|
WYWIAD Z ANIĄ WYSZKONI - WOKALISTKĄ ŁEZ |
|
Sprzedaż płyty „Nie czekaj na jutro” przekroczyła ilość 50.000 egzemplarzy. To sukces w tym kraju ? Bardzo duży. Weź pod uwagę, jaką mamy fatalną sytuacje na rynku muzycznym, jakie jest piractwo. Ludzie mają coraz mniej pieniędzy a płyty niestety są coraz droższe. Staramy się by nasze płyty były jak najtańsze, ale nie zawsze da się na to wpłynąć. Tą sumę sprzedanych płyt spokojnie można podwoić, bo piraci nie śpią, a muzyka również nielegalnymi źródłami trafia do ludzi. Tracimy na tym wiele, jako artyści czy wydawcy płyty. Piraci zawsze byli i będą, bo nikt w Polsce jakoś nie chce zrobić z tym porządku. Skoro władze nie chcą to my niestety nic nie zrobimy.
Kiedy ostatnio rozmawialiśmy, tuż po wydaniu płyty „Jesteś jaki jesteś” narzekałaś na kiepską jej realizację, którą powierzyliście innym. Czy płyta „Nie czekaj na jutro” spełnia Twoje oczekiwania ? Tak, w wielkim stopniu tak. Nie do końca, dlatego ze już po zagraniu nagraniu i wydaniu pyty, kiedy jej słucham zawsze znajdę elementy, które chciałabym poprawić. Realizacja i produkcja płyty jest jednak satysfakcjonująca. W końcu brzmi tak, jak byśmy chcieli. Powiem ci szczerze, że nigdy nie byłam zadowolona z żadnej naszej płyty, jak właśnie z tej. „Nie czekaj na jutro” to naprawdę świetny krążek z wartościowym, pod względem muzycznym i tekstowym, materiałem. Stało się tak, ponieważ przy pracy nad płyta byłam od początku do końca. Było totalne porozumienie miedzy muzykami i realizatorem. Dużo emocji było przy nagrywaniu, dużo jest na koncertach. Udało się ten klimat zachować. I to tez mnie cieszy.
Utwór „Anka, ot tak” trochę sprawia wrażenie drogiej „Agnieszki”. Też jest tak lekko, łatwo i przyjemnie. Czy ten efekt miał być zamierzony ? Nie, i nas nigdy tak się nie dzieje. Nie próbowaliśmy nagrać na siłę ani drugiej „Agnieszki” ani innej. Mieliśmy 20 piosenek, z których wybraliśmy 12. Wśród nich znalazła się „Anka, ot tak”. Dlatego, że właśnie jest taką najlżejszą piosenką. Poza tym jest doskonała pod względem komercyjnym. Na koncertach podczas wykonywania tej piosenki dostają szału. Ja również. I o to chodzi. Tak już jest. Pewnie krytycy znów będą mieli niezłą jazdę. Zawsze się nas czepiano, nazywano kiczem i innymi przymiotnikami. Myślę, że „Anka” nam w żadnym razie nie zaszkodzi. Poza tym dla nas zawsze najważniejsi są fani a nie krytycy.
Dla kogo śpiewa Ania Wyszkoni ? Dla tych 12-latek pod sceną ? Wiesz, dla mnie bardzo ważne są teksty, które śpiewam. Czasami myślę o tym, że kilka tysięcy ludzi się w tym momencie nimi bawi. Jednak czasem, ja zamykam się w swoim sercu i śpiewam bardzo od siebie, nawet nie zwracając uwagi na ludzi. To szczerość, publiczność ją docenia. Śpiewam dla ludzi, którzy czują.
Co powiesz tym młodym ludziom, którzy 10 rok siedzą w instrumentem w piwnicy i nie umieją zrobić nic, by ich niejednokrotnie piękne dźwięki usłyszano? My też graliśmy „po piwnicach”, pracowaliśmy nad tym, żeby było dobrze. Graliśmy po małych i większych klubach. Walczyliśmy o swoją muzykę. I tak mi się wydaje, że wszyscy inni tez powinni walczyć o siebie samych i swoją sztukę. Bo kiedy się walczy - już się jest wygranym.
Dziękuję za rozmowę.
|