|
... w a Polsce nikt na to nie wpadł, szkoda.
10-06-2010
Zarobki prowadzących programy we włoskiej telewizji publicznej już wkrótce pojawią się prawdopodobnie w napisach końcowych. Poprawka w tej sprawie została przyjęta w środę głosami rządzącej koalicji i opozycji przez parlamentarną komisję nadzoru nad RAI.
Kiedy pół roku temu ujawnienie honorariów prowadzących programy we włoskiej telewizji publicznej w napisach końcowych zaproponował znany z kontrowersyjnych pomysłów minister administracji publicznej Renato Brunetta uznano to za prowokację. On zaś argumentował, że w telewizji RAI, utrzymującej się częściowo z abonamentu, musi panować absolutna przejrzystość.
Jego propozycję zupełnie serio potraktowała jednak komisja włoskiego parlamentu, sprawująca kontrolę nad publicznym nadawcą i poddała ją pod głosowanie. Pełna zgoda centroprawicowej koalicji i centrolewicowej opozycji w tej sprawie, czego dowodem jest jednomyślne głosowanie, wskazuje na to, że wkrótce postulat ten zostanie zrealizowany.
Do ustalenia pozostały jeszcze szczegóły, gdyż nie ma zgodności co do tego, czy wymóg ten ma obowiązywać wyłącznie w przypadku wielkich programów publicystycznych i widowisk, czy też także w odniesieniu do np. dzienników.
W przeżywającej poważne finansowe trudności TV RAI honoraria niektórych jej gwiazd są zdaniem polityków całkowicie nieuzasadnione. Prowadzący popularny talk-show Fabio Fazio zarabia rocznie około 2 milionów euro, a Simona Ventura, gwiazda widowisk towarzyszących transmisjom meczów piłkarski Serie A oraz popularnego reality show "Wyspa sław", otrzymuje 1,8 miliona euro.
Zarobki Bruno Vespy, gospodarza publicystycznego programu "Porta a porta" w pierwszym kanale RAI, sięgają 1,6 miliona euro rocznie. Burza wybuchła przed kilkoma miesiącami, gdy Vespa zażądał podwyżki w nowym kontrakcie o 20 procent stwierdzając, że inni jego koledzy zarabiają więcej. Kierownictwo stacji nie zgodziło się na tę podwyżkę.
|
|
----------------------------------------------------------------------------------------
|
Płatne Artykuły w Indiach
17-05-2010
Indie: Do znajomego biznesmena zwrócili się przedstawiciele wiodącej indyjskiej gazety i zaproponowali mu układ: Daj nam udziały w swojej firmie, a my ci damy przestrzeń reklamową i satysfakcjonującą obsługę prasową.
wydawca otrzymał podobną propozycję: Zapłać nam, a przeprowadzimy wywiady z autorami, których publikujesz i napiszemy o nich.
Sushma Swaraj, liderka partii Bharatiya Janata mówi, że oferowano jej materiały w prasie, które przedstawią ją w korzystnym świetle w ubiegłorocznych wyborach za cenę 10 milionów rupii, czyli ok. 708 tysięcy złotych rocznie.
Plotki dotyczące tych nieetycznych i prawdopodobnie nielegalnych praktyk w indyjskich mediach krążą w środowisku od lat. W ostatnim roku, a szczególnie od wyborów parlamentarnych w 2009 roku, kiedy sprzedaż przestrzeni medialnej wzrosła do niespotykanych dotąd rozmiarów, zrobiło się o nich głośno.
Sprawę poruszono w Parlamencie. W lipcu 2009 roku Rada Prasowa Indii, organ usankcjonowany przez rząd, utworzyła dwuosobową komisję to zbadania zarzutów pod adresem mediów. W zeszłym tygodniu komisja zakończyła prace nad wstępnym raportem w tej sprawie, ale jego publikacja została wstrzymana ze względu na silny sprzeciw koncernów medialnych.
Pomimo to wiele kluczowych dla sprawy ustaleń wyciekło do wiadomości publicznej. Chociaż wydawcy twierdzą, że przedstawione dowody są słabe, raport ujawnia kilka tytułów, które według komisji sprzedawały materiały prasowe i są na to liczne przykłady.
Rozpowszechnianie się zjawiska płatnej treści wpasowuje się w prąd, o którym niedawno pisałem: indyjskie zaślepienie handlem i biznesem oraz wtargnięcie rynku do niemal każdego aspektu życia prywatnego i publicznego.
Pod wieloma względami pojawienie się konkurencji było dla mediów dobrodziejstwem. Według najnowszych badań, do roku 2013 spodziewany jest wzrost indyjskiego rynku prasowego o 12,5 proc. rocznie, co jest wyjątkiem na światowym rynku medialnym.
Jednak z tym wzrostem wiąże się presja. W Indiach zarejestrowanych jest prawie 70 tys. gazet i 450 kanałów telewizyjnych. Być może nie jest wielkim zaskoczeniem, że niektórzy wydawcy skusili się na eksperyment z nowym modelem biznesowym i postanowili "na skróty" dojść do zysków.
Może to spodziewane, jednak dla kraju, dla życia społecznego i demokracji - bardzo niepokojące zjawisko.
|
|
----------------------------------------------------------------------------------------
|
TVP wykończy sie sama
08-05-2010
Ministerstwo skarbu wystąpiło do TVP o wyjaśnienia w sprawie przesunięcia pory emisji programów regionalnych w TVP2. Resort obawia się, że zmiana negatywnie wpłynie na oglądalność programów lokalnych i utrudni oddziałom TVP pozyskiwanie reklamodawców.
Do tej pory program regionalny na antenie TVP2 zaczynał się o godz. 17.30. Przed tygodniem TVP zmieniła porę tej emisji na godz. 16. O godz. 17.30 w TVP2 pokazywane są teraz teleturnieje. Jak uzasadnia TVP celem zmiany jest "dążenie do optymalizacji ramówki" i "poprawa sytuacji ekonomicznej Oddziałów Terenowych Spółki".
Innego zdania są związkowcy z TVP. Jak podkreślają związki: "Wizja" oraz "Solidarność" zmiana ramówki oddziałów terenowych "sprowadza je na margines", "uniemożliwia pozyskiwanie reklamodawców", a co za tym idzie "skazuje na zagładę finansową". Związki alarmują także, że zmiana pory emisji "utrudni dostęp społeczności lokalnych do oferty programowej ośrodków TVP".
czytaj dalej
Podobne obawy wyraził w czwartek poseł PSL Mieczysław Kasprzak. "O godz. 16 praktycznie nikt tego nie ogląda, bo ludzie wracają z pracy, dokonują zakupów. Więc jaki jest sens nadawania w tym czasie wiadomości lokalnych dla miejscowej społeczności" - pytał w Sejmie.
W konsekwencji spadającej oglądalności - jak dodał - spada liczba zamawianych w ośrodkach reklam, a to "pogarsza i tak już bardzo trudną sytuację ośrodków regionalnych".
Podsekretarz stanu w MSP Adam Leszkiewicz zapewnił, że resort podziela większość argumentów, wyrażanych przez krytyków zmiany w ramówce TVP. "Wystąpiliśmy wczoraj do zarządu TVP o szczegółowe, pisemne odniesienie się do tych spraw, o które pyta pan poseł" - powiedział w Sejmie Leszkiewicz.
"Także nasz przedstawiciel w radzie nadzorczej spółki został zobowiązany do tego, żeby na najbliższym posiedzeniu Rady zwrócić się do zarządu TVP o wyjaśnienia związane z tym tematem, o przedstawienie argumentów, które służyły zarządowi telewizji za podstawę do podjęcia takich właśnie decyzji o przesunięciu tej emisji" - dodał Leszkiewicz.
Zachęcał też, by dodatkowo właściwa komisja sejmowa zwróciła się z tym pytaniem do zarządu TVP, bo - jak przypomniał - MSP ma ograniczone możliwości oddziaływania na TVP.
Leszkiewicz podkreślił, że zgodnie z Kodeksem spółek handlowych minister skarbu "nie ma prawa wydawać wiążących poleceń zarządowi TVP, a tym samym zobowiązać zarządu spółki do wprowadzenia programu o określonej tematyce, jakości, czy godzinie emisji".
|
|
----------------------------------------------------------------------------------------
|
TVP Katowice na dnie
13-02-2010
To skutek obcięcia przez Warszawę budżetu ośrodka w Bytkowie o 45 proc. Dla oszczędności zrezygnowano z jednego zestawu montażowego i przyspieszono produkcję programów. Dziennikarze przychodzą do pracy pół godziny wcześniej, a czas ich pracy w terenie szefowie odmierzają ze stoperem w ręku. Podobnie jak w pozostałych ośrodkach regionalnych, pensje katowickich reporterów zostały zmniejszone o jedną trzecią. Stacja nie korzysta już z usług emerytowanych dziennikarzy i współpracowników.
Jeśli zarząd TVP nie przekaże ośrodkom regionalnym pieniędzy z abonamentu, to przewodnicząca Rady Programowej Telewizji Katowice Jadwiga Chmielowska rozważa wystąpienie na drogę prawną przeciwko dwóm ostatnim składom Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji oraz kolejnym zarządom TVP. Uważa bowiem, że warszawska centrala doprowadziła katowicki ośrodek na skraj bankructwa.
- Oficjalnie jest mowa o obcięciu środków na 2010 rok o 40-45 procent. Jak w tej sytuacji mówić o tworzeniu programu regionalnego? Nawet na te cztery godziny dziennie nie wystarczy. Oczywiście najmniej winny jest obecny zarząd. Pijemy piwo ważone od co najmniej dziesięciu lat - mówi przewodnicząca.
Program Telewizji Katowice jest całkowicie uzależniony od planów całodobowego TVP Info. Regionalne newsy mogą przebić się tylko w Aktualnościach. Żeby nadać ważną dla regionu relację, np. z wizyty prezydenta Lecha Kaczyńskiego, trzeba się na własne ryzyko odłączyć od wspólnego pasma.
- W TVP Info cieszą się, że są teraz obrady komisji hazardowej, bo to pozwala im zaoszczędzić. Włączają tylko kabel w Sejmie, a my zdychamy, bo nikt nie chce od nas programów albo ciągle nadawane są powtórki. Dla nas być albo nie być jest odzyskanie anteny. Na te kilka godzin programu możemy nadać tylko 24 minuty reklam. Jak z tego wyżyć? - pyta dziennikarz Aktualności, najbardziej oglądanego programu TVP Katowice.
Oczywiście najbardziej kryzys odbija się na pracownikach. - To prawdziwy dramat - mówi nam o sytuacji w TVP Katowice jeden z dziennikarzy. - Zagęszczono nas w pokojach, by rachunki za prąd i ogrzewanie były mniejsze, po korytarzach krążą hiobowe wieści, że w marcu w ogóle zabraknie pieniędzy i przejdziemy na postojowe.
Pracownicy są zdezorientowani, bo choć kończy się luty, to jeszcze nie przedstawiono marcowej ramówki. A to ona powie prawdę o tym, na co rzeczywiście stać katowicki ośrodek.
- Ludzie mówią, że jak nie będzie sponsora, który zapłaci za program, to nie będzie programu. Teraz dziennikarze chyba muszą obdzwaniać firmy z prośbą o jałmużnę - słychać w telewizji.
- Jesteśmy oburzeni, że wieloletnie zaniedbania najbardziej odczuwają twórcy. Obecny kryzys to nie kwestia ostatnich miesięcy, ale lat - mówi twardo Bożena Klimus, wielokrotnie nagradzana reportażystka TVP Katowice.
Dziennikarze w całej spółce musieli się pogodzić z obcięciem ich honorariów o 30 proc. Stacja w Katowicach zrezygnowała z pracy emerytów oraz części współpracowników.
- Przechodzimy bardzo poważny i trudny proces optymalizacji kosztów. Zdajemy sobie sprawę z powagi sytuacji. Liczymy każdą złotówkę - przyznaje Krzysztof Karaś, szef Aktualności.
Niedawno Rada Programowa TVP Katowice zwróciła się do posłów o pilne wprowadzenie zmian legislacyjnych, które zapewniłyby stabilne finansowanie publicznych mediów regionalnych.
- Finansowanie powinno być realizowane poprzez powszechną, społeczną składkę medialną pobieraną i zarządzaną przez kontrolowany społecznie Fundusz Mediów Publicznych. Określona w ustawie część tej składki powinna być przeznaczona na realizację misji przez regionalne anteny publicznego radia i telewizji - twierdzi Adam Warzecha, wiceprzewodniczący Rady Programowej TVP.
Oczywiście posłowie pozostawili sprawę bez echa.
W Telewizji Katowice sytuację dodatkowo komplikuje polityczne zamieszanie wokół osoby dyrektora ośrodka. Obecny Miłosz Stawecki ma być zastąpiony przez kandydata wskazanego przez SLD, bo w wyniku podziału medialnych łupów właśnie lewicy, a nie PiS przypadł katowicki ośrodek. Sprawa jest jednak przeciągana, bo nie ma odpowiedniego kandydata.
Nie tylko w Katowicach piszczy bieda. Podobnie jest we wszystkich regionalnych stacjach. Przeciwko obcięciu budżetu o 45 proc. zaprotestowała wczoraj Rada Programowa Telewizji Gdańsk. W rozesłanym do mediów dramatycznym oświadczeniu możemy przeczytać: "Restrykcyjna polityka finansowa wobec ośrodków regionalnych w zasadniczy sposób ogranicza możliwości realizacji misji telewizji publicznej w zakresie prawa obywateli do informacji. Nie można godzić się, aby radykalne ograniczenie centralnych środków finansowych oraz brak innych możliwości zrównoważenia kosztów zmierzało do likwidacji ośrodków regionalnych."
Władze telewizji na wszystkie protesty mają tylko jedną odpowiedź: to spadek wpływów z abonamentu doprowadził do cięć w ośrodkach.
|
|
----------------------------------------------------------------------------------------
|
GWIAZDY WRACAJĄ DO RADIA
27-01-2010
Do Polskiego Radia wracają ludzie, którzy odeszli lub zostali zwolnieni za poprzedniego zarządu. Oprócz Marka Niedźwieckiego pracę w publicznej rozgłośni ponownie zaczynają m.in. Roman Czejarek i Zygmunt Chajzer. Rozmowy toczą się z Tadeuszem Sznukiem, który miałby mieć stały program w radiowej Jedynce.
Zarząd spółki liczy, że w ten sposób utrzyma słuchaczy i ściągnie do radia sponsorów, a tym samym zagwarantuje radiu pieniądze z innych źródeł niż abonament, którego ściągalność dramatycznie spadła.
Na początek dawne głosy mają przyciągnąć sponsorów dla najbardziej znanej audycji Polskiego Radia "Lata z Radiem", na którą potrzeba kilka milionów złotych. "W kasie Polskiego Radia nie ma pieniędzy na organizację tak wielkiej imprezy, jak +Lato z Radiem+" - powiedział w środę na konferencji prasowej członek zarządu PR Paweł Majcher, dodając, że audycja w całości ma być sfinansowana ze środków komercyjnych. "Pieniądze z abonamentu, które są coraz niższe z transzy na transzę, nie będą przeznaczane na »Lato z Radiem«, tylko na bieżące działanie anten" - powiedział Majcher.
Dlatego - jak podkreślił - radio ściąga do audycji jej dawnych współtwórców: Romana Czejarka i Zygmunta Chajzera, którzy w połączeniu z ok. 4,5 milionową rzeszą słuchaczy Jedynki mają być gwarancją pozyskania komercyjnych środków.
Według Chajzera część sponsorów już zadeklarowała wsparcie audycji. Takie deklaracje złożyły też liczne miasta zainteresowane organizacją u nich koncertu "Lata z Radiem".
Czejarek, który od 1 lutego będzie kierownikiem redakcji kulturalno-naukowej Programu I podkreślił, że chce wnieść do Polskiego Radia doświadczenie z ostatnich trzech lat pracy w mediach komercyjnych.
"To nie znaczy oczywiście, że my mamy równać do mediów komercyjnych, bo misja radia publicznego jest zupełnie inna (...), ale to naprawdę nie znaczy, że dwie godziny programu, czy trzy czy pięć godzin ma robić osiemdziesiąt czy sto osób. Oczywiście nie jedna, jak w stacji komercyjnej, ale może pięć, dziesięć dobrze dobranych" - powiedział Czejarek.
"»Lato z Radiem« musi na siebie zarobić i jeszcze na inne programy (...) i myślę, że podobnie uda się zrobić z »Czterema Porami Roku«, bo w tej chwili jest to w Jedynce najbardziej słuchany program. No to jeżeli najbardziej słuchany program nie jest w stanie zarobić, to co mówić o innych pasmach. Ono musi, zachowując pewne wartości radia publicznego, być w stanie zdobyć pieniądze, których w tej chwili to radio nie ma. To się da zrobić, ale to wymaga pewnej rewolucji" - dodał.
Majcher powiedział, że wracający do Polskiego Radia byli pracownicy w obecnej sytuacji finansowej spółki nie mogą liczyć na kontrakty gwiazdorskie. Zapewnił jednak, że "pieniędzy na wypłaty nie zabraknie", spółka ma na razie płynność finansową, a w najbliższych miesiącach będzie wdrażać niezbędne zmiany, by "wystarczyło na ZUS". "Jestem przekonany, że to zrobimy" - ocenił Majcher.
Według prognoz KRRiT w 2010 r. Polskie Radio ma uzyskać z abonamentu między 100 a 130 mln zł, co oznacza spadek wpływów do poziomu jednej trzeciej tego, czym spółka dysponowała w 2009 r. Jak informował prezes spółki Jarosław Hasiński, takie środki wystarczą jedynie na "pokrycie stałych kosztów administrowania infrastrukturą spółki, emisję i rozsył sygnału radiowego oraz tworzenie prostych audycji radiowych". Dlatego radio zapowiada "drastyczne cięcia w wydatkach", w tym m.in. zwolnienia pracowników.
Wracający do pracy w Polskim Radiu Niedźwiecki, Czejarek, Chajzer czy prawdopodobnie Sznuk - z którym jak powiedział Majcher trwają rozmowy - odeszli lub zostali zwolnieni z rozgłośni w czasie, gdy spółką zarządzał prezes Krzysztof Czabański (od 2006 r.).
W trakcie kadencji jego zarządu głośne stały się sprawy związane ze zwolnieniami pracowników. Niektóre z nich finał znalazły w sądach (m.in. proces z dziennikarką Marią Szabłowską, która przypisywała członkowi zarządu Jerzemu Targalskiemu obraźliwe wypowiedzi pod jej adresem). Zwolniony został również m.in. Tadeusz Sznuk, o którego popularności Targalski powiedział w jednym z wywiadów, że "jak się puści w obozie koncentracyjnym miły głos, to też ludzie się z nim zżyją".
W środę wicedyrektor Programu I Mariusz Dąbrowski powiedział: "Skończyło się w Polskim Radiu coś takiego, jak niefajne żegnanie się z ludźmi. Szanujemy tych wszystkich, którzy reprezentują PR, którzy są w barwach PR, i jeśli przychodzi nam się rozstać, rozstajemy się w sposób elegancki i godny".
"To były podłe czasy i mam nadzieję, że te czasy nie wrócą - czasy czystek, bo tak to należy nazwać; czasy pogardy dla tych, którzy pracowali w tym radiu wiele lat; czasy nienawiści; czasy smutnych korytarzy" - powiedział Chajzer.
|
|
----------------------------------------------------------------------------------------
|
Stowarzyszenie Dziennikarzy potępia zachowanie TVP
24-09-2009
Jako niezgodne z zasadami etyki dziennikarskiej i "zwykłą przyzwoitością" ocenił warszawski oddział Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich przemilczenie przez TVP sporu o władzę w telewizji publicznej. Szef Agencji Informacyjnej TVP Jan Piński odpowiada, że jest to jego decyzja, wynikająca z troski o dobry wizerunek spółki.
Warszawski oddział SDP oświadczył, że wedle informacji Stowarzyszenia "kierownictwo Agencji Informacyjnej TVP zakazuje dziennikarzom umieszczania w programach informacyjnych tematów dotyczących powołania nowej rady nadzorczej TVP".
- Chowanie głowy w piasek i przemilczanie istotnych informacji jest niezgodne z zasadami etyki dziennikarskiej i zwykłą, ludzką przyzwoitością - głosi komunikat.
Warszawskie SDP przypomina przy tym wypowiedź p.o. prezesa TVP Piotra Farfała, który powiedział w poniedziałek, że programy TVP są rzetelne i obiektywne. - Czy kryteria rzetelności i obiektywizmu spełniają programy informacyjne TVP - "Teleexpress", "Wiadomości", "Panorama", wreszcie kanał INFO, które w ogóle nie informują o tym, co dzieje się od kilku dni wokół telewizji publicznej? Czy dziennikarze tej telewizji - reporterzy, wydawcy, wreszcie dyrektorzy nie potrafią w sposób rzetelny i wyważony omówić sytuacji, o której obszernie informują inne telewizje, radiostacje, prasa, a także radio publiczne? - pyta SDP w komunikacie prasowym.
Szef Agencji Informacji TVP Jan Piński powiedział, że "decyzja o tym, żeby nie informować na bieżąco o szczegółach sporu właścicielskiego wokół władz TVP o to, kto jest legalną władzą w telewizji, wynika z troski o wizerunek TVP, a także o finanse spółki - zarówno w postaci abonamentu, jak i przychodów z reklam".
- Krytykujące nas media prywatne, same nigdy nie relacjonowały sporów właścicielskich w swoich władzach - powiedział Piński dodając, że te same media konkurują z TVP o widza.
- W momencie, w którym będzie znane rozstrzygnięcie sądowe w sprawie sporu we władzach TVP, telewizja o nim poinformuje - zapewnił Piński. Podkreślił też, że decyzję o tym, by nie relacjonować na bieżąco sporu o władzę spółkę podjął on sam, jako szef Agencji Informacji.
Od soboty w telewizji publicznej funkcjonują dwa, zwalczające się zarządy: dotychczasowy p.o. prezes telewizji Piotr Farfał i nowy zarząd, który tworzą p.o. prezes Bogusław Szwedo i Małgorzata Wiśnicka-Hińcza. Obie strony czekają teraz na decyzję Krajowego Rejestru Sądowego, gdzie wpłynęły wnioski dotyczące wpisania zmian we władzach TVP. Obecnie według wpisu w sądowym rejestrze p.o. prezesem telewizji jest Farfał.
|
|
----------------------------------------------------------------------------------------
|
RMF FM i Radio ZET spotkają się w sądzie
24-09-2009
RMF FM pozwało Radio ZET - żąda zaprzestania używania przez nie nazwy "Wielka kumulacja" oraz 500 tys. zł rekompensaty. Druga strona zapowiada kontrpozew.
Poszło o SMS-owy konkurs pt. "Wielka kumulacja", który od stycznia prowadzony jest na antenie RMF FM. Radio ZET uruchomiło własny 14 września.
- Cieszę się, że nasza praca tak podoba się na Żurawiej (siedziba Radia Zet - red.), ale mniej jestem zadowolony z tego, że niektórzy słuchacze mogą nie wiedzieć, czy kupują oryginalne dżinsy, czy też podróbkę - twierdzi Tadeusz Sołtys, prezes RMF FM.
Aby wyjaśnić tę sytuację RMF FM złożył w środę w krakowskim sądzie pozew przeciw Radiu Zet wnosząc o zaprzestanie używania na antenie stacji Radio ZET i w akcji promocyjnej określania prowadzonego przez nią konkursu jako "Wielka Kumulacja". RMF FM występuje także o nakazanie Radiu ZET zaniechania wszelkich działań polegających na kopiowaniu działań i pomysłów RMF-u z zakresu koncepcji programowej i promocyjnej na antenie Radia ZET oraz w akcjach promocyjnych tego radia. Ponadto pozywający żąda wyemitowania przez Radio Zet na swojej antenie oraz RMF FM wyjaśnienia sytuacji i przekazania 500 tys. zł rekompensaty na rzecz Fundacji Kultury.
- Sformułowania "wielka kumulacja" Radio ZET używa w swoich konkursach od wielu lat i na ogólnopolskim rynku radiowym od wielu lat jest pionierem w dziedzinie loterii SMS-owych - twierdzi Mateusz Kirstein, redaktor naczelny Radia Zet.
W tym samym tonie zostało utrzymane oświadczenie wydane wczoraj przez Radio Zet, w którym czytamy m.in: "zarzuty stawiane Radiu ZET przez spółkę Radio Muzyka Fakty uważamy za całkowicie bezzasadne, a wręcz absurdalne."
Radio Zet przypomina, że poprzednia loteria nadającej z Kopca Kościuszki w Krakowie stacji prowadzona od początku tego roku pod nazwą "Wielka Kumulacja", jest obecnie przedmiotem postępowania karno-skarbowego prowadzonego przez III Urząd Skarbowy Warszawa-Śródmieście.
"W związku z tym, że stacja RMF FM zaczęła organizować podobne konkursy, korzystając ze sposobu komunikacji, a także renomy jaką na tym polu przez lata zdobyło i utrwaliło Radio ZET, spółka Radio ZET w obronie swojego interesu zgłosiła znak towarowy "Wielka Kumulacja" do zarejestrowania w Urzędzie Patentowym. Dalsze kroki na rzecz ochrony swych praw, Radio ZET będzie podejmować na drodze sądowej" - napisano w przesłanym do portalu Wirtualnemedia.pl oświadczeniu.
RMF FM nie chce jednak odnosić się do informacji zawartych w oświadczeniu Radia Zet.
|
|
----------------------------------------------------------------------------------------
|
NIE BĘDZIE POLSKIEGO RADIA W LONDYNIE
22-02-2009
Po doniesieniach prasowych o bardzo wysokim wynagrodzeniu londyńskiego korespondenta Polskiego Radia zarząd spółki zdecydował o zlikwidowaniu placówki w Wielkiej Brytanii.
W oficjalnym komunikacie zarząd Polskiego Radia uzasadnia to względami ekonomicznymi. ”Szczególnie dziś nie możemy akceptować kosztów utrzymania tej placówki. Korespondencje dla Informacyjnej Agencji Radiowej z Londynu nadal przesyłać będzie nasz współpracownik Grzegorz Drymer” – tłumaczy cytowany w komunikacie prasowym Robert Wijas, p.o. prezes Polskiego Radia.
Dotychczasowy korespondent Rafał Brzeski z końcem marca wraca do kraju. Do Londynu został wysłany 1 września 2007 roku. Pozostanie pracownikiem radia. W ub. tygodniu ”Gazeta Wyborcza” ujawniła część wniosków z audytu w Polskim Radiu przeprowadzonego na zlecenie ministra skarbu. Jednym z zarzutów była zbyt wysoka pensja Brzeskiego – 10,4 tys. euro miesięcznie.
|
|
----------------------------------------------------------------------------------------
|
KOTECKA ŻEGNA SIE Z TVP
22-02-2009
Patrycja Kotecka wicedyrektor Agencji Informacji Telewizji Polskiej SA wczoraj mailowo pożegnała się z zespołem.
Napisała w nim: ”dziękuję Wam za współpracę i za to, że mogłam na Was polegać. Pokazywanie prawdy wymaga osobistej odwagi, której nam nie brakowało. To nasze dziennikarskie powołanie. Przyszło nam pracować w TVP w niełatwych czasach, często pod presją nieuczciwych ataków. Wierzę jednak, iż rzetelność i przyzwoitość to wartości, o które warto walczyć”. Mail zakończyła sformułowaniem: ”Do zobaczenia!”.
Kotecką zwolnił Piotr Farfał, p.o. prezes TVP.
|
|
----------------------------------------------------------------------------------------
|
NIE BEDZIE ZAKAZU PRZEKLINANIA
21-02-2009
Poznańska telewizja WTK po wycieku do Internetu filmu podobnego do nagrania z przeklinającym w studiu TVN-u Kamilem Durczokiem, wprowadziła zakaz przeklinania w pracy. TVN nie zamierza stosować takich zasad.
Na filmie WTK widać prezenterkę serwisu ”Pulsu dnia”, która przeklina, nie wiedząc, że jest na wizji. Jak opisuje ”Gazeta Wyborcza Poznań”, po tym wydarzeniu wprowadzono zakaz przeklinania w newsroomie. – Ludzie zaczęli się pilnować. Oczywiście zdarza się, że ktoś jeszcze przeklnie, ale widzę po sobie, że można to ograniczyć – mówi Remigiusz Koziński, dyrektor programowy WTK. Dodaje, że nie były potrzebne żadne sankcje. – Był pomysł, żeby ustawić puszkę, do której wrzucano by złotówkę za każde brzydkie słowo, ale jak dotąd puszki nie ma, a ludzie sami z siebie ograniczyli przeklinanie – zapewnia Koziński.
TVN nie zamierza wzorować się na WTK. – Nie wszystkie wzorce trzeba naśladować, szczególnie jeśli wiadomo z góry, że są nieskuteczne – mówi Karol Smoląg, rzecznik prasowy TVN-u. W piątek w Internecie pojawiło się nagranie, na którym Kamil Durczok w ostrych słowach zwraca uwagę realizatorowi wizji, że stół prezenterski jest brudny.
|
|
----------------------------------------------------------------------------------------
|
|
|
|
ARCHIWUM:
1 : 2 : 3 : 4 : 5 : [...]
»
|
|
|
|