|
We
współczesnej kulturze kwitnie mizoandria, czyli pogarda dla mężczyzn
Jest oczywiste, że obecnie mężczyznom żyje się ciężej niż kobietom, tylko
nie wolno im się skarżyć, jak to czynią kobiety. Czym bowiem jest
feminizm, jak nie jednym wielkim lamentem nad rzekomo strasznym losem
kobiet? - pyta Martin van Creveld, izraelski historyk. Van Creveld
opublikował niedawno książkę "Płeć uprzywilejowana", w której twierdzi, że
również w poprzednich stuleciach kobietom żyło się łatwiej niż mężczyznom.
Cieszyły się względnym bezpieczeństwem w czasach, gdy było ono deficytowe,
nie ryzykowały życia na wojnach i rzadziej głodowały. "W dawnych czasach
same kobiety nie chciały równouprawnienia w pracy, bo zarobkowanie nie
było uważane za żaden przywilej - stwierdził van Creveld w wywiadzie dla
niemieckiego tygodnika "Focus".
Paradoksalnie, dyskryminacja mężczyzn wychodzi na jaw, jeśli się wsłuchać
w argumenty feministek. To, co przez wieki było uznawane za naturalny
podział ról między kobietami i mężczyznami, feministki traktują jak
przedmiot przetargu. Albo nie godzą się na wypełnianie tych obowiązków
wcale, albo wykonują je w zamian za wymierne korzyści. Efekt jest taki, że
mężczyźni coraz częściej zastanawiają się, jaki sens ma zakładanie rodziny
i ciężka praca pod dyktando żon i partnerek, a często na ich potrzeby.
Arnold Toynbee, znany brytyjski historyk, już pod koniec lat 60. zauważył,
że od czasów Heleny trojańskiej kobiety tak potrafią manipulować
mężczyznami, aby byli orężem w rozwiązywaniu inicjowanych przez nie
konfliktów. "To kobiety najbardziej korzystały z łupów wojennych
zdobywanych przez mężczyzn, dlatego na rękę było im wysyłanie mężów, ojców
i braci na wojny. Im więcej tych łupów zgromadziły, tym bardziej mężczyźni
musieli ich potem bronić" - pisał Toynbee.
Mężczyzna do pracy
Jeszcze nie ucichła awantura wywołana przez publikację książki Martina van
Crevelda, a na rynku pojawiło się niemal identyczne w tonie dzieło
niemieckiego publicysty Arne Hoffmanna "Czy kobiety są lepszymi ludźmi?".
Hoffmann skrzętnie zgromadził dowody uprzywilejowania kobiet we
współczesnym świecie. Wcześniej o dyskryminacji mężczyzn pisał socjolog
Warren Farrell, autor m.in. "Mitu męskiej siły".
- Wzrastające uprzywilejowanie kobiet to proces zachodzący niemal we
wszystkich zamożnych społeczeństwach. Mężczyźni muszą pracować coraz
więcej, podczas gdy kobiety tylko wtedy, gdy mają na to ochotę. Efekt jest
taki, że coraz więcej kobiet tworzy swoistą nową klasę próżniaczą.
Najwyższy czas przywrócić równowagę w społeczeństwie, bo stracą na tym i
kobiety, i mężczyźni - twierdzi Farrell.
Wszystkim tym, którzy uważają, że van Creveld, Hoffmann czy Farrell
prezentują feminizm ? rebours, ten ostatni proponuje spojrzenie na świat z
męskiego punktu widzenia. To mężczyźni wolniej niż dziewczynki dojrzewają,
więc trudniej się przystosowują do przypisanych im ról społecznych. Nic
dziwnego, że aż 90 proc. nastolatków nadużywających alkoholu i biorących
narkotyki to właśnie chłopcy.
Dorośli mężczyźni mają już tylko gorzej. Ponieważ ciężej pracują i mają
mniej czasu na dbanie o własne zdrowie (kobiety chodzą do lekarza dwa razy
częściej niż mężczyźni), trzykrotnie częściej zapadają na choroby serca i
układu krążenia, prawie dwukrotnie częściej padają ofiarami raka płuc. W
krajach rozwiniętych panie żyją przeciętnie o 6-7 lat dłużej niż mężczyźni
(w Polsce - o osiem lat dłużej). Jeszcze w 1920 r. ta różnica wynosiła rok
na korzyść kobiet. - Już widzę krzyk, jaki by się podniósł, gdyby ktoś
publicznie ogłosił dofinansowanie z publicznych pieniędzy programów
przedłużenia życia mężczyzn do wieku osiąganego przez kobiety. A przecież
bez żadnych protestów przechodzą programy terapii hormonalnej dla kobiet
po menopauzie czy programy zwalczania raka piersi - mówi Warren Farrell.
Dane amerykańskiego Narodowego Instytutu Zdrowia wskazują, że na typowo
kobiece choroby przeznacza się średnio dwukrotnie więcej środków
publicznych niż na zwalczanie schorzeń będących męską domeną.
Mężczyźni umierają wcześniej niż kobiety, ale na emeryturę przechodzą pięć
lat później niż one (w Europie jedynie w Niemczech przeforsowano zrównanie
płci w tym względzie). Kobiety skarżą się, że są wynagradzane gorzej niż
mężczyźni (w USA zarabiają o 24 proc. mniej, w Polsce - o ponad 30 proc.),
jednak z danych Departamentu Pracy USA wynika, że powodem jest głównie to,
iż mężczyźni pracują ciężej. W USA mężczyźni spędzają w pracy przeciętnie
22 godziny miesięcznie więcej niż kobiety. To pracownicy płci męskiej w 90
proc. biorą nadgodziny. To mężczyźni wykonują 87 proc. prac w szkodliwych
warunkach, to oni w 93 proc. padają ofiarami wypadków w pracy.
Przepracowanym mężczyznom coraz trudniej też sprostać erotycznym
pragnieniom kobiet. Na lęki na tle seksualnym cierpi 30 proc. Polaków (o
jedną czwartą więcej niż Polek). - Nigdy wcześniej przez gabinety
psychologów nie przewijało się tylu sfrustrowanych mężczyzn - twierdzi
dr Zbigniew Izdebski, seksuolog.
Punkty za kobiecość
Feministki domagają się coraz większego udziału kobiet we władzy. W
Niemczech nawet prawicowa CDU zdecydowała się na przyjęcie zasady, że
połowa miejsc w parlamencie zdobytych przez tę partię powinna przypadać
kobietom. Tymczasem panie stanowią jedną trzecią członków tego
ugrupowania, więc 50 proc. miejsc w Bundestagu oznacza ich polityczną
nadreprezentację. Wobec kobiet stosuje się system kwotowy przeniesiony z
USA. Tam jednak kwoty były pomysłem na przełamanie upośledzenia w życiu
publicznym czarnych Amerykanów, których z powodów rasowych nie dopuszczano
do wielu stanowisk. Przeniesienie systemu kwotowego do firm czy
parlamentów jest wyrazem tchórzostwa wobec feministek. - Kobiety są
niedoreprezentowane także wśród kanalarzy, ale dziwnym trafem w tej
profesji nikt się kwot nie domaga - kpi Arne Hoffmann.
Feministki żądają coraz szerszego dostępu kobiet do armii i ich postulaty
są realizowane: w armii USA już co siódmy żołnierz jest kobietą. Nie
zmienia to jednak faktu, że na froncie kobiety nadal wykonują drugorzędne
zadania. Martin van Creveld, który jest nie tylko historykiem, ale i
ekspertem w sprawach wojskowości, zauważa, że podczas II wojny światowej w
ZSRR utworzono specjalną jednostkę kobiecą, lecz zanim dotarła ona na
front, pięć szóstych żołnierek zdezerterowało. W Izraelu podczas wojny Jom
Kippur kobiety w męskich oddziałach walczyły ramię w ramię z mężczyznami,
ale ich obecność na froncie tylko prowokowała Arabów do desperackich
działań. Uważali oni bowiem za hańbę poddanie się kobietom. Ponadto
mężczyźni walczący razem z kobietami przede wszystkim starali się je
ochraniać, zamiast skupić się na atakowaniu wroga.
Mężczyzna = przestępca
W sądach wszystkich cywilizowanych krajów kobiety są karane łagodniej niż
mężczyźni popełniający te same przestępstwa. W Wielkiej Brytanii
uniewinnionych zostało 23 proc. kobiet oskarżanych o zabójstwo, podczas
gdy wśród mężczyzn ten odsetek nie przekroczył 4 proc. - Kobiety zawsze
przedstawia się jako ofiary systemu represji zbudowanego przez mężczyzn -
mówi Arne Hoffmann.
Badania dowodzą, że dzieci wychowane przez samotnych ojców lepiej sobie
radzą w późniejszym życiu niż dzieci samotnych matek (w Polsce takie
badania przeprowadziła prof. Maria Jarosz, socjolog z PAN). Jednak to
właśnie matki są uważane za predestynowane do roli opiekuna potomstwa. W
sprawach o przyznanie opieki nad dzieckiem po rozwodzie panowie
przegrywają na całym świecie. W Wielkiej Brytanii w 91 proc. spraw dziecko
zostaje przy matce, w Polsce ten odsetek wynosi 97 proc.
- Nawet w policji, gdzie przecież dominują mężczyźni, pokutuje
przekonanie, że wina zawsze leży po stronie mężczyzny - mówi Krzysztof
Łapaj, przewodniczący Stowarzyszenia Obrony Praw Ojca.
Sprawcy przemocy domowej również nie są wyłącznie płci męskiej: z badań
Polskiej Agencji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych wynika, że ofiarami
przemocy ze strony partnerów pada 12 proc. kobiet, ale jednocześnie 9
proc. mężczyzn to ofiary przemocy ze strony pań. W Wielkiej Brytanii
mężczyźni są o 30 proc. częściej ofiarami domowej przemocy niż kobiety,
zaś w Nowej Zelandii - o 50 proc. częściej.
- Billboardy z wizerunkiem kobiety z podbitym okiem i podpisem "... bo
zupa była za słona" czy plakaty Centrum Praw Kobiet z mężczyzną za kratami
i hasłem "Przemoc wobec kobiety jest przestępstwem" uczulają opinię
publiczną na problem przemocy w rodzinie, ale jednocześnie zrównują
pojęcia mężczyzna i przestępca, co jest oczywistym nadużyciem - twierdzi
Robert Kucharski, jeden z twórców portalu W Stronę Ojca.
Paul Nathanson i Katherine Young, amerykańscy socjologowie, w książce "Spreading
Misandry: The Teaching of Contempt for Men in Popular Culture" ("Rozkwit
mizoandrii: lekcja pogardy wobec mężczyzn w kulturze popularnej")
wyliczają liczne antymęskie reklamy i filmy, w których mężczyzna jest
patologicznym mordercą albo po prostu pożałowania godnym fajtłapą. Young i
Nathanson twierdzą, że w popkulturze lat 90. kilkakrotnie wzrosła liczba
antymęskich stereotypów.
Zemsta kobiet
Reakcją na zjawisko mizoandrii są ruchy i stowarzyszenia w obronie męskiej
czci, które nie chcą jednak powielać bojowej retoryki feministek. - Na
początku trzeba trochę przejaskrawić problemy dyskryminacji mężczyzn, żeby
do kobiet dotarło, że rzekoma męska dominacja w świecie to powielany
bezrozumnie przesąd - mówi Warren Farrell. O tym, jakie wpływy mają
kobiety, przekonał się Arne Hoffmann. Z maszynopisem swojej książki "Czy
kobiety są lepszymi ludźmi?" odwiedził aż 80 wydawców, zanim znalazł
odważnego, który zdecydował się na publikację. Z kolei Warren Farrell po
wydaniu "Mitu męskiej siły" został okrzyknięty reakcjonistą, a jego
artykuły były odrzucane, chociaż wcześniej był jednym z ulubionych
autorów. Skoro mężczyźni są tak uprzywilejowani, jakim sposobem tak łatwo
dają się dyskryminowac? |