|
Bycie brudnym jeszcze nigdy
nie bylo takie fajne!
Bylismy, przezylismy, wrocilismy. Jak zawrzec w kilku zdaniach to, czego
doswiadczylismy na Przystanku Woodstock? Nie wiem, bo nigdy nie widzialem
czegos podobnego!
MASAKRA NA TORACH
"Przeciez nie ma sensu dokladac wiecej wagonow, bo bedzie tylko luzniej."
Taka byla odpowiedz pracownika PKP na pytanie, dlaczego nie ma
wystarczajacej ilosci wagonow, aby wszyscy mogli sie zmiescic.
Jesli pieklo wyglada w polowie tak zle jak wnetrze dwupietrowych pociagow
transportujacych ludzi do Zar, to od tej chwili zrobie wszystko, aby tam nie
trafic. Trudno wyrazic slowami panujace wewnatrz pandemonium. Non-stop przez
11 bitych godzin, jesli ktos jechal z Trojmiasta. Do Stanow leci sie 8 - to
tak dla porownania.
Ludzie byli wszedzie, czasami nawet w kiblu. Chodzili po sobie, bo nie bylo
nawet gdzie stopy postawic. Uwieszeni na poreczach, skakali niczym malpy,
aby pokonac dystans kilku metrow. Nie zapominajmy, ze praktycznie wszyscy
byli nawaleni i na kazdym przystanku dziki tlum rozbiegal sie na boki, aby
oddac mocz (do tej kwestii jeszcze powroce). Lanie odchodzilo gdzie
popadnie, ale zazwyczaj tuz przy samym pociagu lub - po prostu - na peronie,
ku uciesze zebranej gawiedzi. Zreszta, nie wszyscy mieli pecherz zdolny
utrzymac swoja zawartosc od nastepnego przystanku. Do rangi klasyki uchodzi
gostek, ktory przy znacznej predkosci wyszedl na stopien na zewnatrz pociagu,
zamknal za soba drzwi (a co go beda podgladac) i zaczal najnormalniej w
swiecie lac. Powitany gromkimi brawami, stwierdzil jedynie: "moja matka nie
takie rzeczy robila".
Jadac przez 11 godzin mozna nieco zglodniec, totez dosc szybko doszlo do
handlu wymiennego (nie chce pisac "zebrania") miedzy wspoltowarzyszami
niedoli. W naszym rejonie najwieksza popularnoscia cieszyly sie kluski,
wyskrobywane z miski brudnymi paluchami. Nikt nie mial nic przeciwko. To
zabawne, jak w warunkach ekstremalnych traca na znaczeniu konwenanse.
W pewnym momencie doszlo do szturmu na zabarykadowane drzwi do sasiadujacego
wagonu, bo istnialo podejrzenie, ze "oni" maja wiecej miejsca. Po trwajacej
kilka minut walce, przy uzyciu liny i noza, odnieslismy sluszne zwyciestwo,
tylko po to, aby przekonac sie, ze jedyne co mozemy uzyskac od sasiadow to
kiszone ogorki. Przyjelismy je z wdziecznoscia, odwzajemniajac sie
pomidorem.
Kluski i ogorki w polaczeniu ze zbyt duza dawka alkoholu zaowocowaly
malowniczym mixem wymiocin. Pozbyc sie tresci zoladka mozna bylo przez okno
(wersja kulturalna) lub gdzie popadnie, zazwyczaj na podloge. Po wyjsciu na
zewnatrz trudno bylo przeczyc ekspresyjnie rozpryskane rzygi, stanowiace
wskazowke o kierunku jazdy pociagu.
Wreszcie dotoczylismy sie na pole w poblizu Zar. Wysypujacych sie z pociagu,
przywital wkurwiajacy wrzask "wassup!!!" wzmacniany przez pokaznej wielkosci
glosniki. O 6 rano jest to ostatnia rzecz, jaka ktokolwiek chcialby slyszec,
wiec nic dziwnego, ze w strone krzykacza posypaly sie uwagi w stylu "stul
ryj!"
PKP mimo najszczerszych checi, aby uczynic nasza podroz na tyle mizerna, na
ile to mozliwe nie udala sie tylko jedna rzecz - nie zgasili zajebistej
atmosfery. W naszym wagonie tylko jeden gosciu wykazywal przez chwile
przejawy agresji (bo ktos zajal mu miejsce), ale zostal szybko stlumiony
przez swoich kolegow.
Na 24 sklady dazace z calej Polski do Zar tylko 2 zostaly zdemolowane.
Reszta, jak to okreslil Owsiak, "troche sie zmeczyla". PKP nie potrafila
zapewnic odpowiedniej ilosci miejsca, wiec to tylko i wylacznie ich wina,
gdyz akty bezsensownej demolki praktycznie nie wystepowaly. Niestety, kolej
nie potrafi (albo nie chce) wyciagac wnioskow i za rok sytuacja
prawdopodobnie znowu sie powtorzy. Z tymze mnie juz na 100% nie bedzie na
pokladzie tego bydlociagu.
PIERWSZE KROKI
Oboz uchodzcow - to pierwsze skojarzenie po przekroczeniu plynnej i ciagle
poszerzajacej sie granicy pola namiotow. Nigdy nie opadajacy tuman kurzu,
przysypane pylem namioty i rowy z blizej niezidentyfikowana ciecza
przywolywaly w glowie obrazy z Afryki, obszarow ogarnietych wojna, czy
ewentualnie - epidemia.
Po znalezieniu dogodnego miejsca na obrzezach i rozbiciu namiotow,
zrobilismy jedyna mozliwa rzecz, jaka mozna zrobic po nieprzespanej nocy
spedzonej na piciu - kontynuowalismy wlewanie.
PIVO!
Jedynym dostepnym na terenie imprezy trunkiem bylo Tyskie. Wypada dodac, ze
za calkiem rozsadna cene dwoch i pol zlocisza. Kilkanascie namiotow,
kilkadziesiat "kijow" i niezliczona masa parasoli chroniacych przed sloncem
nie pozwalaly zapomiec jakiej marki browar pijemy. Nieprzerwanie sunace
wozki widlowe z beczkami i paletami dopelnialy obrazu zbiorowego chlania. Za
palete puszek dostawalo sie gratis karimate w firmowych zolto-czerwonych
kolorach. Przydatna rzecz, jesli ktos nie mial na czym spac, a takich ludzi
nie brakowalo.
"Ogrodek piwny" oferowal miedzy innymi takie atrakcje jak:
- rzyganie na zawolanie
- lanie po scianie
- najebancy przy kranie
Patrzylo sie na to z mieszanina fascynacji, obrzydzenia i wspolczucia. Mniej
wiecej w rownych proporcjach. W ciagu tych dwoch szalonych dni egzystencja
wielu ludzi (?) sprowadzala sie do dwoch rzeczy: 1. jak sie najebac 2. i jak
potem odnalezc swoj namiot. Chociaz drugi punkt jest dyskusyjny, bo co
chwila mozna bylo natknac sie na hardcore'owcow spiacych w rowach lub na
poboczu drogi, gdzie prawdopodobnie jeszcze przed chwila ktos puscil cieplym
moczem (w najlepszym przypadku).
PISS AND LOVE
Tak, wlasnie _piss_. Po piekle pociagu okazalo sie jasne, ze duzo ludzi =
duzo moczu. Sikalo sie gdzie popadnie i jak popadnie. Na kontenery ze
smieciami, do worka, na plot, lub po prostu tam gdzie sie akurat stalo.
Nikogo to nie dziwilo. Odlewajac sie ma kontener mozna bylo nawet spotkac
skaczace w nim osobniki. Prawde powiedziawszy nie zdziwilbym sie, gdyby
ktorys zaoferowal mi cos do jedzenia.
Absolutny zakaz posiadania szklanych opakowan, byl niezwykle rozsadnym
posunieciem, w miejscu gdzie slowo "smietnik" nabiera zupelnie nowego
znaczenia. Caly teren Przystanku byl jednym wielkim wysypiskiem.
Setki TOI TOI nie mogly sprostac naporowi na pecherz. Zreszta, nigdy nie
odwazylem sie tam wejsc. Mozna sie bylo tylko dziwic ludziom, ktorzy
rozbijali namioty tuz przy sraczach. Kawalek dalej wielka kaluza blota
zostala przez niektorych potraktowana jako plac zabaw.
STOP PRZEMOCY
Jako ze w tym roku bylem na Woodstock dopiero po raz pierwszy, nie
potrafilem wyobrazic sobie, ze na tak wielkim spedzie nie bedzie psow. To po
prostu niesamowite, ze przy czterystu tysiacach najebanych cial nie potrzeba
bylo nawet jednego patrolu policji! To nie alkohol wywoluje agresje, tylko
ludzka glupota. Nie sadzilem, ze mamy w kraju tak wielu madrych Polakow.
Dokola usmiechniete, zadowolone geby, nikt nie rzuca zaczepnych uwag, nikt
nie pluje pod nogi drugiemu tylko dlatego, ze jest brudasem, ziomalem, ma
takie a nie inne buty lub nie ma ich wcale. Peace w pelnym wymiarze.
O istnieniu policji przypominal jedynie krazacy helikopter. Brak smurfow nie
zmniejszal poczucia bezpieczenstwa, wrecz przeciwnie. Przez te dwa dni nie
widzialem ani jednego ryjobicia, ani jednej zaczepki. Siedmiu sprawiajacych
klopoty lyskow, ktorzy najwyrazniej pomylili impreze, zostalo usunietych
szybko jak pryszcz na twarzy nastolatki. To po prostu daje nadzieje, ze w
Polsce moze byc normalnie na ulicach. Ze agresywne pojeby to tylko margines,
a reszta to super ludzie z normalnym nastawieniem do zycia i otoczenia.
Chocby dla tego samego spostrzezenia warto bylo jechac na Woodstock.
Paradoksalnie, widzac bawiace sie stado tych brudnych ludzi, do ktorego sami
z duma nalezelismy, dochodzilo sie do stwierdzenia, ze Polska ma szanse byc
najnormalniejszym krajem na swiecie.
Niech o przyjaznej atmosferze swiadcza rowniez mieszkancy Zar, ktorzy
tlumnie przychodzili calymi rodzinami. Male dzieciaki w wozkach, dorosli i
starzy - po prostu wszyscy.
MUZYKA
Ten element Przystanku nie stanowil dla mnie zachety. Nie slucham rocka ani
metalu. Jedyne co wpadalo mi dobrze w ucho to reggae. Nie zmienia to faktu,
ze i tak bylo fajnie posluchac na zywo czegos nowego. Oczywiscie oprocz
Vadera, bo akurat tego strawic sie nie dalo.
Pierwszego dnia sceniczny pokaz odstawil Sweet Noise. Dekoracje mieli fajna
i nie zmienily tego nawet biale koszulki bez ramiaczek zalecone przez ich
managerke. Pod wzgledem muzycznym zostali jednak zmiecieni przez kanadyjska
kapele Raw, ktora niezle nagrzala atmosfere.
Jak mowilem, nie jestem fanem muzyki granej na tegorocznym Woodstock, ale
nie przeszkadzalo mi to w najmniejszym stopniu dobrze sie bawic.
THE JUREK OWSIAK SHOW
Do tej pory patrzylem na akcje Jurka podobnie jak wiekszosc Polakow -
nijako, przez pryzmat telewizora i artykulow w prasie. Te media nie sa
jednak nawet w ulamku oddac wielkosci tego, co robi ten czlowiek. Nie mam w
zwyczaju popadac w cielecy zachwyt, ale za coroczna organizacje Woodstock i
Wielkiej Orkiestry Swiatecznej Pomocy Jurek powinien dostac nagrode Nobla.
Stwierdzam, to bez cienia przesady.
Sposob zachowania Owsiaka wobec dziennikarzy szukajacych tajniej sensacji
przysparza mu wrogow, ale on nic sobie z tego nie robi i bardzo dobrze!
Podobno w tym roku dziennikarzyna z TVN filmowal jak ochrona obijala
jakiegos dealera dragow czy cos w tym stylu i szybko podziekowano temu panu
za "wspolprace". Szkoda, bo TVN to jedyna stacja, jaka trawie. Ale jesli
ktos probuje na sile doszukac sie negatywow, olewajac wysilek organizatorow
i uczestnikow, to zasluguje tylko i wylacznie na kopa w tylek.
Miedzy wejsciem na scene kolejnych kapel, Jurek informowal ludzi o przebiegu
imprezy, rzucal liczbami, nie szczedzil komentarzy. On dobrze wie, co
wkurwia mlodych i nie waha sie krzyczec o tym na glos. Oberwalo sie wielu,
miedzy innymi naszemu pieknemu sejmowi. Tlum byl zachwycony.
Owsiak nie bawi sie w podchody i wyraznie mowi o kosztach finansowych
Woodstock, ewentualnych problemach itp. W kraju, gdzie rzadzacy probuja
przekonywac ludzi, ze beda mieli cos za darmo, ze cos im sie "nalezy", a
praca polowa zdolnych do pracy polega na biernym czekaniu na zasilek,
mowienie o takich wielkich pieniadzach na glos i w kontekscie zabawy jest
czyms wyjatkowym.
W przerwach miedzy koncertami na trzech telebimach pokazywano fragmenty
filmu, ktory wejdzie na ekrany kin we wrzesniu. Wypowiedzi ludzi zapytanych
na ulicy co sadza o Przystanku Woodstock wzbudzaly ogolna wesolosc. Mozna
sie bylo miedzy innymi dowiedziec, ze "wszyscy chodza nacpani", ze "szaleje
HIV" i inne tego typu madrosci. Cholera, z jednej strony bardzo mnie bawily
te komentarze, a z drugiej nie dziwilem sie nimi. Wszystko przez pierdolone
media, ktore karmia Polakow najbardziej "krwistymi" informacjami. No bo co
to za news, ze kilkaset tysiecy ludzi swietnie sie bawi? Lepiej wyszukac
jakiegos cpuna i pokazac go na ekranie, zeby rodzice ujrzeli Zary, jako
druga Sodome i Gomore. Anyways, idzcie na film i potraktujcie go jako
trailer Przystanku w wersji live.
JECHAC, JECHAC, JECHAC!
Z badan opublikowanych przez Wprost wynika, ze prawie polowa rodzicow nie
puscilaby swojego dziecka na Woodstock. Wielki blad (na szczescie podobna
ilosc rodzicow nie mialaby nic przeciwko). Pod warunkiem, ze twoj dzieciak
ma resztki oleju w glowie, nie ma sie o co martwic.
Alkohol? Coz, nie da sie ukryc, ze plynie jak rzeka, ale czy TY byles inny?
Narkotyki? Jasne, jesli bedzie chcial to zaciagnie sie chocby oparami z
jaranej karimaty. Ale nie potrzebuje jechac na Woodstock, zeby to zrobic.
Rownie dobrze moze przycpac u kolegi za sciana. W ciagu dwoch dni tylko
jeden dealer oferowal nam jakis syf, ale szybkie "nie" zalatwilo sprawe i
gosciu zmyl sie szybciej niz pierdniecie.
Az trudno uwierzyc, ze o wyjezdzie na Woodstock zadecydowalem zaledwie dzien
przed wyjazdem. Na szczescie So-bitch byl na tyle upierdliwy, ze w koncu
kiwnalem glowa. Jesli myslisz, ze caly ten sped, i pseudo-hipisowska otoczka
nie jest dla ciebie, to mozesz sie jedynie pozytywnie zaskoczyc.
WE'LL BE BACK
Jesli Woodstock odpali za rok, niewatpliwie znowu sie tam pokazemy. Jednak
tym razem, chcemy spotkac sie z WAMI. Planujemy wspolny zjazd i strefe
namiotow pod flagami Dziwnych Tabletek. Bedziemy zachecac was do tego przez
caly rok, od dzisiaj poczynajac |
|