|
Radiowa Trójka jest w trakcie ogromnych zmian. Dyrektor programowy
stacji chce przewietrzenia, odświeżenia, uporządkowania; chce
zwiększenia słuchalności. Trójka wprowadza nowe audycje i nowe głosy,
ze stacji odeszła część dotychczasowych prowadzących. Czy spełnią się
czarne wizje Grzegorza Miecugowa i Trójka zagra Britney Spears albo
Ich Troje? Czy playlistę Trójki będzie, wzorem stacji prywatnych,
tworzył bezduszny komputer? O muzyce i pracy w "nowej" Trójce z
Markiem Niedźwieckim, dziennikarzem i dyrektorem muzycznym stacji,
rozmawia Wojciech Kurzyjamski.
Swego czasu wszystkie wróble w Warszawie ćwierkały, że już-już miał
Pan podpisać kontrakt z Radiem Zet. Później kusił Pana także RMF.
Dlaczego Pan został w PR3?
Bo jestem fafuła. A tak naprawdę... Trudno się zmienia życie w moim
wieku. Decyzja o odejściu z Trójki albo przejściu do innej stacji
byłaby zmianą życia – poza zmianą pracy. Przyznam się, że byłem blisko
przejścia tylko raz – do Zetki, razem z Moniką Olejnik. To było przed
1000-ym wydaniem Listy Przebojów i chyba wtedy się przestraszyłem
odpowiedzialności za audycję, za słuchaczy... Może to jest
irracjonalne, ale wydawało mi się, że ludzie wtedy by powiedzieli, że
ich zdradziłem, że nagle przed ważnym momentem w dziejach tej audycji
rezygnuję tylko dlatego żeby zarabiać więcej. Po tych doświadczeniach
pomyślałem sobie, że nie odejdę z Trójki tak długo jak długo Trójka
będzie chciała żebym był w tej stacji. Kiedyś pewnie odejdę, bo ludzie
nie żyją wiecznie – Niedźwiedzie też – ale póki to, co robię bawi
słuchaczy, póty tu jestem. Nie chcę spekulować: może teraz przeniosę
się do Zetki a później do RMF-u, potem może jeszcze wrócę do Trójki,
bo to jest balansowanie na linie i mogę w pewnym momencie z niej
spaść. Bałem się tego i boję się nadal, ponieważ propozycje nadal
przychodzą. Poza tym ja w Trójce robię właściwie wszystko, co chcę.
Nie odczuwam pragnienia robienia czegoś więcej, bo robię dużo a
jednocześnie spełniam się w swoich zachciankach robienia radia
właściwie w 100 procentach. Prowadzę bardzo popularną Listę, mam swoją
audycję autorską, w której gram co chcę. Pojawiam się w różnych innych
pasmach jako latający reporter. A pieniądze? Zarabiam tyle, że
wystarcza mi na moje potrzeby, które nie są specjalnie wygórowane. Raz
na 2-3 lata wyjeżdżam bardzo daleko na dłużej i to nie jest żaden
problem. Najbardziej się boję chyba sytuacji, że w stacji komercyjnej
– bo do takiej mógłbym przejść – powiedzmy po roku, kiedy słupki by
wykazywały, że może słuchacze nie zaakceptowali mnie, prezes by
powiedział “Panie Marku, bardzo Pana lubię i cenię, ale niestety...
sam Pan widzi, słupki wykazały, że słuchacze Pana nie zaakceptowali.
Dziękujemy, zrywamy kontrakt.” I wtedy co ja mogę zrobić? Nie miałbym
wtedy już dokąd odejść. Mógłbym wtedy założyć Smutne Radio “Miś”, np.
w Szklarskiej Porębie i nadawać... A może to dobry pomysł?
Zapytałem o to, ponieważ ostatnio Trójka bardzo mocno się zmieniła,
stara się być bliższa idei radia towarzyszącego. Jedni słuchacze
mówią, że nareszcie Trójka zaczęła o nich mocno walczyć, dla innych
PR3 upodabnia się do niespecjalnie ambitnych stacji komercyjnych. A
jak Pan ocenia zmiany w Trójce?
Nie podobają mi się jingle, bo są zbyt agresywne, nie będę ukrywał.
Nie wszystkie zmiany akceptuję, mi też jest żal pewnych rzeczy, które
odeszły, ale przecież myśmy się tak naprawdę przez 20 lat nie
zmienialiśmy. Tymczasem co najmniej 3/4 tego fantastycznego zespołu, z
którym zaczynaliśmy w roku 1982 odeszło! Część tych ludzi odeszła w
sposób naturalny, np. na emeryturę, ale spore grono podkupiła
konkurencja. Jak się w tej chwili rozejrzysz po mediach to gdzie się
nie obejrzeć tam są ludzie, którzy kiedyś pracowali w Trójce. Gdyby
ten zespół był cały czas taki mocny jak wtedy – nie mielibyśmy tego
problemu, natomiast zespół się rozpadał i jednocześnie starzał. Nie
przybywało też tylu nowych, młodych, fantastycznych ludzi ilu powinno.
Skutek był taki, że zaczęła nam spadać słuchalność z kilkunastu na te
kilka procent, jakie mamy w tej chwili. Gdybyśmy teraz nie dokonali
zmian za moment mogłoby się okazać, że już nie liczymy się w tym
gronie i przestają do nas przychodzić reklamodawcy. Żal mi jest
różnych rzeczy z tej starej Trójki, bo ja się z niej wywodziłem
najpierw jako słuchacz a potem jako jej współtwórca. Trudno mi się z
tym wszystkim pogodzić, ale ponieważ wiem jak się to rodzi, jakie są
plany to wszystkim, którzy mnie pytają mówię “Zaczekajcie jeszcze
chwilę, jeszcze może uda się wszystko uratować”. Pomysł jest taki żeby
nie niszcząc tego, co było zbudować radio, które przyciągnie
słuchaczy, którzy od nas odeszli. Oni poszli do Radia Zet czy RMF-u,
bo tam odnaleźli coś, czego nie mieli u nas. To nie jest jeszcze
ostateczny kształt Trójki, jeszcze na pewno będą zmiany - mam
nadzieję, że na lepsze. Poza tym wracamy także do starych dobrych
pomysłów, jak np. “Teatrzyk Zielone Oko”. Pewnie, że mi szkoda, iż
będzie się on ukazywał wraz “Powtórką z rozrywki” o 23:30 a nie o
13-ej, tak jak przez całe lata, ale słuchacze nie chcieli mieć
“Powtórki...” o 13-ej! Tak badania wykazywały - czyli zmiany nie są
tylko naszą winą, to słuchacze je na nas wymusili.
Ale przez ostatnie 2 lata co jakiś czas mamy zmianę ramówki,
reformy - a wskaźniki słuchalności jak stały na 5-ciu % tak stoją. To
może nie tędy droga?
No bo na razie nikt o tym nie wie, poza tymi 5-cioma %, które są z
nami, prawda? Nie wyszliśmy jeszcze z reklamą na zewnątrz.
Przez 2 lata?
To niestety są błędy popełniane przez najwyższe władze. Pamiętaj też,
że nowa dyrekcja nie jest 2 lata tylko pół roku. Wyjść z reklamą na
zewnątrz planuje dopiero na jesień i wtedy ludzie, którzy od nas
odeszli, dowiedzą się, że Trójka się zmieniła i może warto znów ją
włączyć i posłuchać. Żeby jednak wyjść z reklamą na zewnątrz musimy
mieć taką ofertę, która będzie już dobra - a na razie jeszcze cały
czas nad tą nową ofertą pracujemy. Ale na pewno zaczniemy się
reklamować, ponieważ musimy! Możemy robić najlepsze radio na świecie
ale przecież jak nikt o tym nie będzie wiedział to nikt do nas nie
wróci.
Na jakie grono słuchaczy powinna być Trójka zorientowana?
Trójka zawsze chciała docierać do ludzi z wyższym wykształceniem,
czyli do 7% społeczeństwa. Jeżeli osiągniemy owe 7% słuchalności to
powinniśmy na tym poprzestać. Myślę, że szczytem marzeń jest 10%, na
więcej chyba nie możemy liczyć, bo po prostu więcej ludzi nie będzie
nas chciało słuchać. Poza tym: liczba słuchaczy się nie zmieniła a
zamiast 3 rozgłośni mamy ich 200! Pewnie, że nam żal tych kilkunastu %
słuchaczy jakich mieliśmy kiedyś ale...
... część musiała odejść?
Kiedyś Trójka była najlepsza – bo była jedyna. Natomiast jak się
pojawiły stacje komercyjne, które oferowały muzykę bez przerw i bez
żadnego gadania ani polityki to ci, którzy nie lubili polityki w
Trójce powiedzieli “OK, to ja sobie przejdę tam”. A wiadomo, że jak
się raz włączy inną stację, zostanie się tam na chwileczkę i zapomni
się potem wrócić do Trójki to następnego dnia włącza się radio i jest
się już z konkurencją, prawda? To jest właśnie takie
niebezpieczeństwo, że wszystkie rzeczy, które irytują słuchaczy
spowodują, że przekręcą oni gałkę – i my stracimy tego słuchacza już
na zawsze.
Czy Trójka w obecnym kształcie zaspokaja potrzeby docelowej grupy
osób z wyższym wykształceniem?
Myślę, że jak dopracujemy naszą ofertę, to tak powinno być. Bardzo
dużo się mówi o zmianach między 9-tą a 16-tą, ale wtedy większość
naszych słuchaczy pracuje i nie ma szans słuchać uważnie tego radia. W
tych godzinach Trójka skierowana jest do tych słuchaczy oczekujących
radia towarzyszącego, które nie zawraca im specjalnie głowy, ponieważ
słuchają go albo w samochodzie, albo w pracy pisząc coś, albo robiąc
coś na komputerze. Myślę, że najważniejszy jest jednak słuchacz
poranny oraz wieczorny i chyba ich potrzeby zaspokajamy.
Ostatnio mówi Pan wyłącznie “Lista Przebojów Trójki” nigdy zaś
“Lista Przebojów Programu 3”. Nie wolno już używać sformułowania
“Program 3”?
To nie jest tak, że nie wolno pod karą śmierci, ja czasem nawet sobie
z tego żartowałem. Faktem jest natomiast, że mieliśmy za dużo nazw:
“Polskie Radio Program 3”, “Program 3 Polskiego Radia”, “Trójka”, a w
momencie, kiedy chcemy zdobyć nowych słuchaczy musimy mieć jedną
nazwę. Stanęło na “Trójce”, bo jest ona najbardziej nośna. Nie zmienia
to jednak faktu, że Lista jest Listą Przebojów Programu 3. Winieta
zapowiadająca “Listę Przebojów Trójki” absolutnie mi nie przeszkadza.
Przede wszystkim od Pana zależy muzyczna twarz Programu 3. W jaki
sposób selekcjonuje Pan utwory, które mają się ukazać na antenie?
Wymogi współczesnego radia i nowoczesnej stacji niestety zmuszają
także nas do stworzenia czegoś w rodzaju playlisty, chociaż nie
takiej, jaką mają stacje komercyjne, ponieważ jesteśmy jednak nieco
inaczej skonstruowani. Playlista pojawia się między godziną 6-tą a
19-tą, są na niej najlepsze naszym zdaniem piosenki z naszej historii
czyli sporo lat 60-ych (czego nie grają już prawie żadne stacje), i
70-ych, ale głównie 80-te i 90-te lata. Oczywiście gramy także
nowości. Nasza baza, z której wybierane są piosenki, jest na pewno
szersza niż w stacjach komercyjnych. Oni grają 200-300 utworów, a u
nas jest kilka tysięcy piosenek do wyboru.
Próbuje Pan jeszcze wynaleźć coś, czego nie gra nikt inny, ani MTV,
ani Zetka, ani żadna inna stacja radiowa?
Próbuję i myślę, że będę próbował jeszcze częściej, ponieważ docelowo
Trójka będzie chciała się opierać jednak o nowości. Wszyscy grają
największe przeboje, a ktoś musi te hity wylansować i mam nadzieję, że
to będziemy właśnie my. Niedawno wynalazłem “Mother Father” Dave
Matthews Band – nikt inny tego nie gra, ponieważ ta piosenka nie
ukazała się na singlu. I już się nie ukaże, tak powiedziała wytwórnia
płytowa – więc możemy grać ją bez przeszkód. Tu jest właśnie konflikt
z wytwórniami, bo to one decydują, co wydać na singlu i my możemy
tylko czasami grać utwory spoza singli. Oprócz tego prezentujemy hity,
które Trójka wylansowała, jak np. “When The Smoke Is Going Down”
Scorpionsów. Takich wynalazków u nas trochę jest i one się pojawiają
tylko w Trójce. Żadna inna stacja nie będzie miała tego w bazie, bo
oni się opierają tylko o największe przeboje. Myślę, że taka “inność”
będzie jednym z wyróżników naszego radia, zagramy rzeczy, których nikt
nie prezentuje.
Ale niedawno powiedział Pan, że teraz umieszcza Pan na playliście
2, najwyżej 3 nowe piosenki tygodniowo, ponieważ, słuchacze postępują
tak jak inżynier Mamoń - “Jak może mi się podobać coś, czego nie
znam”.
Najpierw będziemy starali się je ograć w audycjach autorskich, tam
gdzie można coś o tym utworze powiedzieć. Później jeżeli on się
sprawdzi, to wejdzie automatycznie na playlistę oraz do zestawu do
głosowania na Listę Przebojów. Nie raz już bywało, że jakiejś piosenki
nie graliśmy na tzw. playliście a ona wchodziła na Listę i nagle
zaczynała funkcjonować! Wówczas wprowadzaliśmy ją do playlisty - bo
ludzie chcieli tego słuchać. Tak było z rzeczami mocniejszymi, np. “My
Sacrifice” Creed czy obie piosenki P.O.D. Nam się wydawało, że
niedobrze będą brzmiały np. rano, ale już drugi utwór P.O.D. znalazł
się na Liście z pominięciem playlisty, więc włożyliśmy go w tzw.
powszechną rotację. Widzisz więc, że słuchacze swoimi głosami na nowe
piosenki współdecydują o playliście.
Grzegorz Miecugow, Pana wieloletni kolega z Trójki, napisał
niedawno właśnie o muzyce w Trójce: “taka jak wszędzie, czyli byle
jaka, byle z playlisty”. To bardzo poważny zarzut.
Bardzo poważny zarzut i myślę, że Grzesiu chyba się trochę nie
przysłuchał, dlatego że na pewno nie gramy tak jak wszyscy. To można
prześledzić, ja mogę pokazać wydruk z naszej bazy i się okaże, że nie
ma u nas ani Britney Spears, ani Backstreet Boys, ani Ich Troje. I nie
będzie! Są audycje autorskie, w których ktoś może zagrać Shakirę, bo
akurat jest to audycja “Świat na topie” a Shakira jest na 1-ym miejscu
w Portugalii. Gramy ją nie na zasadzie reklamowania tylko
informowania, że coś takiego się dzieje, istnieje. Jednakże
założyliśmy sobie, że to nie jest nasz priorytet i wolimy się
skoncentrować na tym Davie Matthewsie czy na grupie Creed niż na
kawałkach bardzo popularnych. Wiele z tego, co Grzegorz Miecugow
napisał ma jakiś sens, ale akurat tutaj nie miał racji. Nie gramy tak
jak wszyscy, nie gramy byle jak. Nasza playlista układana komputerem,
czyli rękoma moimi i Pawła Kostrzewy też jest odmienna, bo jej nie
tworzy bezduszny komputer, który wybrał dany utwór, bo tak mu akurat
wyszło. My staramy się, aby muzyka miała związek z tym, czy jest
słońce, czy jest deszcz, lato czy zima... Co ja będę tłumaczył – to są
rzeczy oczywiste.
Skoro jest tak dobrze jak Pan mówił – to czemu wciąż jest tak źle?
Te nieszczęsne 5% słuchalności, dla radia, które ma ogromne możliwości
organizacyjne i techniczne oraz - co tu dużo mówić – mnóstwo gwiazd na
antenie, to nie jest specjalnie dobry wynik?
Nie wiem. Przede wszystkim ja nie bardzo dowierzam tym całym badaniom.
Jakoś nie umiem sobie wyobrazić, że można zbadać 1000 osób, przemnożyć
to przez miliony i powiedzieć, że słucha nas tyle albo nie tyle.
Pewnie nie znam się na tym i dlatego tak mówię. Rzeczywiście, 5% to
jest słaby wynik – nie da się ukryć, ale może my jesteśmy słabi?
Jak się Panu teraz pracuje w tej nowej Trójce?
Mało komfortowo. Czasami staram się nie otwierać komputera, dlatego że
otrzymuję wiele listów, które zarzucają mi, że nie odszedłem, albo
odwrotnie - że nie wykonuję żadnych ruchów, żeby bronić jakichś
kolegów albo audycji. Źle się z tym czuję, bo to mnie dołuje,
szczególnie jak na początku programu dostanę parę takich e-maili to
chce mi się raczej wyjść do domu niż prowadzić audycję i jeszcze
starać się by była dobra. Oczywiście, mogę obrazić się i powiedzieć “O
nieeee... ponieważ tak jest to ja dziękuję, pójdę sobie do innej
stacji albo w ogóle przestanę robić radio” – ale nieobecni nie mają
racji i właśnie Grześ Miecugow jest tutaj najlepszym przykładem. Długo
musiał czekać żeby wrócić do zawodu, musiał przejść przez Big Brothera,
o którym pewnie nie marzył, po prostu musiał zejść bardzo nisko, by
wrócić do tego, co lubi najbardziej. M.in. jego doświadczenia
sprawiły, że postanowiłem zacisnąć zęby i pracować, robić swoje. Poza
tym ja nie mogę sobie zarzucić, że teraz robię coś gorzej niż w
czasach gdy Trójka miała 15% słuchalności. Pracuję dokładnie tak samo
- a może nawet lepiej, przecież przez te lata dużo się nauczyłem. Nie
boję się anteny, uwielbiam się mieć wyzwania typu 2 minuty do
zagadania na antenie. Inni koledzy wypuszczą po prostu pół piosenki a
ja staram się ten czas wypełnić jakoś inaczej. Myślę, że na tym polega
magia radia. Myślę, że cały czas nasze radio, ogólnie pojęte, przeżywa
transformację. Sukces stacji komercyjnych, tych największych, mających
po 20-kilka % słuchalności dowodzi, że ludzie czekali na takie radio,
a być może nie chcą radia jakie myśmy im proponowali. Ludzie czekali
na tego typu unifikację – ona dotknęła całe nasze życie, spójrz na
duże domy towarowe, supermarkety, McDonalds’a... Musimy tę chorobę
przejść. |