|

Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich uważa opublikowanie przez sobotni
"Super Express" zdjęć martwego Waldemara Milewicza za oburzające
naruszenie zasad etyki dziennikarskiej i norm obyczajowych.
Sobotni "Super Express" zamieścił na pierwszej stronie duże zdjęcie
przedstawiające w zbliżeniu zabitego w piątek w Iraku Waldemara Milewicza.
"Na rozpowszechnienie zdjęć pokazujących w zbliżeniu twarz dziennikarza -
ofiary terrorystycznego zamachu pod Bagdadem zdecydowała się tylko jedna
ogólnopolska gazeta, mimo interwencji prezesa TVP, by zrezygnowała z tego
zamiaru" - napisano w oświadczeniu SDP.
Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich wezwało kolegów do zaprzestania
"pogoni za sensacją, która czyni z nich dziennikarskie hieny".
Z oświadczenia wynika, że do SDP i Centrum Monitoringu Wolności Prasy
dotarły protesty oburzonych tą publikacją czytelników "Super Expressu".
Wszystkie ogólnopolskie gazety w swych sobotnich wydaniach zamieściły na
pierwszych stronach informacje o śmierci Waldemara Milewicza.
Oprócz "Super Expressu", jedynie "Rzeczpospolita" oraz "Nasz Dziennik"
zdecydowały się opublikować zdjęcie, na którym widać m.in. ostrzelany
samochód oraz głowę martwego dziennikarza. Zdjęcia te są jednak mniej
drastyczne - Milewicz jest widoczny od tyłu i z daleka.
"Fakt" zamieścił zdjęcia żyjącego dziennikarza oraz przodu samochodu,
którym jechali polscy dziennikarze, Milewicz nie jest na nim widoczny.
"Gazeta Wyborcza" publikuje zdjęcie żyjącego Milewicza.
*******
Dziennikarze są oburzeni publikacją na pierwszej stronie sobotniego
"Super Expressu" szokującego zdjęcia ciała Waldemara Milewicza. Pod listem
w tej sprawie podpisało się kilkudziesięciu dziennikarzy z różnych
redakcji.
Oto treść listu dziennikarzy:
"My dziennikarze podpisani pod tym listem jesteśmy oburzeni publikacją
"Super Expressu", który zamieścił, na pierwszej stronie, szokujące zdjęcie
ciała naszego kolegi Waldemara Milewicza, zabitego przez zamachowców w
Iraku.
Uważamy, że wykorzystywanie przez wszelkie media ludzkiej tragedii w
celach marketingowych, promocyjnych czy politycznych jest obrzydliwe i
poniżające, niegodne naszego zawodu.
Nikt z nas nie chce, by nasze, czy naszych kolegów pośmiertne zdjęcia,
służyły komuś do podnoszenia nakładu pism i brutalnego zarabiania
pieniędzy:
Wojciech Jagielski, Monika Olejnik, Jacek Żakowski, Hanna Smoktunowicz,
Dorota Wellman, Szymon Majewski, Kamila Ceran, Jarosław Gugała, Piotr
Radziszewski, Radosław Kietliński, Krzysztof Łapacz, Jan Mikruta, Jacek
Czarnecki, Marcin Firlej, Robert Szegda, Mirosław Majeran, Jerzy Kamiński,
Grzegorz Miecugow, Katarzyna Kolenda-Zaleska, Paweł Płuska, Małgorzata
Łaszcz, Agnieszka Sopińska, Jolanta Pieńkowska, Lena Bretes, Tomasz
Płuciennik, Dominika Długosz, Jarosław Kuś, Michał Adamczyk, Jarosław Oleś,
Mariusz Rudnik, Bogdan Ulka, Joanna Wajda, Przemysław Orcholski".
Swój list przygotowali też pracownicy TVP:
"Jesteśmy wstrząśnięci umieszczeniem przez Was w dzisiejszym wydaniu
(sobotnio-niedzielnym - red.) "Super Expressu" zdjęć zamordowanego w Iraku
dziennikarza "Wiadomości" Waldemara Milewicza. Zdjęć tak okrutnych, że nie
opublikowała ich żadna inna redakcja w Polsce. Nie rozumiemy, dlaczego to
zrobiliście. Naszym zdaniem, to przejaw zwykłego cynizmu, by wykorzystać
śmierć kolegi - dziennikarza do zdobycia popularności. Wobec takiego
cynizmu jesteśmy bezradni. Tak, udało Wam się dzisiaj znaleźć w centrum
zainteresowania. Jest nam za Was wstyd" - czytamy w liście.
Pod listem podpisały się: Wiadomości TVP1, Panorama TVP2, Kurier TVP3,
Fakty TVN, TVN24, Informacje Polsatu, Dziennik TV4, Radiowa Trójka, Radio
Zet.
Podpisani dziennikarze nie chcą ponadto, żeby ich czy kolegów "pośmiertne
zdjęcia służyły komuś do podnoszenia nakładu pism i brutalnego zarabiania
pieniędzy". Grzegorz Miecugow, dziennikarz TVN 24 powiedział w sobotę PAP,
że jeżeli stoi za tym pan Ziomecki (redaktor naczelny "Super Expressu") to
dla niego "absolutnie stracił twarz".
"Mam ochotę przeprosić w jego imieniu wszystkich czytelników, bo myślę
że komunikat, jaki poszedł w tym wypadku jest taki, że dziennikarze to
straszne sukinkoty, a nie wszyscy są tacy" - oświadczył. "Żal mi
kolegów, którzy pracują w tej gazecie" - dodał. Redaktor naczelny "Faktu"
Grzegorz Jankowski powiedział PAP, że Waldemar Milewicz był ważną,
szanowaną i lubianą w Polsce postacią, jedną z osób bardzo wiarygodnych,
szczególnie dla telewizji publicznej.
Według niego "Fakt" nie zdecydował się na opublikowanie drastycznego
zdjęcia przedstawiającego twarz zabitego dziennikarza, ze względu na
szacunek dla samej osoby Milewicza, dla jego rodziny i dla czytelników. "W
takich wypadkach, a jest to wypadek nadzwyczajny, nie chcieliśmy epatować
zdjęciem znanej i powszechnie lubianej osoby, to nie jest w naszym stylu"
- oświadczył Jankowski. "Nie chcieliśmy tego robić również ze względu na
nie tworzenie atmosfery sensacji" - dodał. Podkreślił, że "Fakt" nie
"walczy za wszelką cenę o zysk i sprzedaż". Radosław Kietliński,
dziennikarz Polsatu, który niedawno wrócił z Iraku, powiedział PAP, że
"tego typu żenady nie da się usprawiedliwić".
"Jeżeli Bóg chce kogoś ukarać, to odbiera mu rozum, a pana Ziomeckiego
ukarał surowo" - powiedział. Podkreślił jednocześnie, że była to
zapewne decyzja nie tylko Ziomeckiego, ale całej redakcji "SE". Komentarz
Kietlińskiego dotyczący sytuacji w Iraku jest zamieszczony w sobotnim
"Super Expressie" obok zdjęcia Waldemara Milewicza.
"Jest mi wstyd, że znalazł się obok tego zdjęcia" - powiedział
Kietliński
A co
na to Redaktor Naczelny gazety "Super Express"?
- W sobotę opublikowaliśmy zdjęcia zrobione tuż po zamachu na ekipę TVP, w
którym zginęli Waldemar Milewicz i Mounir Bouamrane. Pokazaliśmy je, nie
po to by epatować sensacją, ani też nie po to, by „Super Express” znalazł
się w centrum uwagi.
Te zdjęcia wstrząsnęły nami, poruszyły nas bardzo głęboko. Decyzja o ich
publikacji była jedną z najtrudniejszych w historii naszej gazety.
Jesteśmy przekonani, że to słuszna decyzja, że nie wolno nam było postąpić
inaczej.
Waldemar Milewicz - korespondent wojenny, w swojej pracy dążył do
pokazania prawdy. Tragicznej prawdy o konfliktach i wojnach, które dla nas
relacjonował. W imię tej samej zasady opublikowaliśmy zdjęcia z zamachu, w
którym zginął. Uważamy, że nasi Czytelnicy mają takie samo prawo, jak my,
dziennikarze, do poznania całej prawdy, bez upiększeń czy niedomówień.
Media, które dziś tak ostro krytykują „Super Express” wielokrotnie
publikowały obrazy bardziej drastyczne, epatujące krwią i okrucieństwem.
Były to zdjęcia anonimowych ofiar wojen, zbrodni, mordów. Nikt wówczas nie
kwestionował prawa do ich publikacji. Zachowanie kolegów, którzy dziś
zarzucają nam naruszenie zasad etyki, ponieważ ofiarami są dziennikarze,
niebezpiecznie graniczy z hipokryzją - napisał Mariusz Ziomecki Redaktor
Naczelny „Super Expressu”.
TWÓRCA
S.E. W LIŚCIE OTWARTYM DO NACZELNEGO
Ostatni o
gazecie "Super Express" głośno jest z dwóch powodów: zamieszczenia
szokującego zdjęcia zabitego w Iraku Waldemara Milewicza oraz spadającej
sprzedaży gazety. Wczoraj otwarty list do redaktora naczelnego "SE"
Mariusza Ziomeckiego, wystosował twórca gazety - Grzegorz Lindenberg. List
został również przesłany naszej redakcji. Oto jego treść:
- Piszę do ciebie, ponieważ nabrałem niezbitego przekonania, że pod Twoim
kierownictwem gazeta, którą z ogromnym wysiłkiem stworzyłem i której
poświęciłem kilka lat ciężkiej pracy, a której wiele osób oddało swoje
umiejętności, zapał i nadzieje, schodzi na psy i znika z rynku. Do
trzynastych urodzin jeszcze się doczołga. W czternaste wątpię.
Jest zasadnicza różnica pomiędzy gazetą popularną - jaką z "Super Expressu"
starałem się zrobić - a brukowcem, jaki z tej gazety robisz Ty. Brukowiec
żyje z cynicznego grania na emocjach czytelników, z wykorzystywania ich
przerażenia, nienawiści, wścibstwa, seksualnego podniecenia, zawiści. Im
lepiej trafia w uprzedzenia i resentymenty, im bardziej czytelników
ogłupia i szokuje, tym lepiej się, podobno, sprzedaje. Robienie takiej
gazety wymaga bezczelności, pomysłowości i braku skrupułów. Nie chciałem
takiej gazety robić, bo byłem - i nadal jestem - przekonany, że
dziennikarstwo różni się od sprzedawania polukrowanego gówna jako
czekolady.
Starałem się stworzyć gazetę, której czytelnicy nie musieliby wstydzić się
tego, że ją trzymają w ręce, a pracujący w niej wstydzić się, że w niej
pracują, chociaż nie pracują w "Rzeczpospolitej". Można, bowiem robić
gazetę dla ludzi, popularną. Informacyjno-rozrywkową, która jest
przyzwoita. Nie wiem, co sądzą czytelnicy, ale jeśli chodzi o pracowników
"Super Expressu", to myślę, że skutecznie udało Ci się ich przekonać, że
określenie "szmatławiec" dobrze pasuje do gazety, w której pracują. I że
nie są z tego dumni.
Oczywiście, popełniałem błędy. Ukazywały się teksty i zdjęcia, których
pewnie dzisiaj bym nie zamieścił. Zdarzało się, że dziennikarze zmyślali
albo koloryzowali wiadomości. Ale to były błędy albo oszustwa, a nie
polityka redakcyjna.
Zdjęcia zabitego reportera to ostatnie, ale bynajmniej nie jedyne
naruszenie zasad przyzwoitości ludzkiej i przyzwoitości dziennikarskiej.
Takie działania w "Super Expressie" od roku stały się normą: zamieszczanie
wiadomości zmyślonych samodzielnie albo przedrukowanych, wywoływanie lęku
i nienawiści do Niemców, do Unii Europejskiej, nienawiści do polityków
wszelkich partii, manipulowanie faktami i emocjami czytelników - nie będę
podawał przykładów, ale obaj wiemy, jak wiele jest ich w każdym numerze.
Wystarczająco dużo, żeby wiedzieć, że to nie przypadek, ale część Ttwojego
planu radykalnej zmiany gazety. Dobrze, tylko co to ma wspólnego z
dziennikarstwem, o którego właściwym uprawianiu pouczasz młodszych kolegów
w książkach i felietonach?
Jeśli uznajesz, że jedyne, co się liczy, to wzrost sprzedaży, to znaczy,
że przestałeś zajmować się dziennikarstwem. Na tej drodze nie ma barier i
nie ma końca upadku. Jeszcze bardzo daleko nie zaszedłeś, jeszcze nie było
o obrzydliwych gejach, o manipulujących wszystkim Żydach, o brudnych
cudzoziemcach odbierających naszym pracę. Ale będzie. I dlaczego zmyślać
tylko wiadomości? Dziś opublikowałeś zdjęcie zabitego reportera, jutro
pokażesz zdjęcia z jego sekcji zwłok, pojutrze sfałszowane zdjęcia ("ktoś
nadesłał do redakcji") nekrofilii. Czemu nie, krzywa rośnie.
Słyszałem w radiu, jak usprawiedliwiałeś decyzję o publikacji zdjęć
martwego Waldemara Milewicza - chodziło ci rzekomo o to, żeby czytelnicy
zrozumieli okropieństwo wojny. Kłamałeś. Po pierwsze, zdjęcia te nie
pokazują żadnego okropieństwa, którego czytelnicy by nie znali, a wręcz
przeciwnie - wydaje się z nich, że żadnej wojny nie ma, a zabity wygląda
identyczne jak w każdej strzelaninie mafijnej. Po drugie, istnieje taka
zasada, że nie pokazuje się twarzy zabitych, z uwagi na uczucia ich
rodzin. Po trzecie, wykorzystałeś śmierć kolegi dla zarobienia pieniędzy.
Wielokrotnie tłumaczyłeś, że publikowanie w gazecie rozmaitych rzeczy,
których przyzwoitość ludzka a rzetelność dziennikarska nie dopuszcza, jest
konieczne dlatego, że "czytelnicy mają prawo wiedzieć". Uważam, że w takim
razie mają prawo wiedzieć, ile wynosi Twoja pensja a przede wszystkim -
jaką premię masz obiecaną za wzrost sprzedaży gazety. Wiem, że są tu sumy
poważne. Na śmierci kolegi Super Express zarobi pewnie z 900 złotych. Ty
masz szansę na znacznie więcej. Ile?
To, co robisz z "Super Expressem", jest nie tylko niemoralne i
dziennikarsko nierzetelne. Jest też biznesowo bezsensowne. Nie wygrasz
konkurencji z "Faktem" w robieniu głupiej, nierzetelnej i manipulacyjnej
gazety. Oni mają za sobą gigantyczne pieniądze i 50 lat doświadczenia
jednej z najobrzydliwszych gazet na świecie. Zawsze będą potrafili zrobić
coś głupszego, bardziej chamskiego, bardziej obrzydliwego, lepiej
zmyślonego. I będą mieli więcej kasy, żeby to wypromować.
A od Twojej - a kiedyś i mojej - gazety odwrócą się czytelnicy. I
reklamodawcy. Już dziś gazeta jest głęboko deficytowa. Jeśli straci
następne 10% dochodów, będzie w bardzo poważnych kłopotach. A jeśli straci
20%, zbankrutuje. Ty się do tego przyczyniasz.
Nie chodzi mi o pieniądze właścicieli, które im przepadną. Mam ich w
nosie. Prezes firmy Bonnier tłumaczył mi kiedyś, że "Super Express" ma być
gazetą popularną, ale taką, żeby jego ciotka mogła ją przeczytać bez
wstydu i obrzydzenia. Albo się zmienił ten prezes, albo mu ciotka umarła.
Jego problem. Mnie szkoda jest moich lat pracy i wysiłku, i wysiłku setek
ludzi, którzy tą gazetę tworzyli.
Jeszcze nie zdążyłeś wszystkiego zmarnować, jeszcze są w redakcji dobrzy
dziennikarze, którzy starają się przynieść prawdziwego newsa. Zostały Ci
dwa wyjścia. Robić dalej to, co robisz i doprowadzić "Super Express" do
bankructwa albo zrezygnować i dać gazecie szansę. Ma jej już bardzo
niewiele. Z każdym następnym dniem Twojego kierowania, z każdym świństwem,
które jej robisz, ma jej mniej - napisał w liście otwartym Grzegorz
Lindenberg.
NACZELNY S.E. ODPOWIADA
- Nie
rozumiem ataków na nas. Opublikowane przez nas zdjęcia red. Milewicza nie
należały do drastycznych. Były wyjątkowo spokojne - mówił Mariusz Ziomecki,
szef Super Expressu w wywiadzie z Maciejem Rybińskim, gospodarzem
poniedziałkowego programu TOK o'clock
Maciej Rybiński, TOK FM: SE wywołał dość poważne poruszenie, żeby nie
powiedzieć skandal, opublikowaniem zdjęć zastrzelonego reportera
telewizyjnego Waldemara Milewicza. Jak Ty się czujesz z powszechnym
atakiem na Twoja gazetę i Ciebie?
- Ja mam taką dziwna moralną busolę w brzuchu. Jak popełnię błędną decyzje
redagując gazetę wieczorem, to na drugi dzień rano ona daje znać. Tu nie
dała. Tak długo póki ja sam siebie nie przekonam, że zrobiłem źle, to
bardzo dobrze znoszę krytykę i chętnie polemizuję. To jest ten przypadek.
Nie rozumiem kolegów, którzy nas atakują. Mamy do czynienia z kompletnie
abberacyjną sytuacją.
Koledzy atakują Cię w imię przyzwoitości, pewnych zasad moralnych,
które nakazują darzyć szacunkiem zmarłych i nie posługiwać się zwłokami do
celów propagandowo-reklamowo-komercyjnych. Czy Uważasz, że naruszyłeś te
zasady?
- Jeżeli się słucha tego co mówisz to można się złapać za głowę. Jeśli
ktoś nie widział naszego artykułu, to może uznać, że popełniliśmy jakieś
szalone wykroczenie. Każdy kto widział, to mam wrażenie, że nie podziela
tych zastrzeżeń. Reakcja czytelników jest kompletnie inna niż kolegów z
Wiadomości, Faktów i kilku redakcji mediów elektronicznych. Ja mam
wrażenie, że mamy do czynienia z grupą dziennikarzy, która po raz pierwszy
zetknęła się sytuacją, że ofiarą jest ktoś znajomy. Ale to jest problem
ich doświadczenia i wyobraźni.
SE, jak wszystkie media, od czasu do czasu daje zdjęcia brutalne w swojej
wymowie. Te zdjęcia zmarłego redaktora Milewicza nie należały do zdjęć
drastycznych, są to zdjęcia wyjątkowo spokojne, szanujące godność jego
śmierci. Z tego powodu uznaliśmy, że możemy je dać. (...)
Gdybym miał sto zdjęć to może bym wybrał inne. Mając jednak to zdjęcie
miałem wrażenia, że mam przed sobą reportaż, którego on (Milewicz) nie
zrobił. On tego reportażu nie zrealizował. Życie lub śmierć go
zrealizowało. To także częściowo tłumaczy moją decyzję. Te zdjęcia, które
przypadkowo zrobił ten francuski fotograf zamknęły jego dzieło, jakkolwiek
nie brzmi to okrutnie i niesamowicie.
Słyszałem taka supozycję, że Twoja redakcja była przekonana, że
konkurencyjny Fakt wydrukuje te zdjęcia i postanowiliście nie być gorsi?
- Oczywiście, że nie kierowaliśmy się tymi względami. Nie zaprzątaliśmy
sobie głowy jak inni to zrobią. My staraliśmy się zrobić najlepszą
okładkę, która w sposób najpełniejszy pokazuje emocjonalną prawdę o tej
niesłychanej tragedii i dylemacie, w jakim znalazła się Polska.
Nie mówimy o uczuciach bliskich, którzy mogli poczuć się nieswojo,
kiedy śmierć kogoś najbliższego stała się powszechnie dostępnym towarem...
- Nie tylko dziennikarze mają bliskich. Gdyby wzgląd na bliskich był
decydujący to media nie opublikowały by żadnych takich zdjęć. Zamordowany
wczoraj prezydent Czeczenii też ma pewnie wielu bliskich, a mimo to
telewizje nie wahały się pokazać jego zdjęć.
Czy zrobiłbyś to co zrobiła telewizja CBS, czyli opublikował zdjęcia
ubierającej księżnej Diany?
- Ciagle slysze pytania tego rodzaju Ja jestem, niestety, relatywista.
Wszystko zależy od kontekstu od sytuacji od wydarzenia, od zdjęcia, od
dnia, od tego jaki jest news.
A jaka jest Państwa ocena tej sytuacji? Zapraszamy do komentowania
skomentuj
(2) |