Młodzieży pogranicza"
przedstawia akceptowane przez młodzież formy zarabiania. Odpowiedzi
było bardzo wiele. Prostytucja jako dochodowa forma działalności z 5%
wskazań sąsiaduje z paserstwem i handlem samochodami. Tylko o 1%
przegrywa z uczciwą pracą. Jest akceptowana przez 63% chłopców.
Większość dziewcząt odrzuca prostytucję z przyczyn moralnych, jednak
godzą się na nią, by zarobić.
Zarobki są byle jakie - od kilku do kilkudziesięciu złotych. Jednak
najczęściej nastolatki żądają sumy, która pozwoliłaby kupić konkretny
ciuch lub kosmetyk. Możliwe są także dary w naturze - biżuteria,
walkman, perfumy. Za stosunek bez prezerwatywy, seks analny lub oralny
trzeba dołożyć kilka złotych.
Paniczny lęk
Ich lęki, nadzieje, niepewności - nikogo to nie interesuje. Jedynie
Joanna Moczydłowska z Młodzieżowego Ośrodka Wychowawczego w Goniądzu
przeprowadziła ankiety, których analizy znalazłam w "Problemach
alkoholizmu". 100 dziewcząt w wieku od 13 do 18 lat odpowiedziało na
wiele pytań. W środku sprytne i pomysłowe, pełne roszczeń, złości i
pesymizmu, ale na zewnątrz uprzejme i bardzo chcące zrobić dobre
wrażenie.
Dziewczyny z Goniądza preferują wszystkie męskie, siłowe cechy. Nie
mają dla siebie szacunku. Swoje życie oceniają bez entuzjazmu. "Raz
jest fajnie, a raz tak, że nie chce się żyć", napisała jedna z nich.
31% uznało, że ich życie jest okropne, tylko 6% sądzi, że może być
wyzwaniem. 35% pisze: "Mam ochotę wszystko rzucić i uciec", 62%
odczuwa lęk przed przyszłością określany jako paniczny.
Co druga dziewczyna z Goniądza jest przekonana, że to życie wepchnęło
je w taką beznadzieję. I rzeczywiście, warunki na pewno im nie
pomagały. Tylko kilka miało bardzo dobrą sytuację materialną, prawie
wszystkie wraz z rodziną korzystały z opieki społecznej. Rodzice to
bezrobotni na własne życzenie. - Te dziewczyny nie są potępiane przez
środowisko - mówi Marek Kunkel z Sekcji Prewencji Komendy Miejskiej w
Słupsku. - Wręcz przeciwnie, uważane są za zaradne, przedsiębiorcze,
umiejące walczyć z przeciwnościami.
Na jednym biegunie przyczyn jest bieda, na drugim wygórowane ambicje.
Prof. Izdebski zna dziewczynę, której całkiem dobrze sytuowani rodzice
odmówili studiów w USA, więc dorabia po lekcjach. Inna nie dostała
komputera, też zdecydowała się na seks za pieniądze. - Wśród młodzieży
znane są tzw. razy, na przykład kurtka za cztery razy lub bluzka za
dwa razy. Takie dziewczyny nie uważają się za prostytutki - tłumaczy
seksuolog.
Poza motywem materialnym jest jeszcze poczucie, że jest się gorszym.
Nieletni postrzegają świat poprzez młodzieżowe magazyny i seriale.
Ciuchy, samochody - siedząca przed ekranem zastanawia się, jak wejść w
ten świat.
Zdaniem Anny Ciupy z Polskiego Towarzystwa Psychologicznego,
otaczający nas świat jest przesiąknięty przyzwoleniem na prostytucję.
Konkursy piękności dla dziewczynek, pokazywanie ciała jako towaru, to
wszystko uczy od najmłodszych lat, że seks za pieniądze nie jest czymś
złym. Nawet jeżeli ma się kilkanaście lat. Zbigniew Izdebski
dostrzega, że dziecięca prostytucja to zaklęty krąg. - Te dziewczyny
często uciekają z domu przed przemocą seksualną - tłumaczy. -
Tragiczne jest to, że aby przetrwać, muszą się prostytuować, czyli
robić coś, co było potworne, czego chciały uniknąć.
Prostytutkami zostają nastolatki, które nie chcą kraść, ale wiedzą, że
same muszą się utrzymać. Prostytucja wydaje się spokojnym, pozornie
łatwym sposobem.
Raj cichodajek
Pewne siebie i uśmiechnięte. Ale wystarczy kilka pytań. Dziewczyny z
Goniądza uciekały w śmierć. 32% myśli, jak to zrobić, 43% spróbowało,
21% już kilka razy. - Śmierć to wybawienie - zapewniały i dla nich nie
było w tym ani odrobiny melodramatu.
Nastoletnie prostytutki uważały, że świat jest "źle urządzony", jedna
z nich określiła go jako pustą kulę. Jednak to, co je otacza
przyjmowały z filozoficznym poczuciem beznadziejności, o wiele
bardziej krytyczne były wobec siebie. Joanna Moczydłowska określa to
jako patologiczną samokrytykę i ogólne poczucie niegodności.
Oto bar w tej samej małej miejscowości pod Słupskiem, w której mieszka
Paulina i Karolina. Trzej mężczyźni i dwie dziewczynki popijają piwo,
trwa głośne dzielenie się "towarem". Ale gdy na ekranie telewizora
pojawia się jakaś erotyczna scena, barman krzyczy: "Małolaty, zamknąć
oczy". Śmieją się wszyscy goście.
Nocny rajd po restauracjach w Słupsku. Miasto przesiąknięte jest
prostytucją. Najpierw największa restauracja Moskwa, potem motel
Przymorze. - Te wszystkie bryki, co tu wjeżdżają, szukają młodych
dziewuch - tłumaczy taksówkarz.
Moskwa to szary, betonowy gmach z czerwonymi gwiazdami. W środku na
ścianach sierp i młot, ale goście bawią się przy techno. Toaleta
opanowana przez nastolatki wymieniające uwagi na temat klientów.
Jednak większość, jak informuje szatniarz, wyniosła się z Moskwy. -
Nie ma tu dla nich życia - tłumaczy mężczyzna. - Te starsze
wypowiedziały im wojnę. Potem opowiada, że do niedawna Moskwa była
rajem cichodajek. - Na wejściu taka małolata dostawała darmowe piwo z
narkotykiem - wyjaśnia - i tak urabiano gówniary. Jak się uzależniły,
stawały się własnością mafii. To w ten sposób zrobiono dziwkę z tej
17-latki, którą potem zabito w Draculi.
Taki jest Słupsk położony w pół drogi między Szczecinem a Gdańskiem,
blisko Ustki, Rowów i Łeby, miasto z 40-procentowym bezrobociem.
Dziś najmłodsze przeniosły się do baru Aga i do Killera,
najniebezpieczniejszej knajpy w Słupsku. Tu bawi się słupski
półświatek. Na murku odpoczywają dwie licealistki. Zapewniają, że
wpadły tylko na colę. Rodzice? - Mogę wrócić nawet rano - zapewnia
jedna z nich. - Bylebym była w porządnym stanie. A po mnie nigdy nic
nie widać.
Czy nie boją się, że zatrzyma je policja? - Natapiruję włosy, tapetę
nałożę i nikt mi nie da mniej niż 20 lat - wyjaśnia koleżanka, ale nie
rozwija tematu, bo z ciemności wyłania się mężczyzna w czarnej skórze.
- Dziewczyny, albo do środka, albo spierdalać stąd - zarządza.
Wybierają pierwszy wariant.
Dopiero w Adamku, jedynej państwowej restauracji w Słupsku, można
spotkać uczennice bez ochroniarzy. W klimatach z późnego Gierka bawią
się bardzo biednie ubrane dziewczyny (na oko 14-latki) i kilku
mężczyzn w okolicach pięćdziesiątki. - Sprawdzałam jej dowód, ma 21
lat - zapewnia właścicielka lokalu. Patrzymy na dziewczynkę, która
wygląda jak wyrwana z klasy.
W Killerze, Adamku i Adze nikt nie przejmuje się chroniącą młodych
przed prostytucją Konwencją Praw Dziecka, a nawet o niej nie słyszał.
Nikt nie przejmuje się także faktem, że za stręczycielstwo kodeks
karny przewiduje od roku do 10 lat więzienia.
Rodzice niezainteresowani
Większość nastoletnich prostytutek mieszka z rodzicami, uczą się. Ale
więzy rodzinne są tu specyficzne. Dopóki same kupują sobie ciuchy i
jedzenie, dopóty dorośli nie interesują się ich pomysłem na życie.
Gorzej, gdy zaczynają się ucieczki. - Łapie taką panienkę policja,
zawozi do izby dziecka, rodzice odbierają, ale za piątym razem mówią:
"Pan spierdala z tą dziewuchą" - opowiada jeden z wychowawców
warszawskiej izby dziecka.
- Dziś, kiedy nie ma już tzw. obyczajówki, ludzie uważają, że policja
w ogóle nie zajmuje się prostytucją - mówi Tatiana Papaj z Wydziału
Kryminalnego Komendy Głównej Policji. - Tymczasem w sprawach
nieletnich jest to demoralizacja i na pewno trafi do sądu.
- Nieletnią obrabia się w sądzie - tak mówią policjanci i poza
środowiskowym wulgaryzmem jest w tym sformułowaniu pewne poczucie
beznadziei. Bo czy można rodziców zmusić w sądzie, by zajęli się swoim
dzieckiem? By otworzyli oczy, dotąd przymknięte, na problem
prostytucji. O wiele większe nadzieje Tatiana Papaj wiąże z
policyjnymi pogadankami w szkołach. Prostytucja jest tam wpleciona
jako jeden z tematów. - Policjanci wiedzą, że nie wolno im pouczać i
nakazywać, raczej przestrzegają. Jeżeli choć w kilku głowach zapali
się czerwona lampka, to będziemy zadowoleni - tłumaczą pracownicy
wydziału kryminalnego.Tatiana Papaj zajmuje się prostytucją
"odgórnie". Jednak im niżej, tym więcej jest policyjnej frustracji. -
Żeby stwierdzić prostytucję takiej małolaty, muszę ją przyłapać na
przyjmowaniu pieniędzy - mówi Marek Kunkel ze słupskiej policji. - A
najczęściej takie panienki potrafią się wyłgać, że właśnie umówiły się
na kawę z wujkiem.
W słupskiej policji powołano aż osiem zespołów mających przeciwdziałać
patologiom, między innymi nastoletniej prostytucji. - Wątpię, żeby je
rozpracowali - to najczęstsze komentarze taksówkarzy.
Policja nie ma zbyt wysokich notowań. Przeważnie policjanci
"odpuszczają sobie" nastoletnie prostytutki, bo mają większe problemy.
Ratunkiem byłby hostel
Po kilku latach trudno wyjść. Wolontariusze z organizacji TADA
napotykają ścianę. - Dla takiej dziewczyny dorosły jest kimś złym -
tłumaczy Krzysztof Martyniak. - Długo trwa zdobywanie zaufania,
rozmowy. Nie wolno niczego im narzucać, raczej trzeba matkować i
doprowadzić do sytuacji, że młody człowiek ma poczucie wolnego wyboru.
Krzysztof Martyniak próbuje do nich dotrzeć wieczorami, dwa razy w
tygodniu, ale tak jak inni wolontariusze działa nielegalnie. Także
nielegalna jest dobroć siostry Małgorzaty Chmielewskiej, przyjmującej
dziewczyny do swoich domów. Zgodnie z prawem, każda panienka powinna
trafić do policyjnej izby dziecka, a to jest tylko miejsce
zatrzymania. Nie ma pomocy. Zbawieniem byłby hostel. Do idei jego
powstania wracają wszyscy moi "nielegalni" rozmówcy.
Sens jego istnienia ciągle pojawia się w rozmowach z prof. Izdebskim.
- To nie powinna być typowa placówka wychowawcza - tłumaczy. - Ale
rodzaj hoteliku, w którym dziewczyna mogłaby przetrwać kilka dni,
nawet nie podając nazwiska. One bardzo się tego boją. Podejrzewają, że
dorośli zaraz ściągną rodziców albo policję.
A z drugiej strony, tęsknią za innym dniem. 42% dziewcząt z Goniądza
miało nadzieję, że potrafią zmienić swoje życie. Co czwarta wierzyła,
że przełom przyniesie miłość. Tylko jedna uznała, że jej życiowym
celem jest powodzenie u mężczyzn. Żadna, opisując to, co robiła, nie
użyła słowa prostytucja. Wszystkie chciałyby zapomnieć o przeszłości.
Ale mają też wrażenie, że życie się kurczy. Jedna z młodych bohaterek
książki Jacka Kurzępy nie widzi się poza zawodem. Przyszłość? - Kiedyś
może rodzina i dzieci, no i po życiu - mówi. To do takich dziewcząt
dociera Krzysztof Martyniak. - Na zawsze zapamiętam twarze tych, które
wyszły i wróciły do prostytucji - mówi. - Ale i tych, którym się udało |