|
Pobicie
dziennikarza, nagonka na media komercyjne - to nowy sposób działania ekipy
Owsiaka
Dziennikarz TVN 24 Artur Zakrzewski otrzymał cios w klatkę piersiową od
ochroniarzy z "Przystanku Woodstock" w Żarach. Później z imprezy
wyproszono całą ekipę telewizji TVN.
Zdarzenie miało miejsce na niedostępnym dla publiczności miejscu za sceną.
Jak powiedział Zakrzewski, w wydzielonym miejscu jadł obiad z resztą
ekipy. W pewnym momencie zauważyli, że kilku ochroniarzy prowadzi młodego
mężczyznę. Wprowadzono go do białego namiotu. - Część namiotu uchyliła się
i zobaczyliśmy jak ochroniarze biją chłopaka. Uderzali go pałką i kopali
po całym ciele - opowiadał Zakrzewski.
Dodał, że wysłał operatora po kamerę i policję a sam pobiegł do namiotu.
Wtedy jeden z ochroniarzy uderzył go. - Otrzymałem cios w klatkę
piersiową. Aż się wywróciłem - mówił Zakrzewski. - Przybyłym na miejsce
policjantom chłopak przyznał, że został pobity - zaznaczył dziennikarz.
Tymczasem rzecznik lubuskiej policji powiedział, że funkcjonariusze nie
otrzymali zgłoszenia o pobiciu przez ochroniarzy imprezy.
Później do ekipy TVN 24 podbiegł Jurek Owsiak. - Zerwał nam akredytacje i
powiedział, że złamaliśmy regulamin - powiedział producent TVN 24. Dodał,
że Owsiak nie reagował na żadne próby porozumienia. - W końcu krzyknął do
nas: "to mój teren. Ja tu rządzę" - przyznał producent.
Następnie ze sceny Owskiak krzyknął do prawie 400 tys. tłumu, że TVN
złamał regulamin i jest tu "niepożądany". Po tym oświadczeniu do
samochodów ekipy TVN 24 podbiegali młodzi ludzie i wulgarnie wyzywali
stojące tam osoby.
Bogdan Waszkiewicz, jeden z głównych organizatorów "Przystanku Woodstock"
w rozmowie z PAP zaprzeczył całej relacji dziennikarza.
- Jesteśmy zaszokowani całą sytuacją. Ochroniarze zareagowali na
niebezpieczną sytuację, wyciągnęli z tłumu podejrzanego człowieka. Później
na policji okazało się, że miał przy sobie dwa bagnety. Tymczasem
zachowanie dziennikarza TVN 24 było bardzo dziwne. Mężczyzna był agresywny
- mówił Waszkiewicz.
Na pytanie dlaczego dziennikarz został uderzony przez ochroniarza,
Waszkiewicz powiedział: - To bzdura. - On może teraz mówić, że bomba na
niego spadła. Ochroniarze zareagowali właściwie - tłumaczył.
Waszkiewicz dodał jeszcze, że nie chce niczego sugerować, ale dziennikarz
"zachowywał się tak jakby był pod wpływem środków pobudzających".
Wcześniej kilka osób z Pokojowego Patrolu powiedziało dziennikarce PAP, że
nie może wejść na teren za sceną bo "dziennikarz TVN 24 upił się i wszczął
awanturę".
Tymczasem Artur Zakrzewski na Komendzie Powiatowej Policji w Żarach odbył
badanie alkomantem, który wykazał zero alkoholu.
-------------------------------------------------------------------------------------------
Prasa / Orkla Press
Rewolucja w pracy dziennikarzy
Nowe, rewolucyjne i jednocześnie niezwykle restrykcyjne zasady pracy
dziennikarzy wprowadziła w tym roku Fundacja Wielkiej Orkiestry
Świątecznej Pomocy podczas trwającego właśnie dziewiątego festiwalu
Woodstock w lubuskich Żarach. Reguluje je specjalny dokument pt.
"Regulamin pracy dziennikarza" - pisze "Rzeczpospolita".
Już w pierwszym punkcie dziennikarze dowiadują się, że "bezwzględnym
warunkiem wykonywania pracy dziennikarskiej na festiwalu jest uzyskanie
akredytacji na piśmie od organizatora festiwalu". Drugi punkt wyjaśnia, co
grozi dziennikarzowi, gdy o akredytację nie wystąpi: "Dziennikarz, który
wykonywać będzie swoją pracę bez zgłoszenia w biurze festiwalu i bez
uzyskania akredytacji, traktowany będzie jako intruz zakłócający porządek
na festiwalu".
Co to oznacza w praktyce? Wszyscy dziennikarze, którzy chcą zbierać
materiały bez zgłaszania się do organizatorów, mogą zostać wyrzuceni z
pola przez jednego z 1100 członków Pokojowego Patrolu.
W ocenie "Rz", regulamin ma szansę stać się hitem sezonu dziennikarzy.
"Nie trzeba chyba wspominać, że jest rewolucją w branży medialnej, łamie
większość, z konstytucją na czele. Jak bowiem stanowi prawo, na imprezie
ogólnodostępnej, jaką jest festiwal w Żarach, nie może być tego typu
ograniczeń. Może je wprowadzić tyko ustawa".
-------------------------------------------------------------------------------------------
(Nie) róbta co chceta
(portal
MediaFM)
Pobity reporter, wyrzucona ekipa telewizyjna i bezprawny „Regulamin Pracy
Dziennikarza” - ciężkie życie mieli przedstawiciele mediów na tegorocznym
„Przystanku Woodstock”.
[dawid kołda] Sprawa rzekomego ataku funkcjonariusza ochrony na Artura
Zakrzewskiego z TVN 24 oraz traktowanie dziennikarzy była największym
skandalem towarzyszącym tegorocznemu „Przystankowi Woodstock”.
Nie do końca wyjaśnione zdarzenie miało miejsce w piątek, na zamkniętym
terenie za sceną.
Członkowie ekipy TVN 24 jedli obiad, gdy zauważyli, że w środku stojącego
obok namiotu ochroniarze kopią i biją pałkami zatrzymanego człowieka - jak
się późnej okazało miał przy sobie dwa bagnety. Gdy Zakrzewski wbiegł do
namiotu miał otrzymać potężny cios w klatkę piersiową od jednego z
ochroniarzy. Jeden z organizatorów „Przystanku Woodstock” Bogdan
Waszkiewicz zaprzecza takiej wersji wydarzeń- „On może teraz mówić, że
bomba na niego spadła” - kpił w wywiadzie dla PAP. Obiektywnych świadków
nie ma - członkowie Pokojowego Patrolu nie pozwolili wejść na miejsce
zdarzenia dziennikarce PAP gdyż, jak argumentowali, "dziennikarz TVN 24
upił się i wszczął awanturę".
Zaprezentowane przez TVN zdjęcia nie potwierdzają pobicia reportera „ choć
widać na nich Zakrzewskiego, który szarpie się z ubranymi w niebieskie
koszulki mężczyznami (jak informuje oficjalna strona WOŚP niebieskie
podkoszulki noszą osoby pilnujące porządku pod sceną). Stracili
akretydytację -jak relacjonował dla PAP-u Zakrzewski przepustki zerwał im
sam Jerzy Owsiak.
Po incydencie szef WOŚP wyszedł na scenę i poinformował wielusettysięczny
tłum, iż TVN złamał regulamin i jest „niepożądany”. Przedstawiciele stacji
od razu zostali obrzuceni przez uczestników koncertu wulgarnymi
wyzwiskami. Nieprzyjemności mieli też na ulicach Żar.
Wyrzucając ekipę TVN z terenu koncertu Owsiak posłużył się „Regulaminem
pracy dziennikarza” - zbiorem zasad obowiązujących wszystkich
dziennikarzy. Sęk jednak w tym, że „Regulamin...” jest niezgodny zarówno z
prawem prasowym, jak i z konstytucją. Wymaga on bowiem od każdego
dziennikarza uzyskania akredytacji „ bez niej może zostać natychmiast
wyrzucony z terenu imprezy przez członków Pokojowego Patrolu. Tymczasem w
przypadku imprez otwartych (taką jest Przystanek Woodstock) organizatorzy
nie mogą wprowadzać jakichkolwiek ograniczeń w pracy dziennikarzy.
Nie pierwszy raz.
Nie po raz pierwszy Jurek Owsiak swoim nieprzemyślanym - delikatnie mówiąc
– „zachowaniem” naraził dziennikarzy na nieprzyjemności, a nawet
zagrożenie ze strony uczestniczących w koncercie tłumów.
Kilka lat temu szef Wielkiej Orkiestry nie przebierając w słowach
skrytykował „Wiadomości” za emisję materiału pt.: „Przystanek Śmierć”
traktujący o ofiarach śmiertelnych wśród osób jadących na festiwal. Wtedy
celem niezadowolenia ze strony uczestników „Przystanku” byli, co ciekawe,
nie tylko dziennikarze TVP, ale nawet prasy.
-------------------------------------------------------------------------------------------
OD
AUTORA STRONY
Zupełny
brak profesjonalizmu
Sam
również byłem na Przystanku Woodstock 2003. Potwierdzam doniesienia
agencyjne i redakcyjne. Wejść za scenę było bardzo trudno. Mnie udało się
to dopiero po zdecydowanej interwencji u prasowych władz festiwalu
(rzecznik prasowy) Na widok mikrofonu tzw. Pokojowy Patrol zachowywał się
conajmniej nieprofesjonalnie, by nie użyć bardziej dosadnych określeń. Być
może za rok organizatorzy wyciągną refleksję z tego wydarzenia. A być może
się tak nie stanie..
skomentuj (7)
|