|
PRAWIE WAKACJE |
Słowacja
28.05 – 2.06 2001 Bystre
Oto sprawozdanie z pobytu na Słowacji gimnazjum SPP
(Stowarzyszenia Promocji Przedsiębiorczości). Mam zamiar opisać to co widziałem
własnym wzrokiem, to co słyszałem i to co czułem własnym sercem. Oczywiście
zapoznałem się z opiniami wielu osób jednak znajdziesz tu drogi Czytelniku
tylko moje myśli. Tekst ten jest przeznaczony dla osób z humorem, które
potrafią się śmiać i które nie obrażają się z byle powodów. Możesz tu
Czytelniku znaleźć słowa z gwary uczniowskiej, słowa które mogą być dla
Ciebie obraźliwe, ale zaznaczam że nie miałem takiego zamiaru... to skutek
wynikający z mojego charakteru nad którym wciąż pracuję... W końcu mam
przed sobą szmat życia... Życzę miłej lektury... Mam nadzieję, że
przynajmniej po części przybliżę Ci to co się działo w obozie Stali i
Resovi:
Dzień dla wszystkich gimnazjalistów zaczął się o 6 rano w domach. Pełni
podenerwowania i emocji oczekiwali tak bardzo upragnionego momentu jakim wyjazd
na zieloną szkołę. U mnie w domu tylko ja okazywałem głęboki zachwyt i
„podniecenie”. Rodzina również była zadowolona, ponieważ na cały tydzień
zapanuje spokój i cisza w domu i na osiedlu. Punktualnie o 7.30 pojawiłem się
tatą przed SP nr 8. Żegnając ojca czułem... radość, a nie smutek.
Nareszcie z dala od domu, wolny od krzyku i porządku... Mario na łonie
natury... Z oczekiwaniem wypatrywaliśmy autobusu, który poprowadzi nas przez
kolejną trasę w naszym życiu. Na szczęście autobus był wysokiej klasy i
wyruszyliśmy. 29 osób z radością patrzyło na oddalający się budynek szkoły.
Jedynym śladem po szkole zostali nauczyciele (kadra) i nazwa wycieczki
„zielona szkoła”.
Gdy dojechaliśmy na granicę Polsko-Słowacką moje serce zaczęło bić
mocniej... Polski celnik długo się przypatrywał mojemu zdjęciu i twarzy....
Miał Problemy z moją identyfikacją!!! (hi hi – Harry) Dopiero pan Pieczonka
- nauczyciel polskiego – potwierdził, że to mój paszport. Pierwsza
niewygodna...niemiła sytuacja... na szczęście przeżyłem ją z humorem...
ale przecież to zdjęcie jest z przed roku... ale się zmieniłem..
J
J
J
(A na necie Mario nie chce nikomu wysłać fotki.... – Harry)
Gdy dojechaliśmy na miejsce oczom naszym ukazał się
las... (urywka z filmu Psy2) (raczej z „Nic śmiesznego" Mario... Pamięć
szwankuje, co? – Harry) i domki w których mieszkaliśmy. Wszyscy się
rozpakowali. Wspólnie stwierdziliśmy, że dzień będzie trwał 162 h a nie
24. Oczywiście resztę dnia spędziliśmy we wspaniałej, radosnej atmosferze.
WTOREK
Dla nas jeszcze poniedziałek się nie skończył, ale mniejsza z tym.
Wstałem o 3.00 aby uczestniczyć w maratonie na podwórzu w deszczu w samych
slipkach. Wszyscy zawodnicy podzielili się nagrodą, czyli radością. Wreszcie
o 6.00 położyliśmy się spać, by już o 7.00 zrobić kawał kadrze. Otóż
grupka uczniów drugiej lasy włączyła budzik „Szczekiego” pod oknem
wychowawców, którzy zostali wytrąceni z głębokiego snu. Oczywiście
zdenerwowanie okazywali, ale wybaczyli nam. Po południu odbył się mecz pomiędzy
drugą klasą, a kadrą i pierwszą klasą. Mecz był emocjonujący i zakończył
się triumfalnym zwycięstwem nauczycieli. Zmęczeni i spragnieni zawodnicy wypłukali
się w „parząco zimnej wodzie”. Po obiedzie wyjechaliśmy na wycieczkę nad
Morskie Oko, ale pogoda zepsuła nam plany. Choć w autokarze wszyscy odsypiali
noc. Wybraliśmy się do Humennego na zakupy... dla rodziców! Po kolacji odbył
się mecz w koszykówkę. Dzień jak zawsze skończył się o 6.00. „W nocy
nic się nie działo”
JJJ
Do piątego domku wprowadzili się Słowacy w stanie wskazującym. Od
początku Adela i Lilka zaczęły się nimi interesować. Nam to się spodobało.
Mogliśmy skupić się na zabawie, a nie na nudnych rozmowach. Jedyne co utkwiło
mi z popołudnia to obiad:
Przy stole siedzą: Kazek, Waldek, Ja, Adela, Wojtek,
Lilka.
Adela: (mrucząc pod nosem) ...ble ble ble
Kazek: Co?!
Adela: (na całą salę) A co k**** nie słyszałeś?
< Bez komentarza >
W piłkę nożną okazało się, że druga gimnazjalna nie potrafi
przegrywać i mecz został przerwany. Wieczorem Mario niósł światło współtowarzyszom.
Próba podpalenia psa została wstrzymana przez wyznawców „Rydzik KING”.
Kolejna próba tym razem siebie nie powiodła się, ponieważ bluza jest ze złego
materiału.
Ten dzień wspominam najmilej... Do piątego domku w miejsce Słowaków
wprowadziły się Słowaczki w naszym wieku. Byłem bardzo zadowolony z takiego
obrotu sprawy. Oczywiście już po trzech godzinach zapoznałem się z paroma.
By wieczorem znać wszystkie dwanaście. Najbardziej polubiłem Maję, z którą
utrzymuję kontakt... (telepatyczny chyba – Harry). A poza nią poznałem:
Andrea, Tanjia, Zuza, Rena, Ściewa (he he). Polubiłem je, co odwzajemniały.
Gdy idąc spokojnie przyłączyło się do mnie osiem dziewczyn pan Pieczonka
bardzo się zdziwił... ja wzruszyłem ramionami i wróciłem do konwersacji. W
ten sam dzień odbyły się walki kibiców Stali i Resovi. Walczący kibice nie
mogli dojść do porozumienia... Krwawa walka zakończyła się po 9 godzinach.
Okazało się że jest 2 rannych i 1 w ciężkim stanie trafił do szatni na łóżko.
Ogólnie to był ciekawy mecz... ale zachowanie fanów nie spodobało się władzom
Bystrej (na neutralnym terenie). Sojusz Stali zawarty z Ceramiką Przybyszówką,
Cerberi był bardzo dobrym posunięciem kierujących akcją (Łukasza i Maria),
wprawdzie Resovia (Rydzik, Kazek, Waldek) dostała wsparcie od KS
Bieszczady...lecz to nie pomogło... Porozumienie dało spokój na kolejne 2
miesiące... Znów na ulicach Bystre i Humenne będzie spokój...
To
był pierwszy i ostatni dzień w którym odbyły się lekcje historii i j.
Polskiego, do których nikt się nie przykładał. Wieczorkiem odbyła się pięciogodzinna
dyskoteka. Tańce ze znajomymi zostały zauważone przez Wojnara, który
pogratulował odwagi. O północy siedem morsów kąpało się w wodzie, które
parowała z zimna. Ale wszyscy twardziele na czele z Dagą wytrzymali...
Po urwaniu się filmu próbowałem coś skleić... z marnymi skutkami.
Przypominam sobie, że byliśmy znowu w Humennym bez kasy, ale zawsze... Piękne
miasto... Dużo dzieci... jakie to dziś święto mamy? 1 czerwca – nasza
kadra postawiła nam lody (każdy odpowiada za swoje skojarzenia). Gdy wróciliśmy
odbył się pasjonujący mecz w siatkówkę, który zakończył Mario swoim
wspaniałym odbiciem piłki głową (cudzego nie chwalisz, a swoje wielbisz...).
Wieczorem Andrzej, Rafał i ja zaryzykowaliśmy i weszliśmy do domku słowaczek.
Niestety wyproszono nas.. delikatnie mówiąc...
(he he – Harry)
Słodkie... (cmok) pożegnanie ze Słowaczkami. (tja..... – Harry)
Powrót
do Rzeszowa.
L
Autor
– Mariusz „Mario” Andreasik