NA ZŁOŚĆ

 

Kolejny raz siadam przed pustą kartką papieru w kratkę i chcę pisać. Nie wiem o czym... (Ręce mi drżą. Ciekawe-co zacznie drżeć następne?) Chciałbym podzielić się moimi "niezłotymi" myślami na temat sensu życia z tymi, którzy poświęcą chwilę na przeczytanie tego tekstu. Temat znany i oklepany, ale ciekawy! (Drżenie obejmuje nogi.) Miałem już cały szablon wymyślony i skonstruowany: co, po czym, napiszę, ale straciłem odwagę... (Teraz już cały drżę konwulsyjnie! Jutro idę do neurologa...)
Bo co można nowego wymyślić na temat życia vel egzystencji?
Mój kolega powiedział kiedyś: "Jeśli nie masz po co żyć, żyj na złość innym." Zaciekawiło mnie skąd mój kochany kolega to wytrzasnął? Nigdy nie był zbyt światły, ale ludzie i czasy się zmieniają. Uważam, że mój kolega (AVE PAWEŁ!!!) miał rację. Przynajmniej po części. Żyj, żyj, żyj dla siebie jeśli dla nikogo innego nie możesz! Bóg dał życie, więc wykorzystaj je dobrze! Nie po to tutaj jesteś, by czynić to, do czego nie zostałeś stworzony! Człowiek jest by żyć!
Jak dotąd zapisałem ileś tam znaków i nie powiedziałem niczego konkretnego. Z upodobaniem korzystam z frazesów i myśli iście kaznodziejskich. A o co tak naprawdę chodzi z tym sensem? Wspominałem wcześniej o kaznodziei???
Pewnej pięknej, słonecznej niedzieli o godzinie punkt 9:15 stałem sobie w zakątku mojego miejscowego kościółka i jednym uchem słuchałem kazania, które z wielkim zaangażowaniem wygłaszał pewien przyjezdny ksiądz. Mówił coś o obowiązkach. W końcu zszedł na temat szkoły i powinności wobec niej. I niczym nie zapisałby się w mojej pamięci, gdyby nie jedno zdanie: "Nie uczycie się dla siebie!" W tym momencie cały mój światopogląd legł w gruzach. "To dla kogo? Hę? KOGO???"- myślałem, roziskrzonym wzrokiem wpatrując się w kaznodzieję. Ten zaraz jednak rozwiał moje wątpliwości: "Uczycie się dla innych, by kiedyś służyć im swoją wiedzą, a nie siąść przed lustrem z dyplomem w ręku i podziwiać siebie." A co to ma wspólnego z naszym tytułowym sensem? Jako że jestem mądry (wiwat skromność!!!), toteż wyciągnę coś i z tej wypowiedzi.
Żyjcie dla innych, niekoniecznie na złość innym. Wiedzcie, że gdzieś jest ktoś, kto będzie potrzebował właśnie was i nikogo innego. Pomyślcie o tym!
A teraz inaczej: Miałem kiedyś koleżankę, więcej: przyjaciółkę, która pisała wiersze. Były one proste, ale zawierały myśli mądre i zaskakująco celne. Pozwólcie, że jedną zacytuję (Mam nadzieję, że koleżanka mi wybaczy!):

(...) Upadek zwyczajów, wiary w Boga nie ma
Oddali duszę za piękne okrycia!
(...) Zgłosili "np." od życia!!!"

Inspirujący fragment, nieprawdaż? Szczególnie podoba mi się owo np. od życia. Sensem może być nasz stosunek do tego "np."! Mamy możliwość zgłoszenia nieprzygotowania, ale chodzi właśnie o to, by tego nie robić! Bo co to za problem siąść z założonymi rękami i bezpiecznie doczekać końca? ŻADNA SZTUKA! Myślę, że właśnie chęć pokazania ile jesteśmy warci poprzez mężne stawianie czoła przeciwnościom losu bez uciekania w "np." jest jedyną drogą, jest sensem. Dzięki temu kiedyś będę mógł obejrzeć się za siebie w ostatniej chwili życia tutaj i zobaczenia ogromu przebytej drogi i potrzaskanych zapór. Będę mógł kiedyś sobie powiedzieć: "Dobrze wykonałem zadanie, mogę już odejść." Wy zresztą też tak możecie!
Siedzę nad kartką papieru w kratkę, puściłem jakąś nastrojową muzyczkę, w ręce trzymam zdjęcia osób na których mi zależy i myślę o wszystkim, o Nich, o drodze przed- i poza-, o mojej drodze. Myślę o sensie mojego życia. Nie oglądam się za siebie. Jeszcze nie czas...

Wojciech Popek