::  STRONA NIE TYLKO DLA DZIENNIKARZY  ::

 
   

 

KUBA WOJEWÓDZKI O
SZKOŁACH DZIENNIKARSKICH
  sondy sms forum czat

 

 
DZIENNIKARZE I WŁADZA | SKANDALE MEDIALNE | WYWIAD TYGODNIA |

TEMAT MIESIĄCA

DŹWIĘKI
FOTO
NEWS
PORADY
TEKSTY
STUDIA
PROFESJA
LITERATURA
SZUKAJ
LINKI
QMPLE
AUTOR
KSIĘGA GOŚCI

Gdy człowiek nic w życiu robić nie potrafi, zostaje nauczycielem i uczy innych. Gdy nawet uczyć nie potrafi, zostaje nauczycielem WF-u i powołuje dożycia kolejne roczniki ze skrzywieniem kręgosłupa. A gdy młodemu, naiwnemu obywatelowi zamarzy się kariera medialna, co mu przychodzi na myśl? Studia dziennikarskie! Jawią się one furtką do edenu sławy i bycia masowym pieszczochem. Pójdę na uniwerek, powalę komisję swoim intelektualnym wunderwaffe, orężem osobowości rozpłatam ich stetryczałe mózgi i po pięciu latach dziennikarskiego kurnika wyjdę na wolność niczym kogut wielojajeczny (multimedialny) i zadziwię świat... Otóż, moi drodzy, tak nie jest! Studiowanie dziennikarstwa to pieczołowicie konserwowany mit. Dziennikarstwo na uczelni to rakieta marzeń i euforii, w której nie odpala kolejny człon i zatrzymuje się na orbicie stęchłego nudziarstwa... Cynicy powiadają, iż dziennikarz to taki jegomość, który nie ma żadnej myśli i pięknie to potrafi wyrazić. Odnoszę wrażenie, że studia dziennikarskie produkują takich właśnie gigantów miałkości, płytkości i banalności. Nie znam wybitnych rodzimych dziennikarzy, którzy skończyli wyłącznie ten kierunek.

Sam wiele lat temu marzyłem o karierze barwnego rycerza ostrego pióra i bezkompromisowych sądów. Szedłem na studia niczym do szkoły rycerskiego fechtunku – uczyć się od mistrzów sztuki walki na słowa, argumenty i racje. Chciałem być małym rycerzem wielkich prawd. Romantyzm nieugiętości kipiał w nas niczym biopaliwo w silniku ferrari. Czekaliśmy na eksplozję... Mijały dni, tygodnie, semestry. Lata. Średniej klasy zawodnicy wykładali nam smętne prawdy o drewnianych czcionkach, „atrakcyjne” newsy na temat systemu prasowego Wietnamu, a następnie wysyłali na praktyki do podrzędnej gazety, by w finale oddelegować do tzw. Pracowni radiowej i telewizyjnej. Tam ubaw co niemiara, bo smutny, zakurzony pan, o którym zapomniało i radio, i historia, opowiadał nam o ilości mikrofonów pojemnościowych w Polskim Radiu przed i po II wojnie światowej...

Wizja Gombrowiczowskiej radiowej (oczywiście mojej) „hulajgęby” oddalała się w zastraszającym tempie. Czułem, że rosną mi skrzydła, które zamiast w mgnieniu oka uczynić mnie Markiem Niedźwieckim 2, wywiozą mnie do zakładu dla zbyt wcześnie obłąkanych z powodu gwałtownej utraty złudzeń. Nic tylko zafundować sobie komplet wypoczynkowy – trumnę dla niegdysiejszej wiary i dwa świeczniki...

I tak powstawały kolejne roczniki przeżuwaczy cudzych myśli. Notowali płynący strumieniami bełkot i wymiotowali nim na egzaminach, wierząc, iż ich Pegaz stoi już zaparkowany przed wydziałem... Zastawialiśmy swe marzenia i entuzjazm w lombardzie pseudoedukacji... Czym jest bowiem dziennikarstwo? To nie jest wiedza, którą można zdobyć. To pasja, instynkt, chęć, zafascynowanie innymi światami. To stan ducha, wojna myśli, wieczne nienasycenie i absolutna żądza poznania. To chęć komunikowania się ze światem i na świat otwarcie. To konstruktywna opozycja wobec świata.

Kiedyś na kostiumie Supermana w sklepie z zabawkami widziałem napis: „Uwaga, ten kostium nie umożliwi ci latania!”. Na bramie Instytutu Dziennikarstwa UW powinno być analogiczne ostrzeżenie: „Ten wydział nie umożliwi ci latania”. Ewentualnie coś bardziej patetycznego: „Porzućcie wszelką nadzieję, wy, którzy tu wchodzicie”.

Janko Muzykant, jak to przed laty napisał mój kolega, ledwo zipał, ale zipał. Produkcja dziennikarzy już nie zipie. Gdy konfrontuję swe doświadczenia z opowieściami przyszłych bojowników medialnego rynku, to oblewa mnie zimny pot.
Dla sztuki, podobnie jak dla nauki, nie są niebezpieczni podpalacze, tylko strażacy gaszący zapał i pasję. Najbliższa szkoła pożarnicza... na Krakowskim Przedmieściu. Nie polecam. Gdy mnie ktoś pyta – „A jednak ty studiowałeś i tobie się udało...” – odpowiadam: nie można kogoś wyprzedzić, jeśli chodzi się jego śladami. Pragnienie jest połową sukcesu i dlatego w połowie pierwszego roku podjąłem indywidualny tryb realizacji marzeń – taki, by nie rozdziobały mnie kruki i wrony rutyny i kaleczenia duszy. Uczcie się mądrze wybierać nauczycieli. To nie uczyni Waszych talentów bezdomnymi.

Kuba Wojewódzki

                                         copyright by szpila.net 2005