Już sam przejazd na "Woodstock" był wydarzeniem nie
lada. Wszak nie często jedzie się pociągiem pospiesznym, obok WC, na wprost
- na oścież otwartych drzwi. PKP udostępniła 14 pełnych składów z których
niestety niektóre do Żar nie dojechały. Młodzież zdecydowała się rozłożyć
rzecz całą niemalże na czynniki pierwsze. Ci, którzy dojechali rozbili swe
namioty na dobrze im znanym polu namiotowym. Dzień pierwszy minął w zasadzie
leniwie. Ciszę przed rozpoczęciem przerwał dopiero krzyk Jurka Owsiaka,
który na dzień dobry każdemu kto będzie robił problemy zaserwował krótkie -
cytuję - "wypierdalać". Prawie jak na Jarocinie... Widocznie teraz tak bawią
się elity.

Dzień Pierwszy
Z otrzymaniem pozwoleń na pracę też było ciekawie. Pan wydający akredytacje
dziennikarskie najpierw zaczął krzyczeć, ze siedzi tu już drugi dzień (i to
było fascynujące) a potem nie był w stanie rozróżnić zdjęć w sposób
logiczny. Będzie ciekawie - pomyślałem...

Wkrótce okazało się że jako media nie mamy żadnych praw (prawie) za to jeśli
będziemy chodzili bez kubraczków twarzowych (bo jaskrawozielonych) będziemy
traktowani jak intruzi (czy możemy porozmawiać z Owsiakiem? Nie ma mowy -
padła odpowiedź. Brawo panowie ochrona!)
Taaaaaa, skądś to znamy :)

Poszliśmy pod krany i prysznice. Traf chciał że akurat kilkunastu młodych
ludzi załatwiało swe sprawy za pomocą rąk i siły. 10 metrów dalej zmęczona
młodzież z pokojowego patrolu siedziała na trawie. Dopiero po naszej
interwencji pobieżyli łagodzić sytuację...

Tymczasem na scenie zaczęło dużo się dziać. Przede wszystkim pojawiła się
MAFIA z małą niespodzianką w postaci człowieka z pokojowego patrolu na
wokalu. Poza nimi popisowy występ dała formacja Kangarooz, był mistyczny
Sweet Nosie ze swoim show, które wielu powaliło (dosłownie i w przenośni) na
kolana.

Swoje w najlepszym wydaniu zrobiła nasza eksportowa gwiazda VADER która
zmiotła potęgą brzmienia cały kurz sprzed sceny, którego nagromadziły się
tego dnia potworne wręcz ilości. Przed północą w tłum wjechał wóz strażacki
z wodnymi armatkami. Tak się zastanawialiśmy po co komu o północy ta woda i
gdzie w nocy ci ludzie wysuszą sobie ubrania... No ale to nie nasz problem.

Zmęczeni acz szczęśliwi uczestnicy IX Przystanku Woodstock udali się do
namiotów. Niektórzy wpadli jeszcze na chwilę do Kriszny, by na kolację
zaserwować sobie cudowne, pożywne i bardzo tanie jedzonko. Za rogiem za to
piękne wyznawczynie Krishny tworzyły makijaże, o których krążą legendy, aż
po dziś dzień.

Wymalowani, nakarmieni i napojeni (oczywiście wodą mineralną) udaliśmy się
wraz z kilkutysięczną grupą młodzieży na zasłużony odpoczynek. Wszak jutro
przed nami kolejny dzień pełen muzycznych atrakcji, wzruszeń i
niepowtarzalnych artystycznych doznań.

Dzień Drugi
Ranek dał o sobie znać słońcem i upałem. Później było gorąco również na
scenie, głównie za sprawą formacji Dżem, która przed północą rozgrzała
publikę tak bardzo ze w ruch znów pójść musiały armatki wodne.

Pokojowy patrol znów nic nie widział plącząc się w zeznaniach w sprawie
naszej bytności za sceną. W końcu nasz powalający urok i urok pani ręcznik
prasowej WOŚP (wielkie ukłony) dał rezultaty w postaci naszego bezkarnego
hasania połączonego pracą na tyłach woodstockowej sceny. Jednak, co ciekawe,
Pokojowi Patrolowcy jak ognia bali się dyktafonu, nawet wyłączonego.
Zaprawdę, taśma ma wielką moc :)

Tego dnia większość woodstockowiczów czekała przede wszystkim na koncert
Dżemu, Huntera, Acid Drinkers (którzy dali jeden z najmocniejszych koncertów
jakie widziałem). Ich oczekiwania zostały w stu procentach spełnione.
Krany robiły swoje a młodzież wykorzystywała ten fakt do granic. Wielkie
kolejki do Krishnowego namiotu z jedzeniem nie malały, a ciepła i bardzo
smaczna strawa wydawana byłą przez całą dobę. Aktów wandalizmu nie
odnotowaliśmy, a jeśli jakieś były to panowie w niebieskich koszulkach
reagowali sprawnie i tłumili ogniska zapalne w tak zwanym zarodku.

Obywatel Owsiak jak zwykle trochę ponarzekał ze sceny, trochę pobudził do
działania niezdecydowaną cześć publiki, a na sam koniec pożegnał się
dziękując za przybycie wszystkim młodym ludziom.

Kolejny Przystanek Woodstock za rok. Miejmy nadzieję że dziennikarzy będzie
się na nim traktowało w sposób licujący z powagą tego zawodu, a nie
utrudniało jego wykonywanie. Wierzymy również w umiejętności dyplomatyczne
Owsiaka, który być może zaprosi za rok więcej znanych zespołów, być może
nawet spoza granic naszego kraju.

Słowa jednak nie powiedzą wszystkiego co się działo 1-2 sierpnia w Żarach,
spójrzcie na fotki.


PS. Dziennikarz TVN24 Artur Zakrzewski otrzymał cios w klatkę piersiową od
ochroniarzy z "Przystanku Woodstock" w Żarach. Później z imprezy wyproszono
całą ekipę telewizji TVN. Zdarzenie miało miejsce na niedostępnym dla
publiczności miejscu za sceną. Jak powiedział Zakrzewski w wydzielonym
miejscu jadł obiad z resztą ekipy. W pewnym momencie zauważyli, że kilku
ochroniarzy prowadzi młodego mężczyznę. Wprowadzono go do białego namiotu.
"Część namiotu uchyliła się i zobaczyliśmy jak ochroniarze biją chłopaka.
Uderzali go pałką i kopali po całym ciele" - opowiadał Zakrzewski. Dodał, że
wysłał operatora po kamerę i policję a sam pobiegł do namiotu. Wtedy jeden z
ochroniarzy uderzył go. (z materiałów agencyjnych OWM)
Bez komentarza. |