|
Przeciętny czytelnik nie kupuje gazet by
rozwiązywać jakieś dziennikarskie zagadki. Kupuje prasę dla informacji,
która jest mu podana dosłownie na tacy – zrozumiała, klarowna i zjadliwa z
każdej strony. Szkoda tylko, że nie każdy potrafi pisać idealnie…
Zwróćmy uwagę na sposób w jaki wybieramy, a później czytamy jakikolwiek
artykuł z którejkolwiek gazety. Najpierw kartkujemy cały tytuł,
przyglądamy się fotografiom oraz tytułom, później czytamy lead, a dopiero
na końcu całość. Dlaczego właśnie robimy to w tej kolejności? Ponieważ
nasze gazety naszpikowane są jakimiś informacjami – ważnymi, mniej ważnymi
i kompletnie nieprzydatnymi. Możemy mieć więc czasami drobne problemy w
wybraniu naprawdę przydatnych treści. Kupując gazetę na ogół nie zwracamy
uwagi na wszystkie zwarte weń artykuły, a tylko na jeden czy dwa tematy,
zapowiedziane czy to na okładce, czy w reklamie – radiowej, telewizyjnej
czy jakiejkolwiek innej.
Jak więc zacząć? Najlepiej od ułożenia tytułu. To on w głównej mierze
wpływa na decyzje Twojego czytelnika. Jeśli jest ciekawy i przykuwa uwagę,
mamy powody do dumy. Równie istotnym elementem artykułu jest lead, który
być może jest nawet ważniejszy niż sam tytuł.
Niektórzy dziennikarze do dnia dzisiejszego uważają, że lead to nic innego
jak pogrubiony tekst rozpoczynający artykuł. A tymczasem to nic innego jak
ściśnięta do granic możliwość esencja artykułu, streszczenie tekstu. Jeśli
zaczynamy dopiero pracę jako dziennikarz – a nie okłamujmy się, nie każdy
z nasz jest dziennikarzem – to nie powinniśmy zbytnio przejmować się tym,
że układanie leadów i pierwszych akapitów artykułów zajmuje nam nawet
połowę czasu, który poświęcamy na pracę przed komputerem.
Czytelnicy oraz my z całą pewnością uwielbiamy akapity w artykułach. To
właśnie one są podstawową jednostką kompozycyjną każdego tekstu
publicystycznego. Podzielenie tekstu na akapity jest nawet wymagane ze
względu na to, iż ułatwiają „połykanie” artykułu. Jest on bardziej
czytelny, przejrzystszy i zrozumiały. Czasem jednak trzeba używać
łączników: jednakże, tymczasem, z tych właśnie powodów, następstwem tego,
ponownie. Są one na tyle uniwersalne, że z powodzeniem można je sobie
wynotować na osobną, najlepiej samoprzylepną kartkę papieru i nakleić na
monitor komputera.
Początkujący dziennikarze maja to do siebie, że ich artykuły bardziej
przypominają szkolne wypracowanie, niż efekt pracy dziennikarskiej.
Dlaczego? Bo przez lata wbijano nam na lekcjach języka polskiego, jak
„prawidłowo” pisać wypracowanie czy rozprawkę. Czytelnik oczekuje od nas
czegoś innego, czegoś, z czym sam nie miał nigdy kontaktu, czego sam nigdy
nie napisał…
Zróbmy wspólnie małe doświadczenie. Oto fragment wypracowania jednego z
uczniów liceum: „…Szarmancki i Starościna rozmawiają o Walerym i zgadzają
się, że jest on człowiekiem niezdolnym do prawdziwego uczucia (nie potrafi
kochać)”. A oto ten sam tekst po przeróbce dziennikarza: „Walery nie
potrafi kochać – uważa Szarmancki i Starościna.” W szkole, gdyby uczeń w
taki właśnie sposób napisałby ten tekst, mógłby spodziewać się w
najlepszym wypadku zakwalifikowaniem tegoż zdania jako błędu
stylistycznego. W jakiejkolwiek gazecie zdanie to uznanoby za jak
najbardziej poprawne. Nie łudźmy się: w szkołach nie uczy się pisać, w
szkołach uczy się powtarzać schematy.
Dziennikarstwo nie jest oparte na schematach, oparte jest na dynamizmie w
przekazywaniu informacji w sposób najbardziej zrozumiały dla przeciętnego
czytelnika. Aby być tak postrzeganym, aby nasze teksty były zrozumiałe
trzeba znać i przestrzegać kilku podstawowych zasad…
Po pierwsze od razu przechodźmy do sedna sprawy. Ciągłe ociąganie się w
podaniu informacji jest natychmiast wyławiane przez czytelnika. On tego
nie lubi! Nie lubi, gdy leje się mu wodę… Nie lubi też, gdy piszący
dziennikarz krąży wokół tematu analizując tak zwane wątki poboczne, które
tak naprawdę niczemu nie służą, i nie wnoszą do głównego newsa niczego. A
już gdy uprzemy się, aby jednak dodać jakiś wątek poboczny zróbmy to w
sidebars (oddzielnych ramkach) obok głównego tekstu.
W dziennikarstwie jest jeszcze jedna ważna sprawa: liczby. O ile nie
piszemy o ekonomii dla ekonomistów, o tyle mamy łatwiejsze zadanie.
Unikajmy jak ognia wszelkich cyfr i liczb. Są one niczym diabeł tkwiący w
szczegółach… Czasem to gruba ściana, która jest nie do przebicia przez
odbiorcę. Doskonałym rozwiązaniem – jeśli już te nieszczęsne liczby musimy
podać – jest stosowanie ilustracji graficznych (infografik). Czytelnicy
nawet uwielbiają coś takiego. Czasem nawet same słupki, stożki, krzywe i
punkty na osi są ciekawsze, niż stek słów tworzących artykuł.
Dziennikarstwo informacyjne pozbawione jest całkowicie komentarzy – choć
ich autor aż się rwie do ich skomentowania. Dlatego unikajmy wszelkich
puent i podsumowań. Owszem, te ostatnie mogą pomagać czytelnikom zebrać
wszystkie informacje w jednym miejscu. Poza tym, jeśli nasz tekst zostanie
przyjęty do druku, a zawiera puentę na końcu – to możemy być pewni, że w
ostatecznej wersji cały tekst będzie właśnie o nią skrócony.
Kolejną praktyczną wskazówką jest brak chronologii. Wszelkie szkolne
sprawozdania rozpoczynają się od niemalże schematycznego frazesu o
pogodzie: „Był piękny, słoneczny dzień…”. W pracy dziennikarza chronologia
jest całkowicie zbędna. Istnieją tacy dziennikarze, którzy mają nawet
problemy z ułożeniem w chronologicznym porządku sprawozdania z przebiegu
porannej toalety. Tekst więc układamy według piramidy ważności, a nie
ścieżki historii. Rada ta odnosi się nie tylko do tekstów informacyjnych,
ale także – a może przede wszystkim – reportaży.
Ostatnio przeglądając gazety czytamy, że premier Leszek Millera udaje się
gdzieś tam. Ale czy premier się rzeczywiście udał? On na ogół chodzi,
jeździ, pływa i lata, a nie udaje się. Te puszyste słowa – bo tak się o
nich często mówi (albo „pawie słowa”) są w dziennikarstwie niepożądane.
Znacznie lepsze są te proste, swojskie – je, żona, biskup, papież… a nie
konsumuje, małżonka, Ksiądz Biskup czy też Jego Świątobliwość Papież.
Nawet taki sklep ostatnio zdaje się być przerabiany na market, że o
kanapkach nie wspomnę (sandwicz). Piszmy bez zadęcia – ot cała rada!
Dobra rada dla wszystkich – zaskakuj czytelnika nowym podejściem do
banalnych spraw. Nawet praca jako dziennikarz miejski może przynieść
satysfakcję, jeśli potrafisz z takiej pracy nią czerpać. Jeśli dostałeś
polecenie napisania o remoncie instalacji hydraulicznej w jakimś bloku –
popytaj mieszkańców – jak im się żyje bez wody. Braki dostaw energii –
podobna sprawa. Jak piszesz o przeciągającym się remoncie jakiejś ulicy –
popytaj robotników, jak kierowcy rozładowują się na nich. Sposobów na
niebanalne podejście do tematu jest tysiące. Trzeba być tylko troszkę
pomysłowym…
Czasem może się nam zdarzyć, ze szef każe nam napisać o rybkach
akwariowych w miejskim zoo. Temat z pozoru nudny, ale ileż istnieje szans
na znalezienie innego – sensacyjnego tematu na przykład o jakimś zoofilu
krążącym po ogrodzie nocą. Trzeba być elastycznym i gotowym do
podejmowania nowych, czasem nawet absurdalnych historii.
żródło: .slowawsieci.com
|