::  STRONA NIE TYLKO DLA DZIENNIKARZY  ::

 
   

 

LITERATURA DLA DZIENNIKARZY   sondy sms forum czat

 

 
DZIENNIKARZE I WŁADZA | SKANDALE MEDIALNE | WYWIAD TYGODNIA |

TEMAT MIESIĄCA

DŹWIĘKI
FOTO
NEWS
PORADY
TEKSTY
STUDIA
PROFESJA
LITERATURA
SZUKAJ
LINKI
QMPLE
AUTOR
KSIĘGA GOŚCI
 
 
SUBSKRYPCJA

 
 

polskaglupcze.jpg (16643 B)  Jest zestaw felietonów, a punktem wyjścia do tych felietonów są hasła pojawiające się zresztą coraz częściej i szybciej. Hasła z naszego słownika politycznego. Ostatnio mieliśmy: semantyczne nadużycie, demokratyczna rutyna. W tych hasłach chodzi nie tylko o język, choć to język mnie w tym interesuje, ale też to, co się kryje za tym językiem, bo ten język w polskiej polityce coraz bardziej służy nie opisowi zjawisk ale staje się narzędziem politycznym - opowiada wortalowi Wirtualnemedia.pl o swojej najnowsze książce Tomasz Lis.

- Paradoks tej książki polega na tym, a może to jest paradoks życia politycznego w Polsce, że ja dziś (29 września - red.) po raz szósty raz tę książkę aktualizuję. Co chwilę pojawiają się nowe hasła, a te które były nabierają albo nowego sensu, albo coś trzeba do nich dodać. Dziś się śmieje, że to jest taka książka, która się powinna ukazywać permanentnie, co miesiąc wymaga uaktualnienia, ale już są granice. Zabawne jest to, że dziś koledzy, koleżanki przysyłają mi sms-y: „Dziękujemy za książkę”. Ja odsyłam: „Nie, nie czytajcie, za chwilę będzie odświeżona - dodaje Tomasz Lis.

Jakie były powody powstania książki 'Polska, głupcze!'?

- Żeby się ukazało jak mówił Zygmunt Kałużyński. Ten język polityki mnie bardzo interesuje, od czasu, gdy PiS objęło władzę, choć już wcześniej. Ten język powiedziałbym jest strasznie dynamiczny: łże-elity, IV RP, moralna rewolucja; tych haseł jest strasznie dużo i pomyślałem, że warto się zastanowić i nad słowami i nad językiem. Nad sensem i znaczeniami i nad polską polityką przy okazji a może przede wszystkim - mówi nam Tomasz Lis.

Dlaczego „Polska, głupcze!” a nie np. „Polityka, głupcze!”?

Nie, bo sens jest prosty i oczywisty. „Polska, głupcze!”… książka napisana jest w stylu trochę drwiąco-ironicznym, ale jednocześnie przesłanie jej, taki był przynajmniej plan, czy to się udało, trudno mi oceniać, jest bardzo poważne. My się bawimy trochę patrząc na politykę, szydzimy z polityków, drwimy z tego, co widzimy. Mamy do tego coraz większy dystans, tylko problem polega na tym, że to nie jest zabawa. To jest nasze życie. To jest coś, co decyduje o tym, jak my żyjemy, jak nasze dzieci i nasze wnuki będą tutaj żyły. „Polska, głupcze!” nie jest obrażaniem kogokolwiek, ale jest apelem, ludzie, no OK, są śmieszne rzeczy, to się śmiejemy, ale żeby nam gdzieś z oczu nie znikał cel i sens tego wszystkiego, co się dzieje, a mam wrażenie, że znika - kończy Tomasz Lis.

Książka, którą wydaje wydawnictwo "Świat Książki", w księgarniach będzie dostępna od soboty w cenie 29,90 zł. Patronem medialnym jest m.in. wortal Wirtualnemedia.pl.

„Polska, głupcze!” to już ósma książka w dorobku Tomasza Lisa. Do tej pory ukazały się: "Jak to się robi w Ameryce", "Zawód korespondent", "Wielki finał. Kulisy wejścia Polski do NATO" , "List z Ameryki", "ABC dziennikarstwa" (wspólnie K. Skowrońskim i M. Ziomeckim), "Co z tą Polską?” i "Nie tylko Fakty".

Fragment książki “Polska, głupcze!”

WSTĘP
Gdy polityka - jak w Polsce - jest marnej jakości, a polity­cy są mierni, niedojrzali i nadpobudliwi, bardzo cierpią nie tylko ludzie. Cierpią także stówa. Bo niedostatek my­śli kompensowany jest nadmiarem słów. Bo brak czynów jest zagadywany. Bo nieporadność w zmienianiu rze­czywistości wymaga jej zaklinania. Albo zakłamywania. A najczęściej jednego i drugiego.
Słowa dostają strasznie w kość za sprawą naszych poli­tyków. Bo większość z nich ma potworne kompleksy, więc nie ma szacunku dla siebie. Ponieważ nie szanują siebie, nie szanują też wyborców. Ponieważ nie szanują wybor­ców, mówią, co im przyjdzie do głowy. A ponieważ zwyk­le nie przychodzi im nic nadzwyczajnego, mamy psucie polityki, któremu towarzyszy psucie języka.
Na pomysł napisania tej książki wpadłem, gdy nastała u nas nowa władza, czyli, jak chcą niektórzy, u zarania IV RP Dlaczego wtedy? Bo od 1989 roku w żadnym mo­mencie nie zaprzęgnięto języka do realizacji celów czysto politycznych. Bo w żadnym momencie w III RP nie posłu­giwano się nim tak cynicznie do redefiniowania znanych pojęć, do piętnowania wrogów, do odwracania kota ogonem. W żadnym momencie też nie kłamano z taką energią i systematycznością. A wszystko zaczęło się, gdy politycy, z którymi większość Polaków wiązała duże nadzieje, nadali szyderczy wydźwięk słowu „popis" (PO-PiS, do­kładniej). To było nieświadome i niezamierzone, spowo­dowane genetyczną niezdolnością do zawierania kom­promisów. Ale potem doszło już do metodycznej akcji korumpowania języka. Pojawił się „układ", pojawiły się „łże-elity", pojawił się „imposybilizm", pojawiły się „cieniasy". Brutalizacja języka zaczęła się dużo wcześniej, a patronem akcji „mistrz niszczenia mowy polskiej" był późniejszy wicemarszałek sejmu i wicepremier. Ale w jego wykonaniu miało to charakter spontaniczny. Od roku natomiast ma charakter przemyślany. Język służy definio­waniu przeciwnika („łże-elity" właśnie). Służy też ukry­waniu prawdy o swych zamiarach („imposybilizm"). Cza­sem niszczeniu języka towarzyszy próba zawłaszczenia określonych słów - „patriotyzm" ma być związany z okreś­lonymi siłami politycznymi, które mają mieć monopol na jego jedynie słuszną interpretację. Epitetami stają się słowa, wcześniej mające zupełnie inny wydźwięk. Przykłady -„salon" czy „autorytety".
Słowa, jak w PRL-u, stały się więc narzędziem ideolo­gii. I spoważniały. Kiedyś miały więcej wdzięku, nawet ta­kie jak „oszołomy" czy „popaprańcy". Dziś są cięższe, sie­kierą ciosane - „łże", „tchórz", „zwarty ordynek", mamy bowiem czas „wzmożenia moralnego" i „rewolucyjnej czujności". Słowa poszły w kamasze.
Warto prześledzić, co się w ostatnich kilkunastu latach stało z naszym językiem politycznym, jak zmieniały się słowa, jak zmieniał się ich sens. Czasem, obserwując ten proces, można się uśmiechnąć, więcej jest jednak, nieste­ty, powodów do smutku. Kolejna stracona szansa, kolejna grupa zbawicieli, uważających, że oni tu są na wieki wieków amen. Znowu tracimy czas, drepcząc w miejscu i pa­trząc, jak władza, zamiast być narzędziem wielkiej moder­nizacji Polski, staje się lekiem na kompleksy i obsesje.
Skąd tytuł tej książki? I do kogo jest adresowany? Do nas wszystkich. Kolejne POPIS-y, kolejne pokazy buty, ko­lejne akty błazenady budzą w nas często radość, a pogar­da dla polityków znajduje codzienną pożywkę. Jest tylko jeden, maleńki problem. To nie jest reality show. To jest nasz kraj, który dostał największą szansę w historii. Jeśli jej teraz koncertowo nie marnujemy, to na pewno robi­my bardzo wiele, by jej nie wykorzystać. Jest tak, jak chcieliśmy jeszcze całkiem niedawno? O czymś takim ma­rzyliśmy? O takiej władzy? Więc mówię do siebie, do nas, do władzy - „Polska, głupcze!". Clinton i jego ludzie, mó­wiąc: „Gospodarka, głupcze", nikogo nie obrażali. Przypo­minali sobie, wypisując to hasło na ścianie, o tym, co naj­ważniejsze, by w chaosie nie zgubił się cel. I drogowskaz. Lepiej o nim pamiętać, zanim na drodze pojawi się inny: „Ślepa ulica".


MY RAZEM Z BRATEM
Takiego politycznego partnerstwa jak w przypadku bra­ci Kaczyńskich świat jeszcze nie znał. Polska oczywiście też nie, choć Polska nie powinna być zaskoczona, bo przecież już jako Jacek i Placek otwarcie zapowiadali: „my jesteśmy tacy dwaj, tacy dwaj na cały kraj". Ow­szem, byli bracia Kennedy, ale gdyby odnieść ich funkcje do polskiej rzeczywistości, to jeden z nich był prezy­dentem Kaczyńskim, a drugi ministrem Ziobrą, nie był to więc duet aż tak wszechwładny jak nasz. Poza tym, bracia braćmi, a bliźniacy bliźniakami - to najwyższy sto­pień bliskości i jedności. A wiadomo, że w polityce bra­terstwa, poza wspólnotą krwi, nie ma. Duetowi Kaczyń­skich nie dorasta więc do pięt ani duet Blair - Brown, ani amerykańskie duety Clinton - Gore czy Bush - Cheney. Blair gra z Brownem w jednej drużynie, ale jakby Brown mógł, to Blair by już w niej nie grał. I wzajemnie. Clinton z Gore'em stworzyli sprawny tandem, ale wcale się nie kochali. Clinton Gore'a szanował, ale uważał za kiep­skiego polityka. Gore Clintona podziwiał, ale nie szano­wał. Cheney na Busha wpływa, ale wielkiego szacunku dla niego nie ma. Bush z pomocy Cheneya korzysta, ale komfort w ich wzajemnych relacjach wynika głównie z faktu, że prezydent wie, iż „wice" nie chce zająć jego miejsca. Krótko mówiąc, w żadnym z politycznych du­etów nie mamy choćby cienia zaufania, oddania i wza­jemnego poświęcenia, jakie mamy w przypadku braci Kaczyńskich, dwóch podobnych do siebie ludzi albo, jak mówi Lech Wałęsa, jednego człowieka o dwóch gło­wach. Wynikająca z więzów krwi, podobieństwa i blisko­ści narodzin wspólnota braci Kaczyńskich ma swe od­niesienie werbalne. Obaj bezwiednie używają bowiem zwrotów „ja z bratem", „my z bratem", „ja razem z bra­tem". Wiadomo, że oni razem i że z bratem, ale zawsze jeszcze to podkreślają.
Szczególnie często czyni to Lech Kaczyński, który pa­nu prezesowi Kaczyńskiemu „zameldował wykonanie zadania", choć musiał, a w każdym razie powinien wiedzieć, że te słowa to niezręczność i polityczny błąd.
Przykłady, że „razem z bratem"? Najpierw cytaty z Le­cha Kaczyńskiego:
„To myśmy się z bratem narazili na opinię pierwszego i drugiego oszołoma w Polsce".
„Razem z bratem zmuszono nas do trzech kosztow­nych procesów". (Tu chęć użycia zwrotu „razem z bra­tem" była tak silna, że powstał twór, z którego może wy­nikać, że to brat zmuszał, a nie brata zmuszano).
„Byliśmy z bratem ofiarami różnych zarzutów, które nie miały żadnego związku z rzeczywistością".
„W czasach PRL-u razem z bratem nie wyobrażaliśmy sobie, że moglibyśmy żyć w kraju, w którym jest opozy­cja, i do niej nie należeć". (Jak widać, Lech Kaczyński nie tylko robił rzeczy razem z bratem, ale i nie wyobrażał so­bie, też razem z bratem).
„Ja jestem teraz w takiej fazie, że popieram inicjatywę mojego brata i utożsamiam się z nią". (Braterstwo, a do­kładniej bliźniactwo, wymaga nie tylko popierania - każe się z popieranym bratem utożsamiać).
„Być może jestem, razem z bratem oczywiście, liderem tych komitetów w sensie przenośnym". (Nie wiadomo, czy „w sensie przenośnym" odnosi się do „liderem", czy do „komitetów". Wiadomo, że nie odnosi się do „razem z bratem").
Polityczny związek braci Kaczyńskich jest całkowicie pozbawiony elementów egoizmu. Wystarczy przypo­mnieć, że do poważnej kłótni między nimi doszło nie dla­tego, że każdy z nich chciał czegoś dla siebie, ale dlatego, że Jarosław Kaczyński tak bardzo chciał prezydentury dla Lecha, że zrezygnował z funkcji premiera, a Lech Kaczyń­ski tak bardzo chciał premiera Jarosława Kaczyńskiego, że tę rezygnację miał mu za złe, choć wiadomo, że w gruncie rzeczy był mu za nią głęboko wdzięczny. Złość na to, że ktoś nam daje, co ma najcenniejszego, zamiast zachować to dla siebie. To więcej niż partnerstwo. To, bez cienia iro­nii, miłość. Po kilku miesiącach premierostwa Kazimierza Marcinkiewicza, nazywanego tylko przez złośliwych Marionetkowiczem albo Obiecankowiczem, stało się zresztą to, co prędzej czy później stać się musiało. Premierem zo­stał Jarosław Kaczyński. Tuż po wyborach parlamentar­nych, wyciągając z cylindra Kazimierza Marcinkiewicza, mówił wprawdzie, że Polacy będą mieli trudności z zaak­ceptowaniem bliźniaków na dwóch najważniejszych
sta­nowiskach w państwie, ale nie przesadzajmy z tymi Po­lakami. Przyzwyczaili się do wicepremiera Giertycha i wicepremiera Leppera, to przyzwyczają się i do premie­ra Kaczyńskiego. Poza tym skończyła się gra pozorów. Z sondaży wynikało przecież, że mniej wykształceni Pola­cy całkiem poważnie twierdzą, że najbardziej wpływową w Polsce osobą był Kazimierz Marcinkiewicz. „Ciemny lud to kupił"? Należało więc lud z błędu wyprowadzić. I wyprowadzono.

Tomasz Lis
Ur. 1966 w Zielonej Górze, jeden z najpopularniejszych polskich dziennikarzy telewizyjnych, twórca programu informacyjnego „TVN Fakty” (emitowanego na antenie stacji TVN) i „Wydarzenia” (nadawanych w telewizji Polsat).
Karierę rozpoczął w TVP, początkowo prowadził wieczorne „Wiadomości”, potem został sprawozdawcą parlamentarnym "Wiadomości". W 1994 roku został korespondentem w USA. W 1997 r. rozpoczął pracę w powstającej wówczas stacji TVN. Był współtwórcą i głównym prezenterem Faktów – głównego serwisu informacyjnego TVN. Od 2004 roku został Członkiem Zarządu i Dyrektorem Programowym telewizji Polsat, gdzie program publicystyczny „Co z tą Polską?”.
Laureat licznych nagród, otrzymał m.in. trzy Wiktory, tytuł Dziennikarza Roku 1999, nagrodę dla najlepszego publicysty w konkursy Telekamer 2006.
-------------------------------------------------------------------------------------------------
korespondent.jpg (235092 B)
 

Magdalena Hodalska
Korespondent wojenny
Ofiarnik i ofiara we współczesnym świecie
Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków
ISBN 83-233-2161-2, 2006, format B5, s. 156, oprawa miękka, cena 29,90 zł

Korespondenci wojenni to "plemię koczownicze", które nie ma stałego miejsca pobytu i pomieszkuje tam, gdzie toczy się wojna. Nie słucha rozkazów jednego przywódcy, słucha za to kul i "biegnie za zapachem prochu". Plemię specjalnych wysłanników nie zamieszkuje jednego, konkretnego obszaru, a jego członkowie rozproszeni są po całym świecie. Kontrolują rozwój wypadków w tzw. strefach konfliktu.
To opowieść o dziennikarzach, którzy nie wrócili z Iraku i nie dokończyli swojego ostatniego materiału. Terry Lloyd, Taras Protsyuk, Dana Mazen, Keveh Golestan, Christian Liebig, Enzo Baldoni, Waldemar Milewicz - siedmiu reporterów - siedem historii życia i śmierci.

Korespondent staje się łącznikiem między dwoma światami: pokoju i wojny, niczym ofiara pośrednicząca między domenami sacrum i profanum. Reporter zostawia za sobą świat, "w którym można spokojnie pić piwo i do ładnych dziewcząt się nie strzela", i wyjeżdza tam, gdzie "człowiek jest niemal mokry od łez ofiar, a ludzie siłą domagają się, żeby ktoś ich wysłuchał". Dziennikarz zdaje relacje z tego, co widział, niczym ofiarnik, który kiedyś składał dary bogom. Darem reportera jest news, dla którego narażał … i stracił życie.
Paradoksalnie, to właśnie wiadomość o śmierci dziennikarza trafia na pierwszą stronę i przybliża telewidzom realia wojny bardziej niż wszystkie jego wcześniejsze relacje.

Książka jest doskonałym materiałem poznawczym niekoniecznie dla studentów dziennikarstwa, ale przede wszystkim dla wszystkich tych, którzy pragną poznać pracę i specyfikę jednego z bardziej niebezpiecznych zawodów i specjalizacji w profesji dziennikarskiej. Napisana szczerze i uczciwie,  a jednocześnie na tyle wyraziście, by czytelnik mógł poczuć każdą mrożącą krew w żyłach chwilę, jaką korespondent wojenny przeżył i każdy z tych specyficznych momentów, który stał się jego udziałem.
Pozycja dla wymagających. Zarówno od siebie, jak i od innych.


więcej literatury dziennikarskiej tego wydawnictwa:
-------------------------------------------------------------------------------------------------

"Ta książka jest o dziennikarzach i mass mediach, o tym, jaki jest wpływ dziennikarzy na rzeczywistość i co wpływa na nich samych i ostateczny kształt ich pracy. Poprosiliśmy o pomoc w znalezieniu odpowiedzi na to pytanie, tak wybitnych dziennikarzy, jak: Kamil Durczok, Jan Pospieszalski, Wojciech Skowroński,Rafał Ziemkiewicz, Jacek Żakowski, oraz gościa praktycznie wszystkich programów publicystycznych Antoniego Dudka. Wszystkim im bardzo dziękujemy za okazaną życzliwość pomoc.

"W naszej książce zastanawialiśmy się, jakie czynniki mają wpływ na kształt i odbiór programu, a także na sposób jego prowadzenia i tworzenia, zwłaszcza w kontekście świadomych lub nieświadomych manipulacji, które mogą się zdarzyć w trakcie telewizyjnych dyskusji. Skąd się bierze się wpływ, jaki tego rodzaju produkcje wywierają na swoich odbiorców i co oni z tego tak naprawdę mają (oprócz rozrywki).
Nic tak nie pomaga złu, jak bezczynność dobrych ludzi. Zwłaszcza, jeśli
oglądają telewizję. A w telewizji są właśnie politycy i dziennikarze. Albo
dziennikarze i politycy. Prawdopodobnie ważniejsi są dziennikarze, bo
przynamniej zajmują się jakąś konkretną robotą, to znaczy wydobywają - niczym sokratejscy akuszerzy - otmęt przemyśleń i refleksji politycznej
natury z kandydatów na mężów stanu. Chociaż... Może odwrotnie... ważniejsi są politycy, mozolnie unikający podstępnych pułapek dziennikarzy, wijący się (często niczym Piekarskim na mękach) w krzyżowym ogniu pytań.
A może właśnie najważniejsi jesteśmy my, bo na to patrzymy... zresztą zwykle zbyt mało krytycznie, żeby nie powiedzieć bezmyślnie.
Nośnikiem, jakich wartości są media? Na czym polega odpowiedzialność ludzi pracujących w mass mediach i wobec kogo odpowiadają? Powstał swoisty trójkąt bermudzki: dziennikarze, politycy i my - odbiorcy, zwani też niekiedy opinią publiczną. Kto jest najważniejszy? Kto jest, "dla kogo"? Niektórzy mówią, że czwarta władza przejęła ster i dodają, że ogon zaczął kręcić psem. A może jest to pełna symbioza?" (z książki)"

 -------------------------------------------------------------------------------------------------

W tej książce i na dołączonej płycie CD zawarte zostały wszystkie teksty, materiały radiowe i telewizyjne nominowane i nagrodzone w konkursie dziennikarskim Grand Press 2003.
Grand Press. Dziennikarskie hity 2003” pozwolą czytelnikom, słuchaczom i widzom przypomnieć sobie najważniejsze wydarzenia minionego roku utrwalone w tych materiałach, a studentom dziennikarstwa – uczyć się warsztatu od najwybitniejszych przedstawicieli zawodu.

-------------------------------------------------------------------------------------------------

42 rozmowy” to drugi po książce „Przy mikrofonie” (Universitas, 1999) liczący prawie 400 stron wybór z zapisów muzycznych spotkań, obejmujący lata 1999-2004. Wzbogacony o liczne ilustracje, unikatowe zdjęcia, autografy oraz 80-minutową płytę zawierającą najciekawsze wypowiedzi wszystkich artystów.
Piotr Kaczkowski, urodzony w Krakowie w walentynkowy wieczór 1946 i wkrótce przewieziony do Warszawy. Relegowany ze szkoły muzycznej za granie rock and rolla. Debiutował jako siedmiolatek, grając na fortepianie w audycjach dla przedszkolaków.
Jak mówi, połowę zarobionych w życiu pieniędzy wydał na płyty, drugą na bilety. Był w kilkudziesięciu krajach i na kilku tysiącach koncertów. Całą dobę wchodził najdłuższą trasą na Fuji, na dwunastometrowej żaglówce dwukrotnie przepłynął Trójkąt Bermudzki. W jego dwupokojowym mieszkaniu w centrum Warszawy nie ma wewnętrznych drzwi.

-------------------------------------------------------------------------------------------------

Lis, Skowroński i Ziomecki o dziennikarstwie
"Trzej świetni dziennikarze pokazują, dlaczego takimi są" - krótko opisuje książkę profesor Jerzy Bralczyk. Na 100 stronach autorzy, znani szerokim kręgom odbiorców, w konkretny i dowcipny sposób opisują niuanse pracy w mediach. ABC dziennikarstwa zostało pomyślane jako zwięzłe wprowadzenie do zawodu dziennikarza, oferuje rady i konkretne przykłady dla osób zainteresowanych pracą w prasie, radiu lub telewizji.
Do wydania dołączono CD-ROM z prezentacjami filmowymi i dźwiękowymi, przygotowanymi przez autorów, które w praktyczny sposób uzupełniają treść podręcznika.  "ABC dziennikarstwa", już kilka dni po ukazaniu się trafiło na listę bestsellerów księgarni internetowej Merlin. Pozytywne recenzje książki zamieściły m.in. miesięcznik Press, tygodnik Polityka oraz dziennik Rzeczpospolita.

-------------------------------------------------------------------------------------------------

Umiejętność sprawnego czytania i pisania nabył już chyba każdy. Rzecz ma się jednak inaczej z pisaniem przeznaczonym na odbiór szerszej publiczności. To potrafi niewielu.
O dobrym pisaniu traktuje „Nowa retoryka dziennikarska” Walerego Pisarka. Autor na dwustu dziewięćdziesięciu stronach, w ładnej schludnej oprawie wyłożył surowe zasady dziennikarskiego rzemiosła. Książka adresowana jest głównie do studentów dziennikarstwa oraz tych, którzy pragną szlifować swoje umiejętności.

-------------------------------------------------------------------------------------------------

Książka jest podręcznikiem dla studentów i początkujących dziennikarzy. Powstała z doświadczeń autora zdobytych w trakcie 30-letniej pracy dydaktycznej w Pracowni Dziennikarskiej UJ. Oparta na licznych przykładach z pracy dziennikarzy polskich i zagranicznych oraz na wynikach badań prasoznawczych. Koncentruje się na sposobach zbierania materiału przez reportera, doświadczeniach i wymaganiach profesjonalnych w tym zakresie.

-------------------------------------------------------------------------------------------------

Wpadki, gafy
Fragmenty ksiązki "Dziennikarz w globalnej wiosce"

Kolekcja gaf dziennikarskich, czasami drukarskich, jeśli ktoś ją uzupełnia, to antologia pysznych anegdot. I jak to z dowcipami bywa – przypisywane są to temu to owemu sprawcy, zwłaszcza wtedy, kiedy mają charakter historyczny
Próżno szukać ich śladu w zakurzonych rocznikach. „Polityka”, tygodnik za Gierka oddany procesowi reform i modernizacji kraju na tyle, na ile to wtedy było możliwe, wydrukował gdzieś w tekście publicystycznym gospod r a ka zamiast gospodarka socjalistyczna. Redakcja tłumaczyła, że klawisze z literkami d, r, a znajdują się blisko siebie i że wystąpił czeski błąd, czyli przestawienie czcionek. Czeski błąd był w tamtych czasach metaforą budzącą taki sam uśmiech jak gospodraka. Mógł to być błąd, rzecz jasna, lecz niektórzy dziennikarze „Polityki” znani byli z wisielczego poczucia humoru. A jeśli to nie oni zrobili, to na pewno drukarze, którzy jako klasa robotnicza mieli na pewno dość tekstów z innych pism „o dalszej poprawie socjalistycznych warunków życia”.

W połowie lat pięćdziesiątych jeden ze spikerów dziennika TVP miał powiedzieć: „do Warszawy przyjechał N. Chruszczow. Pobyt jego t r w a   m a ć pięć dni”.
„Sztandar Młodych” popisał się tytułem: Dla sprawy pokoju i socjalizmu – Goście radzieccy opuścili Warszawę.
„Trybuna Ludu” podpisała pogrzebowe zdjęcie: „I sekretarz KC Komunistycznej Partii Rumunii, towarzysz George Georgiju Dej srał długo z odkrytą głową nad trumną Antonina Zapotockiego”.

-------------------------------------------------------------------------------------------------

"Vademecum Dziennikarstwa BBC"; tłum. J. Pogorzelska, red. K.Jakubowicz; wyd. Fundacja Centrum Prasowe dla Krajów Europy Środkowo-Wschodniej i SDP, Warszawa 1989 r. Doskonała książką. Pozycja obowiązkowa początkującego dziennikarza
-------------------------------------------------------------------------------------------------

"Vademecum Dziennikarstwa BBC"; tłum. J. Pogorzelska, red. K.Jakubowicz; wyd. Fundacja Centrum Prasowe dla Krajów Europy Środkowo-Wschodniej i SDP, Warszawa 1989 r
-------------------------------------------------------------------------------------------------

"Najlepsze teksty prasowe. Nagrody SDP, red. A. Krajewski; wyd. Wydawnictwo Andrzej Żórawski na zlecenie SDP, Warszawa 1999 r.
 
-------------------------------------------------------------------------------------------------

"Najlepsze teksty prasowe. Nagrody SDP, edycja 2000"; red. A. Krajewski; wyd. Wydawnictwo Andrzej Żórawski na zlecenie SDP, Warszawa 2000 r.
-------------------------------------------------------------------------------------------------

"Najlepsze teksty prasowe. Nagrody SDP, edycja 2001"; red. A. Krajewski; wyd. Wydawnictwo Andrzej Żórawski na zlecenie SDP, Warszawa 2001 r.

-------------------------------------------------------------------------------------------------

Miesięcznik "Forum Dziennikarzy", który informuje o bieżącej działalności Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. Podejmuje również tematy ważne dla środowiska dziennikarskiego i organizacji mediów

-------------------------------------------------------------------------------------------------

Jerzy Waglewski "Z historii PRL. Dziennikarze"
Zbiór wspomnień, które tworzą panoramę dziennikarskiego środowiska lat Polski Ludowej. Ich autorzy różnią się zarówno pod względem pokoleniowym, jak też zajmowanych pozycji. Inny też jest ich stosunek do rzeczywistości socjalistycznego państwa: od identyfikacji z nim po ironiczny dystans.

Wydawca: Iskry; Internet:
www.iskry.com.pl

                                         copyright by szpila.net 2005