::  STRONA NIE TYLKO DLA DZIENNIKARZY  ::

 
   

 

TEMAT MIESIĄCA   sondy sms forum czat

 

 
DZIENNIKARZE I WŁADZA | SKANDALE MEDIALNE | WYWIAD TYGODNIA |

TEMAT MIESIĄCA

DŹWIĘKI
FOTO
NEWS
PORADY
TEKSTY
STUDIA
PROFESJA
LITERATURA
SZUKAJ
LINKI
QMPLE
AUTOR
KSIĘGA GOŚCI

Najwyższe radio w kraju

Dobra lokalna rozgłośnia to nie biznes, to misja

Podhalańskie Radio „Alex” (105,2 FM) nie zajmuje się dziennikarstwem śledczym, ale gdy rolnikowi zginie krowa lub trzeba znaleźć ukradziony samochód, zawsze można liczyć
na pomoc słuchaczy.
Lokalne radia miały być szansą dla miejscowych społeczności. Tymczasem za zgodą Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji medialni giganci wykupili ponad 90% z ponad 200 regionalnych rozgłośni. Ci, którym – jak Radiu „Alex” – udało się przetrwać, nadal muszą walczyć o życie.
– Próbowano nas kupić, przejąć podstępem część udziałów, ale na razie jesteśmy samodzielni i samorządni – wyjaśnia redaktor naczelny Piotr Sambor.
Sambor to w Zakopanem postać powszechnie znana. Przed 20 laty był jednym z dziewięciu założycieli słynnego Teatru Witkacego.
Według jednej z zakopiańskich plotek, postanowił założyć radio, gdyż w teatrze nie miał szans na wyjście z cienia dyrektora Andrzeja Dziuka. Według anegdoty powtarzanej przez samego redaktora naczelnego, o nowej pasji zadecydował amerykański film „Znikający punkt”.
– Zafascynowała mnie w nim postać niewidomego radiowca, który siedząc w studiu, „prowadził” uciekającego przed policją – przez całe Stany Zjednoczone – kierowcę Kowalskiego – wspomina pan Piotr.
W nocy z 9 na 10 marca 1990 roku, tuż po zakończeniu nadawania przez Radio Kraków – „Alex” nadał na ich częstotliwości pierwszą godzinę własnego programu.
– Większość sprzętu wypożyczyliśmy z Teatru Witkacego, a niewielkie pieniądze na rozruch pożyczyli mi rodzice – mówi Sambor. – W tamtych czasach nie było jeszcze żadnych koncesji. Zgodę na nadawanie programu na paśmie publicznego radia dał nam szef Radiokomitetu Andrzej Drawicz. – Byliśmy pierwszą polską stacją komercyjną. Ktoś mógłby sądzić, że zakopiańskie radio powinno mieć góralską nazwę, ale ja chciałem uhonorować swoją żonę Aleksandrę. Szybko dostaliśmy zgodę na nadawanie 2 godzin w ciągu dnia, następnie czterech. Prócz tego, na Krupówkach rozwiesiliśmy megafony i między 10 a 16 nadawaliśmy reklamy. Opłaty przyjmowaliśmy na poczcie, która wynajęła nam jedno z okienek. Od samego początku zawsze przestrzegaliśmy prawa. Płaciliśmy podatki, tantiemy, mieliśmy wszelkie potrzebne zgody na działalność. Dlatego gdy na początku lat dziewięćdziesiątych Najwyższa Izba Kontroli zrobiła wykaz radiostacji pirackich, to nie było na nim Radia „Alex”, chociaż nie zabrakło tak znanych rozgłośni jak RMF czy Zet.
Zakopiańskie radio mieści się przy ulicy Smrekowej, tak wąskiej, że z trudem mogą wyminąć się dwa auta. Niżej biegną, prowadzące do Krakowa, tory kolejowe. Siedziba wygląda więcej niż skromnie. Niewykończony bliźniak sąsiaduje z bijącym w oczy zielonym dachem domu stomatologa. Z okien rozpościera się panorama na Gubałówkę.
Na parterze, na 80 metrach kwadratowych, mieszczą się dwa niewielkie studia i pokój reklamy. Pierwsze piętro pełni rolę salonu i jadalni. Na drugim znajdują się sypialnie rodziny redaktora naczelnego.
– Zanim wybudowaliśmy własną siedzibę, rozgłośnia przenosiła się pięć razy. Ja sam przez 20 lat pobytu w Zakopanem zmieniałem mieszkanie 38 razy! – śmieje się Sambor.
Gruba księga pamiątkowa radia zawiera wpisy bardzo wielu publicznych osób. Pod koniec sierpnia ostatnim znanym gościem stacji był szef Platformy Obywatelskiej Donald Tusk.
1986 m n.p.m.
Nikt w kraju nie nadaje z tak wysokiego punktu. Tylko „Alex” uzyskał zgodę na zamontowanie masztu na szczycie Kasprowego Wierchu (1986 m n.p.m.). Cała konkurencja musi nadawać z niższej o 866 metrów Gubałówki.
Niestety, moc nadajnika wynosi zaledwie 1 KW. To powoduje, że zakopiańskiego radia można słuchać najwyżej do Lubienia, czasem do Pcimia. W Myślenicach „Alex” w zasadzie nie jest już słyszalny. Ale i miejscowości położone bliżej Tatr mają z tym pewien problem. W północnej Rabce stację słychać doskonale, w położonej bliżej Zakopanego południowej części uzdrowiska jest już znacznie gorzej. Ale takie są uroki nadawania w górach.
– Czasem zdarza się, że ktoś złapie nas nawet w Krakowie, a absolutny rekord to odebranie sygnału w Sztokholmie! – mówi z dumą redaktor naczelny. – W Skandynawii złapał nas krótkofalowiec. Za pomocą normalnego radia byłoby to, niestety, niewykonalne.
Zakopiańska rozgłośnia jest własnością spółki „Alex Media”, w której 70% udziałów ma Piotr Sambor, 20% jego żona, a pozostałe 10 radio z Wodzisławia Śląskiego.
– Jesteśmy w sporze prawnym z radiem z Wodzisławia. Chcemy na drodze sądowej pozbyć się tego współwłaściciela – wyjaśnia redaktor naczelny.
Zespół stacji to zaledwie 12 osób. Oprócz naczelnego i jego żony, która jest prezesem spółki, pozostała dziesiątka ma zarejestrowaną własną działalność gospodarczą.
– Dzięki temu mam niższe koszty, ale staram się być lojalny wobec ludzi, którzy robią ze mną radio – mówi szef. – Nikogo nie zwalniam, praktycznie wszyscy pracują od samego początku. Jesteśmy wszędzie tam, gdzie dzieje się coś ciekawego. Nasi reporterzy świetnie znają teren, ludzi – jest to nasza przewaga nad innymi mediami. Mamy też zapaleńców, którzy prowadzą swoje programy, nie biorąc za to pieniędzy. Po prostu realizują życiowe pasje. Jerzy Gruszczyński ma audycje o muzyce elektronicznej. Władysław Orzech o muzyce retro. Nieżyjący już Piotr Malinowski prowadził programy o bluesie.
Wszystkie wpływy rozgłośni pochodzą z reklam. Jednak wielkie stołeczne agencje reklamowe nie zawracają sobie głowy współpracą z lokalną stacją. Nie reklamują się w niej też największe i najdroższe zakopiańskie hotele. „Belvedere”, „Litwor”, „Kasprowy” szukają bowiem klientów w Warszawie, Łodzi czy Krakowie, gdzie „Alex” nie jest już słyszalny.
– Dlatego nasze wpływy z reklam to niewiele więcej niż pół miliona rocznie – stwierdza Sambor. – Ale i z tego daje się żyć. Mamy sporo stałych, sprawdzonych ogłoszeniodawców. A że nie jeżdżę nowym mercedesem, tylko ośmioletnim fiatem brava, to nie ma dla mnie specjalnego znaczenia.
Jak przystało na radio lokalne, ceny reklam są umiarkowane. Emisja 30-sekundowej reklamy nadawanej w najlepszym czasie (między godz. 8 a 16) kosztuje zaledwie 90 złotych. Jej wyprodukowanie, z udziałem dwóch lektorów wspomaganych efektami dźwiękowymi, to wydatek 500 zł.
Lepsi od RMF
Radio jest słyszalne na terenie zamieszkanym przez 270 tysięcy ludzi. Do tego trzeba doliczyć 4 miliony turystów, którzy rocznie odwiedzają Podhale i najbliższą okolicę. Ilu z nich słucha zakopiańskiej stacji?
– Badania robione przez agencje reklamowe czy stacje radiowe nie mają nic wspólnego z rzeczywistością i służą im jedynie do celów marketingowych – wyjaśnia redaktor naczelny. – Przeważnie robi się to, uwzględniając dawny podział administracyjny. To znaczy, że ktoś przepytuje 50 ludzi, z których 30 mieszka między Nowym Sączem a Gorlicami, gdzie nigdy nie było nas słychać. Rzetelne badanie jest naprawdę kosztowne. Zleciliśmy je tylko raz, pod koniec poprzedniej dekady – okazało się, że jesteśmy pierwszą stacją na Podhalu. Słucha nas tu więcej ludzi niż RMF-u, publicznej „Jedynki” czy Zet-ki. Te dane dotyczą tylko tubylców. Które stacje preferują turyści, tego nie wie nikt.
Radio „Alex” nadaje przez 24 godziny. Od 6 do 22 trwa emisja na żywo. W nocy muzyka i wiadomości są nadawane z taśmy.
– Często jednak otwieramy nasze studio nawet o 2 w nocy – wyjaśnia naczelny. – Gdy zdarzy się coś ważnego, zawsze jesteśmy do dyspozycji.
Najstarszą pozycją w ramówce jest nadawana o 8.45 ,,Ewangelia na co dzień”. W południe obowiązkowo modlitwa „Anioł Pański”. O 21 z sanktuarium Matki Bożej Fatimskiej na Krzeptówkach nadawany jest „Apel Maryjny”.
– W niedzielę z kościoła księży misjonarzy z Olczy transmitujemy mszę świętą dla chorych, a z sanktuarium w Ludźmierzu różaniec święty – dodaje pan Piotr. – Nie oznacza to, że jesteśmy radiem kościelnym. Po prostu spełniamy oczekiwania naszych słuchaczy, gdyż na Podhalu wierzący stanowią niemal 100%. Do dziś wspominam, jak w cztery osoby zrealizowaliśmy transmisję z czterech miejsc, w których w 1997 roku przebywał z pielgrzymką Ojciec Święty Jan Paweł II. Byliśmy lepsi od radia publicznego czy wielkich komercyjnych stacji ogólnopolskich, które przysłały do Zakopanego ekipy większe niż liczy cała nasza załoga.
O każdej pełnej godzinie nadawane są wiadomości lokalne, a w połowie godziny z kraju i ze świata. „Alex” współpracuje z radiem watykańskim i polską sekcją paryskiej RFI. Lecz główną specjalnością stacji jest muzyka góralska. Aż 80% nadawanej w radiu muzyki to folk w różnych postaciach.
– Nie wiem, czy gdybyśmy nadawali „złote przeboje”, to reaktywowałby się Krywań, powstał Hawrań, Gronicki? – zastanawia się Sambor. – Tylko w tym roku zawiązało się 6 nowych zespołów góralskich, które mogą liczyć jedynie na nas. Czasem w naszym małym studiu gra aż 40 muzyków. Często puszczamy też muzykę etniczną z różnych stron świata. Ktoś może zapytać, czy to się nie znudzi? Podczas ostatniej nocy sylwestrowej prowadziłem program, w którym słuchacze mogli wybierać, jaką mamy grać muzykę. Na blisko 500 telefonów, sms-ów, maili, tylko 3 były z prośbą o muzykę pop.
Na podbój Ameryki
– W naszych dalekosiężnych planach jest objęcie zasięgiem Krakowa – wyjaśnia Piotr Sambor. – Jednak do tego potrzebna jest zgoda Krajowej Rady i zwiększenie mocy naszego nadajnika. O wiele bardziej rewolucyjne są nasze najbliższe plany. Chcielibyśmy sprzedać udziały grupie kapitałowej „Polamer”, która jest właścicielem dwóch polonijnych stacji radiowych w Nowym Jorku i Chicago. Te rozgłośnie docierają do 400 tysięcy Amerykanów polskiego pochodzenia, z których wielu ma podhalańskie korzenie. Dlatego część naszego programu byłaby emitowana za oceanem. Zachowując lokalność naszego radia, ogromnie zwiększylibyśmy jego możliwości reklamowe. To połączenie górali zza wielkiej wody z ojczyzną, to nasze największe marzenie, które staramy się realizować już od 13 lat. Tak długo trwa bowiem nasza współpraca z amerykańskimi stacjami.
Od wielu lat Piotr Sambor ma też ambicje telewizyjne. W 1992 roku ekipa Radia „Alex” nadała z Gubałówki, na żywo, półgodzinną próbną audycję telewizyjną.
– Mieliśmy sprzęt super-VHS, stary „mikser”, nie mieliśmy jednak zwykłej wtyczki do nadajnika, więc technik musiał przez cały czas trzymać w ręku kabel – uśmiecha się Sambor. – Ale pokazaliśmy, że jesteśmy gotowi i potrafimy. Marzy nam się połączenie różnych mediów: radia, prasy, telewizji, Internetu i, mam nadzieję, że zaskoczymy wszystkich nie tylko na Podhalu. Prowadzenie lokalnego radia to nie biznes, to misja. Nie zamykamy się przed żadną partią, żadną instytucją. Jednocześnie nikogo nie popieramy. Nie jesteśmy zaangażowani politycznie. Wspieramy jedynie konkretne akcje, które są pożyteczne dla naszej społeczności. Nie uprawiamy dziennikarstwa śledczego, ale gdy rolnikowi zginie krowa lub trzeba znaleźć ukradziony samochód, zawsze można liczyć na naszych słuchaczy. W komercyjnych stacjach wszyscy bez ustanku przeliczają czas antenowy na sekundy i minuty, które można zarobić na reklamie. Ale jak w takiej sytuacji rzetelnie poinformować ludzi o koniecznych inwestycjach, przeprowadzić radiową debatę. Tego nie da się zrobić w ciągu 5 minut. Nasze radio zawsze jest otwarte na takie sprawy. Nie żałujemy czasu antenowego, nawet gdyby miało to trwać kilka godzin.

Artykuł pochodzi z Tygodnika Angora
KRZYSZTOF RÓŻYCKI
 

                                         copyright by szpila.net 2005