|
Nikt
już nie potrzebuje ludzi po dziennikarstwie” - tak stwierdził znajomy
z dużej redakcji gazety codziennej. Bo niby po co? Korekta jest.
Tytularze robią swoje. Nie ma zapotrzebowania na kilka tysięcy
absolwentów dziennikarstwa, opuszcza- jących co roku mury
uniwersytetów.
Większa część z nich znajdzie ciepłe posadki w biurach firm public
relations. Malutki odsetek zostanie na doktoraty, lub studia
uzupełniające. Reszta zapaleńców - z mniejszym lub większym
doświadczeniem -rozłazi się po redakcjach aby pisać, nagrywać,
komentować.
Absolwenci dziennikarstwa pracujący w zawodzie porównują swój kierunek
do studiów filozoficznych. Znam kilku, którzy skończyli filozofię, ale
nigdy nie nazwałbym ich filozofami. Na tej samej zasadzie kończąc
dziennikarstwo, nie jest się automatycznie dziennikarzem. Jaką wiedzę
dają takie studia? Na pewno znajomość warsztatu. Opanowane zasady
interpunkcji. Fleksja nazwisk. Adjustacja. Wyuczony w drodze żmudnych
ćwiczeń język. Styl? Bynajmniej nie indywidualny. Częściowo
wypracowany pod okiem wykładowców. Idealny człowiek do robienia
korekty.
Ale kto ma pisać? Do działu zagranicznego - absolwenci stosunków
międzynarodowych. Do kultury - absolwenci kulturoznawstwa i
pokrewnych. Do gazet budowlanych - architekci. Do dodatków prawniczych
- absolwenci prawa. Do ekonomicznego - ekonomiści. Człowiek po
dziennikarstwie na pewno się przyda przy pisaniu polemik w dziale
publicystycznym, albo na krótkie newsy do krajowego. Spotykamy go
czasem w sportowym, lub w dziale kultury jako tego, który biega w
imieniu redakcji po nudnych przedstawieniach.
Ten sam znajomy dziennikarz, gdy opowiadał o zawodzie, użył słowa
„kastowy”. Twierdził, że branża medialna coraz bardziej zamyka się we
własnym świecie, niczym otoczenie prawników. Ile w tym prawdy
pozostawiam indywidualnej ocenie. Wiem po sobie, że bardzo trudno jest
się przebić młodemu człowiekowi na duże łamy. Nie jest to niemożliwe
ale trudne. I tutaj jest duży plus studiów dziennikarskich - praktyki.
Uczelnie wysyłają studentów po redakcjach, a te nie mają wyjścia.
Przyjmują na kilka tekstów, do zrobienia paru newsów. Szefowie działów
tylko patrzą z politowaniem. Z papierkiem od rektora łatwo się
przedostać tam, gdzie freelancer napotka mur nie do przeskoczenia.
Mając pod nogami czerwony dywan od uczelni jest znacznie łatwiej. Ale
czy to wyrobi upór, pewność siebie, zdecydowanie? Na studiach nie
nauczą nikogo odwagi.
Kierunek dziennikarstwo na uczelniach państwowych zamienił się w
studia public relations. Lepiej zmienić nazwę i nie oszukiwać
przyszłych studentów, albo zreformować wydziały. Media nie stoją w
miejscu. To 12 lat zmian i dostosowywania się do czytelnika. Ten jest
coraz bardziej wymagający i nie zadowala się byle czym. Informacja
musi być fachowa. |