WYWIAD Z AGATĄ PASSNET

 

Gorsza Literatura

Rozmowa z Agatą Passent


Agata Passent - felietonistka, dziennikarka, autorka książek. Młoda, acz kreatywna osoba z bogatym życiorysem i jeszcze bogatszą osobowością. Jej felietony są kontrowersyjne, krytyczne i analityczne. Jest spostrzegawczą pisarką. Podobno czołowa feministka Trzeciej Rzeczpospolitej. Prawda to czy fałsz?


Agata Passent: To nieprawda. Media szufladkują i przypinają łaty a ja tego bardzo nie lubię. Etykieta feministki zupełnie do mnie nie pasuje, dlatego ze staram się być osobą niezależną. Nie pikietuję na cześć żadnej grupy. Jeżeli już do czegoś wracam, to do jedzenia. Natomiast nie rozróżniam ludzi według płci, lecz według tego, czy ktoś jest czarujący, inteligentny, dobry dla innych… Być może ludzie podświadomie kojarzą moje felietony z miesięcznika "Twój styl" i stąd ta opinia o feminizm.

Twoja najnowsza książka "Miastówka" to zbiór felietonów…
Teraz jest taki czas że ludzie się sami sobą chwalą. Ja również. To zbór felietonów, jakie pisałam przez kilka lat do miesięcznika CITY. Teraz pismo to należy do zupełnie innego wydawcy, ale przez ładnych kilka lat udało mi się publikować moje zaplątane myśli w formie pisanej właśnie tam. Ta książka to taka trochę nie poukładana forma tych publikacji. Do dopełnienia całości są również zdjęcia.
"Miastówka", bo ja należę do tego rodzaju osób, które lubią ten miejski gwar. Teraz ludzie traktują swoje mieszkania jak hotele. Wstają o 7 rano, wracają o 22. Jedzą, gimnastykują się i romansują na mieście. Ich kuchnie są wielkości lodówki, bo więcej im nie trzeba. Ja też jestem taką patriotką miejską. Wakacje spędzam w mieście, im większym, tym lepszym. Kiedy jestem na wsi, otworzę okno i akurat nie przejeżdża tramwaj, ambulans i śmieciarka, to trochę mi dziwnie. Taka właśnie "Miastówka". A przy tym wszystkim nie czytam prasy codziennej…

A może Ty się tylko snobujesz na tym "nie czytaniu"?
Może na początku tak było. W snobowaniu się nie ma przecież nic złego. Snobowanie to zamiłowanie do rzeczy ładnych, efektownych. Prasy nie czytam też żeby się nie sugerować… Poza tym wiesz, media się same powielają. Kiedy ktoś o czym napisze, cała reszta pisze o tym samym. Taki recykling.

Czym jest dla Ciebie felieton i w jaki sposób w Twoim przypadku powstaje ?
Felieton w Polsce na bardzo bogate tradycje a to bardzo mnie zobowiązuje i nawet stresuje. Często dziennikarze powtarzają, że to trudny gatunek wymagający sprecyzowanego stylu oraz rozpoznawanego języka. Trudno jest ten styl wypracować. Ja nad nim jeszcze muszę pracować. Ciąży na mnie balast mojego ojca, który jest przecież jednym z najbardziej wybitnych powojennych felietonistów w Polsce. Dla mnie to po prostu naturalna forma. Wynika z mojego charakteru i pewnego rodzaju nieokiełznania. Od kilku lat staram się bardziej świadomie nad nią pracować. Felieton to forma maski. Daje to, co czego czasami nam w życiu brakuje. Tak naprawdę nie ma on wiele wspólnego z literaturą faktu. To taka gorsza literatura, która pozwala na malowanie czegoś, co wcale nie musi mieć wiele wspólnego z obiektywną prawdą.


Porozmawiajmy o Twojej rodzinie. O mamie - Agnieszce Osieckiej…
Wiesz, ja się wciąż uczę mamy i o mamie. Oczywiście, że przede wszystkim z wiadomych względów wychował mnie tata, ale jednak dla dziewczynki mam jest najważniejsza. Teraz prowadzę fundację jej imienia. Uświadomiłam sobie bowiem, że ogrom dorobku który pozostawiła, jego ogarnięcie i propagowanie i udostępnianie, to tak wielka akcja, że potrzeba do tego sztabu ludzi. Staramy się namawiać by młodzi ludzie brali z tym udział, organizujemy wszelkiego rodzaju artystyczne przedsięwzięcia. Ja sama wykonuję pracę żebraczą, chodząc po firmach i instytucjach i zbierając dla fundacji pieniądze, które pozwolą na wydanie i opublikowanie wszystkich dzieł mojej wspaniałej mamy. Na jej utwory spoglądamy nowym okiem i uchem aranżacyjnym. Marze o tym by stworzyć śpiewnik z piosenkami Agnieszki Osieckiej. Czegoś takiego nie ma.
Mój ojciec jest taką żydowską mamą. Starał się za całą rodzinę. Miał jedynaczkę, więc pilnował jej wybitnie dokładnie. Chce dobrze wykorzystać ten czas, który otrzymał od losu i tak się złożyło, ze projektuje go na osoby w swojej rodzinie. I to chyba dobrze, bo udaje mi się w życiu niemało osiągać.
Jak się ostatnio dowiedziałam, mam ponad 15 zastępczych mam i to niekoniecznie płci żeńskiej. I wszyscy pomagają mi w dorastaniu. Tylko mnie samej jakoś kiesko to idzie. Zresztą nikogo nie namawiam do zbyt szybkiego dorastania. Trzeba pielęgnować w sobie dziecko. Bo najlepszymi słuchaczami są właśnie dzieci.

Czy jesteś osobą ulegającą wpływom? Jacy są twoi mistrzowie?
O tak, bardzo. Różnych rzeczy od różnych osób uczę. Rzeczy pozytywnych i negatywnych. Podziwiam pana K. Toeplitza, u którego bywam co jakiś czas na zupie pomidorowej. Czytam wszystkie jego felietony, niezależnie czy się z nimi zgadzam czy też nie. Również Magda Umer jest wspaniałą osobą, która pomaga mi w moich działaniach. Jest wiele osób, które są mi pośrednio lub bezpośrednio bliskie.

Co byś doradziła tym młodym ludziom po szkołach, którzy wegetują, nie widząc dla siebie przyszłości w tym kraju ?
Trzeba słuchać uważnie i obserwować to, co się dzieje wokół. Należy szanować ludzi doświadczonych. Nie bez krytycyzmu, lecz nie nastawiać się negatywnie do wszystkiego. Kultywować pasję, bo ona tak naprawdę jest najważniejsza. Dobrze jest znaleźć jakąś formę motywacji. Dobra nastawienie, takie podejście na zasadzie "pomimo wszystko i tak mi się uda" zdaje w naszej szarej i smutnej polskiej rzeczywistości egzamin. I to nie jeden.

Dziękuję za rozmowę

Krzysztof Piekarski