|
Koniec starego i początek nowego roku skłania do różnego rodzaju
podsumowań, także muzycznych. Minione 12 miesięcy obfitowało w
różnorakie niespodzianki. Zdecydowanie więcej działo się na zagranicznej
scenie muzyczej. Na parkietach dyskotek królował gwiazdki pokroju
Britney Spears czy Rickiego Martina, doskonale podgrzewające atmosferę
letnich wieczorów. Pod tym względem zarówno nasz, jak i zagraniczny
rynek nie zmienia się od dłuższego czasu, wytrwale zasypując nas
kolejnymi klonami rozkosznej (eeee, tam - Harry) blondynki i
przystojnego (przesada... przystojny to jestem ja :) - Harry)
latynoamerykanina.
Czas na kilka słów o tegorocznych debiutach. Do tych najbardziej udanych
należy przede wszystkim zaliczyć krążek Nelly Furtado: "Whoa, Nelly!",
który przypadł do gustu nawet bardziej wymagającym słuchaczom. Nie można
zapomnieć o rewelacyjnej grupie Brainstorm, bardzo popularnej ostatnimi
czasy. Muszę przyznać, że chłopcy wiedzą, co znaczy dobra muzyka. W
Polsce, jak to w Polsce - wszyscy powielają zagraniczne schematy,
licząc, że jednak coś z tego wyjdzie. Takim sposobem Ola z serialu
"Klan" stała się Olą śpiewającą, czyli Kają Paschalską. Zespołem nie
powielającym takich schematów, lecz na pewno komercyjnym jest grupa Łzy,
która wprawdzie nawiązuje do polskich gwiazd "ciemnego" rocka, jak np.
Closterkeller, ale robi to w sposób, który może się podobać większej
publiczności.
Rok 2001 to czas eksperymentów, szukania nowych rozwiązań. Artyści
poświęcają swoje stare brzmienie po to, aby zatrzymać przy sobie
kapryśną publiczność. W tej dziedzinie celują przede wszystkim Polacy -
i to całkiem udanie, trzeba przyznać. Na krajowej scenie muzycznej
pojawiły się całkiem nowe projekty, m.in. duet Bregovic - Krawczyk,
stworzony na fali popularności Bregovica i Kayah oraz formacja Yugoton,
łącząca siły polskich gwiazd rocka. Klasę pokazał także młody
przedstawiciel "czarnej muzyki", niejaki Fish. Jego płyta "Na wylot"
łączy hip-hop z jazzem i jego pochodnymi.
Blasku nie straciły oczywiście miłóściwie nam panujące gwiazdy : U2,
Rammstein, T.Love, Kult, czy w końcu szał ostatnich miesięcy - Ich
Troje. Ich krążki sprzedają sie doskonale, co dowodzi, że młodzi nie są
aż tak wielką konkurencją dla "prawdziwych wyjadaczy".
Podsumowywując - rok 2001 w ogólnym rozrachunku wypada dość ciekawie,
chociaż mam nadzieję, że kolejny przyniesie nam o wiele więcej radości
oraz nowe doznania muzyczne.
Wielu koncertów, mnóstwa nowych płyt i radości z muzyki życzy Wam
Jassmina |